Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Chuligański trud, czyli z przymrużeniem oka

Chuligański trud, czyli z przymrużeniem oka

opracował Adam Tomasz Witczak

Czasem gdzieś pod sklepem z piwem / możesz spotkać nas / mamy sporo wolnego czasu / popatrz, jacy jesteśmy szczęśliwi – śpiewał jakieś ćwierć wieku temu zespół Ramzes & The Hooligans. W innej piosence tej kapeli przewijał się motyw niejakiego Banasika – „króla Rybnika” – który zwykł zapewniać barowych koleżków, iż nie trzeba być gitem, by mieć wojnę z klawiszami.

Najwidoczniej nie trzeba być też punkowcem spod znaku ‘77, by mieć sporo wolnego czasu i dziwne pomysły na jego wypełnienie. Tak w każdym razie widziała to przed stu dwudziestu laty szacowna „Gazeta Warszawska”, ironizując na temat ówczesnych legitymistów angielskich:

Wszyscy czytelnicy zapewne są bezwarunkowo przekonani, że królowa Anglii zwie się Wiktoryą i posiada pełne prawo do zasiadania na tronie Zjednoczonego Królestwa. Otóż, proszę przyjąć do wiadomości, że rzeczy mają się zupełnie inaczej. W Anglii powinna wprawdzie panować królowa, ale na imię jej Marya — Marya IV1 — a jak dotychczas księżna Ludwikowa bawarska.

Grono bogatych próżniaków angielskich, zamiast innego sportu, uprawia od kilku lat agitacyę, mającą wpoić w tłumy przekonanie, że dzisiejszy dom panujący w Anglii, hannowerski, spadkobierca orańskiego, przywłaszczył sobie prawa, należące się słusznie starszej, katolickiej linii Stuartów, boć sam swe prawa do tronu wyprowadzał gwoli pochodzenia od protestanckiej córki Jakóba I. Ostatnim zaś potomkiem, i to nie w prostej linii, po kądzieli Stuartów katolickich, jest właśnie księżna Ludwikowa Bawarska. Owi nowi sportsmeni wydają nawet tygodnik „The Jacobite” (Jakobita) i zwołują wiece. Rząd atoli patrzy z pobłażliwym uśmiechem na zabawkę „pracowitych próżniaków.”

(„Gazeta Warszawska”, 27 luty (11 marca) 1893, nr 66)

Paralela pomiędzy legitymistami a próżniakami, i to tymi spod znaku chuligańskiego trybu życia, idzie jednak, jak się okazuje znacznie dalej. Ta sama „Gazeta Warszawska” dekadę wcześniej, tym razem na przykładzie Francji, dowodziła, że poważne myślenie nie jest naszą rzeczą – czegóż zresztą oczekiwać od stronnictwa, które notorycznie zachowujące się bardziej jak ulicznicy niż jak politycy?

(…) nawet Gazeta Krzyżowa dzisiejsze zabiegi legitymistów francuzkich za proste uważa warcholstwo, a widoki hr. Chambord’a2 za żadne. (…) Rząd francuzki zresztą lekko legitymistów i ich roboty traktuje, czy to w kraju, czy w izbie. Prawda, że niektórzy przywódcy tego stronnictwa zachowują się niekiedy jak ulicznicy. Widocznie poważne myślenie nie jest ich rzeczą. Martwi to może zdolniejszych naczelników, których nawet temu stronnictwu nie brak, ale rzeczy zmienić nie mogą. Przed trzema dniami rojalista Baudry d’Asson oskarżony był o jakąś bombę rzuconą w Roche-Seviere, która uszkodziła pana de Laroche St. André. Minister spraw wewnętrznych odpowiedział, że trudno już teraz dać objaśnienia o tym wypadku; de Laroche wprawdzie twierdzi, że stał się ofiarą, jednak na skutek śledztwa sądowego oskarżyciel stał się teraz sam przedmiotem śledztwa. Minister żądał odroczenia interpellacyi do 9-go grudnia. Rojalista Bourgeois na to rzekł: „Czas już określić odpowiedzialności; rojalistowskie stronnictwo nie spiskuje; razem z mymi przyjaciółmi skłonni jesteśmy czekać, żądamy jednak bezstronnego śledztwa.” Na to p. Baudry d’Asson: „Będzie ono tylko republikańskiém.” Za to odezwanie się przywołano go do porządku, i oto co zyskali legitymiści ze sprawy, ze sprawy, z której spodziewali się wiele zarobić.

