Jesteś tutaj: Publicystyka » Filip M. Muszyński » Ars moriendi

Ars moriendi

Filip Maria Muszyński

Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach nie ma już tematów tabu, że śmiało porusza się wszelkie problemy, które trapią współczesnego człowieka. W najróżniejszych programach telewizyjnych ludzie bezwstydnie odzierają się z intymności; czasem aż ciarki przechodzą po plecach, kiedy słyszy się, jak ktoś bez zażenowania opowiada o najciemniejszych zakamarkach swojej natury i swoich najdzikszych żądzach. Redaktorzy, prezenterzy, publicyści nie cofają się przed żadnym pytaniem, a robią to oczywiście „w imię prawdy”. Każda obrzydliwość, jeśli tylko miała miejsce, a nawet jeśli tylko zaświtała komuś w głowie, powinna od razu zostać odpowiednio nagłośniona; niech wszyscy wiedzą jaki jest świat.

Odkrywanie owej „prawdy” ma oczywiście na celu dobro społeczeństwa. Tylko dzięki niej możemy porzucić stereotypy i śmiało, bez uprzedzeń kroczyć drogą postępu. Osobliwy to pogląd, że aby uleczyć społeczeństwo, należy informować je o wszelkich bezeceństwach, które normalnemu człowiekowi nie przyszłyby nawet do głowy, ale nie to jest istotą problemu, który chciałbym poruszyć. Rzecz w tym, czy rzeczywiście mówi się o wszystkim, czy aby na pewno nie ma tematów poruszanych niechętnie? Czy dziwactwa, o których dyskutuje się z takim zaangażowaniem nie stanowią jedynie problemów zastępczych, przysłaniających te prawdziwe i dotyczące wszystkich ludzi?

Jak mało mówi się na temat śmierci. Nie brak oczywiście sensacyjnych relacji opisujących wypadki, klęski żywiołowe i katastrofy. Codziennie dowiadujemy się jak wiele ludzi zginęło na drogach, w samolotach, czy z powodu ciężkich chorób, ale problemu istoty śmierci nie podejmuje się prawie wcale. Śmierć jest rozważana przeważnie w jakimś szerszym kontekście, zwykle jako tragedia, nieszczęście, jako niesprawiedliwość, bądź też jako sensacja, ale nie jako ostatni etap ludzkiego życia, który czeka każdego z nas.

Wokół kwitnie „literatura poradnikowa”. Wciąż dowiadujemy się jak dobrze się odżywiać, jak spać, aby się wyspać, jak się ubierać, jak się zachować w różnych sytuacjach; próżno jednak szukać wśród popularnych poradników odpowiedzi na pytanie: jak umierać? Umieranie, takie zwykłe ludzkie umieranie, traktowane jest per non est. Dostajemy rady, co robić, żeby długo żyć, zdrowo żyć, nie starzeć się i wciąż wyglądać młodo; jak korzystać z życia na emeryturze i jakie lekarstwa stosować na najczęstsze dolegliwości. Ale co potem?

Potem nie ma już nic, jak ktoś umiera to niech to minie szybko, najlepiej, aby nikt tego nie widział. Niech nie cierpi, niech nic nie mówi, niech najlepiej nic nie czuje, niech nie wie co się z nim dzieje; tak będzie najlepiej dla wszystkich. Ale przecież śmierć czeka każdego z nas, to nie jest ani tragedia, ani sensacja; to sprawa zupełnie naturalna!

Zadziwiająca jest beztroska, z jaką lekceważona jest śmierć, przy jednoczesnym wyolbrzymianiu problemów, które w jej świetle tracą jakiekolwiek znaczenie. Mimo wznoszonych próśb „Od nagłej a niespodziewanej śmierci wybaw nas, Panie” wielu zachowuje się tak jakby ich wymarzoną śmiercią była właśnie nagła i niespodziewana; aż chce się zaapelować do każdego z osobna: Człowieku, przecież Ty umrzesz, bez względu na to, co będziesz jadł i pił, ile będziesz spał i jak będziesz wyglądał; choćbyś nie wiem jak zdrowy tryb życia prowadził to i tak umrzesz, więc się zwyczajnie do tej swojej śmierci przygotuj!

W minionych wiekach, zaś szczególnie w uważanym obecnie za symbol wszelkiej ciemnoty Średniowieczu, śmierć była człowiekowi mniej straszna, gdyż dużo więcej uwagi niż dziś, poświęcało się nauce dobrego umierania. Nie uciekało się od problemu ludzkiej śmiertelności, pojmowano bowiem dobrze, że ucieczka od tego nie jest żadnym rozwiązaniem, z czego dziś tak wielu nie chce zdać sobie sprawy. Rozwijała się natomiast literatura mająca ułatwić człowiekowi odejście z tego świata i dobrze go do śmierci przygotować.

Śmierć jest podsumowaniem całego życia i może zadecydować ostatecznie o jego jakości; nawet najbardziej grzeszny i haniebny żywot można ocalić godną i szlachetną śmiercią, tak jak nieharmonijną i pełną dysonansów melodię można zakończyć pięknym i czystym akordem. Wystarczy tylko w tych ostatecznych chwilach walczyć z pokusami i prawdziwie żałować wyrządzonego zła.