(„Gazeta Warszawska”, 16 (28) listopada 1882, nr 267)

Polityka, jak wiedzą „ludzie rozumni”, to wszak sztuka kompromisu i tego, co możliwe. Prawdy owej nie potrafili pojąć nie tylko legitymiści z końca XIX wieku, ale także ich równie krnąbrni poprzednicy ideowi, ultrasi:

Lecz ultrarojaliści duchem oporu rządzeni, a pamięcią znikłey, zdaniem ich znowu powracaiącey, przeszłości tchnący, chcą tylko w dawnym porządku rzeczy zbawienia spostrzegać, mniemaiąc, że tylko wytępienie wszystkich szczątków urządzeń z rewolucyi wynikłych, spokoyność ich ustalić i ich interes trwale zabezpieczyć może.

Rewolucya ogołociła ich z tego wszystkiego, co dla nich drogiem i szanownem było; muszą więc nienawidzieć każdego, który był uczestnikiem tey rewolucyi i do ich przyczynił się niedoli. Ta nienawiść rozciąga się na wszystkich, którzy do ich strony nie należą, i nawet mocniey okazuje się przeciwko konstytucyonistom, aniżeli przeciwko jakobinom, o których sądzą, że ich samą tylko pogardą ukarać zdołaią. Ganią oni wszelkie umiarkowanie, krytykują wszystkie prawidła Rządu — i wcale się z tem nie kryią, że wszystkie ich nadzieie na Hrabi Artezyi3 polegaią.

Bonapartyści są wprawdzie bardzo liczni, ale ultrarojaliści zostawiaią ich w spokoyności, byle tylko sami spokoynymi byli, i nie unikaią obcowania z nimi.

Ultrarojaliści i ultrarepublikanie maią się przeciwko sobie tak, iak dwa przeciwległe bieguny magnesowe; lecz tak ci, iako i owi, zgadzaią się znowu w swoiey nienawiści ku konstytucyonistom.

(„Gazeta Lwowska”, 9 października 1817, nr 162)

Jeszcze gorzej było (kilka dekad później) we Włoszech, tam bowiem prowincjonalne stronnictwa reakcyjne, zwane w ówczesnej polskiej prasie „sanfedystowskimi” tudzież „klerykalnymi”, uporczywie mąciły prostemu ludowi w głowach przy pomocy religianckiej propagandy:

Spokojni mieszkańcy Neapolu, lękają się co chwila wybuchu powstania motłochu sanfedystów, których żądza mordu i rabunku straszniejszą jest niż bombardowanie.

(„Gazeta Warszawska”, 9 (21) czerwca 1860, nr 159)

Komissya wysłana do Sycylii, dla zbadania choroby pomarańcz, już wróciła. Uczeni ogrodnicy przez tę komissyę badani zapewniają, że można będzie zapobiedz téj zarazie, która rujnuje Sycylijczyków; nie bardzo wierzę w te zapewnienia uczonych. Sanfedyści korzystają z téj choroby dla swych celów, dowodząc, że to jest kara niebieska, spuszczona na lud za grzechy jego rządu względem Stolicy Apostolskiéj. Te dowodzenia nie są straszne, ale zubożenie ludu przy powiększeniu znaczném podatków i przy separatystowskich usposobieniach Sycylii, może rząd niepokoić.

(„Gazeta Warszawska”, 17 (29) października 1868, nr 239)

Co do podatków, to po podbiciu Południa przez Piemont (co „ludzie rozumni” określają mianem „zjednoczenia Włoch”) faktycznie znacznie one wzrosły (tacy to liberałowie przybyli z Północy…). Zresztą już kilka lat wcześniej choćby i francuscy „sojusznicy” Państwa Kościelnego zmuszeni byli wziąć się za robienie porządku z chuliganerią. Równolegle wprowadzano nowy, postępowy wynalazek – podatek dochodowy. Donosiła o tym polska prasa postępowa:

Władze wojskowe francuzkie w Państwie Kościelnem, wzięły się nareszcie z całą gorliwością do zapobieżenia rozbójnictwu. Dokonane już kroki dowodzą, jak usprawiedliwionemi były zażalenia rządu włoskiego. Niezbyt dawno tak w Rzymie jak i w Civita Vecchia przedsięwzięto ważne aresztowania, w skutku których skompromitowanych jest kilka osób znakomitych z stronnictwa legitymistów francuzkich.

Prawo o podatku dochodowym, mimo wielkiego oporu jaki ten projekt wywołał, ostatecznie zapewne przyjętem będzie. Zarzut, że we Włoszech nikt nie będzie podawał ściśle swego dochodu, jest bezzasadnym. We wszystkich krajach w których ten podatek wprowadzono, z początku niezbywało na fałszywych podaniach; powoli jednak publiczność oswaja się z tą koniecznością, a moralizujący wpływ podobnego podatku, słusznie jest wynoszony przez obrońców projektu.

(„Kurjer Warszawski”, 27 czerwca (9 lipca) 1863, nr 153)

Szczególnie dramatycznym przykładem knowań sanfedystów i słusznej kary, jaka ich spotkała, jest poniższa, jakże budująca historia, wprost z krajowej „Gazety Narodowej”:

Stronnicy burbońscy z połączenia z włoskimi ultramontanami osiągnęli w tym względzie szczyt przewrotności. Wywoływali oni zaburzenia w Sycylii i Neapolu, chcieli w imieniu santa fede (świętej wiary) podburzyć Sycylijczyków, przeciw królewskiemu rządowi; chcieli po raz drugi w stolicy zdetronizowanego króla popchnąć masy do bratobójczej walki, który to zamiar jednak skończył się tą razą ich własną porażką i hańbą. Kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada.

Prefekt zabronił, aby nie obchodzono w Neapolu publicznie procesyj Bożego Ciała. D. 14. b. m. udali się księża do naczelnika miasta, a prosząc go na wszystko, aby cofnął wydany zakaz, przyrzekli uroczyście, że ręczą za utrzymanie wzorowego porządku. Za wstawieniem się kwestora i kilku wyższych oficerów gwardji narodowej, cofnął prefekt zakaz z zastrzeżeniem, że tylko w r. 1865 wolno jeszcze raz obchodzić publicznie uroczystość Bożego Ciała.

Burboni i ultramontanie postanowili korzystać z tej ostatniej sposobności. Bilety z zaproszeniami latały po wszystkich pałacach, po wsiach krążyli ajenci, wzywający wieśniaków do miasta na dzień 15. czerwca. Władze dowiedziały się o zabiegach stronnictw wstecznych, dla tego powołały pod broń kilka batalionów gwardji narodowej i do trzystu karabinierów i żołnierzy policyjnych, których ustawiono w ulicy, gdzie się miała odbywać procesja.

W dniu religijnego obchodu, widziano do 400 burbońskich zwolenników, należących po największej części do tak zwanej w języku europejskim arystokracji, którzy w towarzystwie 700 wieśniaków, stanęli na przeciw kościoła, z kąd wychodziła procesja, wszyscy notabene we frakach, białych rękawiczkach i białych krawatach.

W roku 1799 użyło pewne stronnictwo w Neapolu, na którego czele stał wówczas kardynał Ruffo, okrzyku „Viva la santa fede!” do podburzenia ludu przeciw postępowym. Wieśniacy zbroczyli wtedy ręce krwią tak zwanych heretyków. Przyjaciele burbońscy chcieli i tą razą popróbować szczęścia, krzycząc „Niech żyje święta wiara” starali się przełamać szeregi wojska, myśleli że głosami swemi podburzą ciemnych wieśniaków.