Wyróżnia się pięć diabelskich pokus trapiących człowieka tuż przed śmiercią1: temptatio de fide – mające wywołać zwątpienie w wierze, temptatio de desperatione – mające odebrać mu nadzieję na zbawienie z powodu jego licznych grzechów, temptatio de impatientia – mające wywołać w umierającym bunt przeciw doznawanym cierpieniom i w ten sposób oddalające go od Boga, temptatio de vana gloria – mające wzbudzić w nim pychę i temptatio de avaritia – mające wzniecić żądzę dóbr doczesnych i żal za opuszczaną rodziną. Każdemu rodzajowi kuszenia odpowiadają pocieszenia anielskie umacniające umierającego w wierze, nadziei, cierpliwości, skromności i miłości do Boga. Zdając sobie sprawę zarówno z rodzajów pokus, jak i możliwości uzyskania pociechy człowiek może śmiało stanąć ze śmiercią twarzą w twarz. Tak dobrze rozumiano to w wiekach średnich, a czy pamiętamy o tym dzisiaj? Przecież w tych sprawach nic się nie zmieniło.

Verba docent, exempla trahunt; warto czasem przyjrzeć się jak umierali inni ludzie i uczyć się od nich. Nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o świętych. Biografowie chętnie częstują nas pieprznymi anegdotkami z życia sławnych ludzi, często niestety zdawkowo opisując ich ostatnie chwile, jednak nie zawsze. Możemy się więc bardzo zdziwić, a czasem nawet zawstydzić dowiadując się o powadze i godności z jaką potrafili umierać wielcy tego świata.

Każdy zna rozrzutność i lekkomyślność Marii Antoniny, ale czy spodziewałby się po niej takich słów: „Umieram wierna apostolskiej religii rzymsko-katolickiej, wierze moich ojców, w której zostałam wychowana […] błagam Boga z całego serca o przebaczenie mi grzechów, które w życiu popełniłam. Wierzę, iż w dobroci swojej wysłucha On moich ostatnich modłów i przychyli się do wszystkich innych, które od dawna zanoszę do Niego, prosząc, aby dusza moja dostąpiła Jego miłosierdzia i łaskawości […] Przebaczam moim nieprzyjaciołom zło, jakie mi wyrządzili”2.

Liczne romanse i rozwiązły tryb życia króla Polski Augusta II Mocnego do dziś są tematem żartów, ale czy pamiętamy, że władca ten przed śmiercią „powiedział, że się zupełnie woli i dyspozycji Boskiej poddaje i to ochoczym sercem akceptuje, cokolwiek się upodobało Bogu z nim uczynić” przyjął Święte Sakramenty, a nawet miał przed zgonem odważnie zawołać wielkim głosem „Boże wybacz mi, całe moje życie było jednym grzechem”3.

Podobnie wiele mówi się o nieuporządkowaniu Fryderyka Chopina, ale czy tak jak pikantne szczegóły z jego życia znane są jego ostatnie chwile? Chopin „wpatrując się w Pana Jesusa ukrzyżowanego, w potoku łez swoich odbył spowiedź świętą. I tuż przyjął Wiatyk i Ostatnie Pomazanie, o które sam prosił” do lekarzy zaś mówił „Zadajecie mi na próżno cierpienia srogie. Możeście się pomylili. Ale Bóg się nie pomylił. On mię oczyszcza. O jakże Bóg dobry, że mię na tym świecie każe! O jakże Bóg dobry”. Zaś „w samym skonaniu jeszcze raz powtórzył Najsłodsze Imiona: Jezus, Maria, Józef, przycisnął krzyż do serca swego i ostatnim tchnieniem wymówił te słowa «Jestem już u źródła szczęścia!…». I skonał”4.

To tylko nieliczne i dowolnie wybrane przykłady pięknej i szlachetnej śmierci. Często ludzie popełniający wiele błędów potrafili już u samego schyłku życia wykazać się odwagą i męstwem zapewniając sobie zbawienie. Dają nam oni znakomity wzór do naśladowania. Podobne przykłady można oczywiście mnożyć, te zaś powinny nas inspirować, byśmy nie wypierali śmierci z naszej świadomości, nie bali się o niej rozmawiać i wreszcie abyśmy sami także potrafili kiedyś stanąć przed nią pełni nadziei i pogody ducha.

„Opcja na Prawo”, nr 11/71, listopad 2007 r.


1 Teresa Michałowska, Średniowiecze, Wielka Historia Literatury Polskiej, Warszawa 2002, s. 499

2 Fragmenty listu Marii Antoniny [w:] Stefan Zweig, Maria Antonina, Katowice 1990, s. 344.

3 Fragmenty relacji ze śmierci Augusta II [w:] Jacek Staszewski, August II Mocny, Wrocław 1998, s. 276-277.

4 Fragmenty listu ks. Aleksandra Jełowickiego do Ksawery Grocholskiej [w:] Fronda nr 35, Wielkanoc 2005, s.175-176.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.