Jakżeż się zawiedli! Lud neapolitański, ten lud najzabobonniejszy niegdyś, najwięcej zdemoralizowany za panowania Burbonów, podniósł się z upadku w ostatnich pięciu leciech, pojął: że nie wszystko święte, co się robić zwykło w imieniu santa fede.

Zamiast rzucić się na królewskich, rzucił się na Burbonistów, i w mgnieniu oka rozpędził tę zgraję kijami. Sprawodzania rządowe mówią wyraźnie, że bito kijami (legnate). Wojsko przyaresztowało hersztów, a między nimi księcia Caianello, margrabiów Paterno, Ferri, Messanelli, i wielu innych. Wszystkie dzienniki domagają się teraz, aby rząd zniósł publiczne procesje, które według ich zapatrywań są najpierw niepotrzebnym średniowiecznym zabytkiem, a następnie pomagają zwolennikom reakcji do wywoływania publicznych zgorszeń.

(„Gazeta Narodowa”, 24 czerwca 1865, nr 143)

Na naszym Portalu każdego dnia jest niczym w piosence Kultu: Teraz będzie o zmarłych… A przynajmniej – jak w cytowanym jej wersie. W kolejnym stoi bowiem: Powróciłem z krainy umarłych… Do takiego powrotu zachęcała nas już w roku 1882 nieoceniona „Gazeta Warszawska”, a to choćby w przeglądzie stronnictw prawicowych we Francji:

Rzeczpospolita miała być szyldem, pod którym reakcya miała zamiar sprzedawać swój towar podejrzanej wartości i świeżości, oraz oczekiwać sposobnej chwili do opanowania kraju. Chwila ta jednak nie przyszła. Powaga legitymistów ginęła coraz bardziéj terana w codziennéj walce, i zasada królestwa tradycyjnego nie znajdowała we Francyi ani zapaśników, ani stronników. (…) Rola, jaką obecnie odgrywają we Francyi stronnictwa reakcyjne ogranicza się do bezpłodnéj oppozycyi. Bez wspólnego planu, bez widoków przyszłości błąkają się oni jak dantejskie cienie. Jedyna rzecz, do jakiéj są zdolni, jest to szkodzenie rozwojowi krajowych instytucyj. Potworne ich koalicye z rewolucyjną lewicą są w stanie zrzucić gabinet, choćby to nawet był gabinet p. Gambetty. Oto jedyne laury jakiemi stronnictwo to martwe może ozdobić swe zmarszczone skronie: laury nie do pozazdroszczenia.

Po tym przeglądzie umarłych czas przejść do żywych. Żywi, to republikanie.

(„Gazeta Warszawska”, 22 lutego (6 marca) 1882, nr 52)

Cała ta wyliczanka cytatów przywodzi na myśl cytat z piosenki Rezystencji: Skoro mówicie o nas ‘faszyści’ / na pewno nimi jesteśmy / skoro mówicie o nas ‘głupki’ / na pewno tacy jesteśmy / skoro mówicie o nas ‘zwierzęta’ / na pewno tacy jesteśmy. A jak te wersy były skwitowane w refrenie? Kto ma wiedzieć, ten wie…

Dodajmy jednak, że w naszej sprawie wypowiedział się także autorytet sortu najwyższego, tworząc zresztą – podobnie jak niemal dwa wieki wcześniej ówcześni dziennikarze – rodzaj symetrii pomiędzy jakobinami „czerwonymi” i „białymi”. Ostatecznie zresztą trzeba uczciwie przyznać, że mędrzec Salonu podsumowuje nas z pewnym wdziękiem, acz posiłkując się przy tym częściowo cytatami ze Stendhala:

Obrońca ancien régime’u i wielbiciel wolności — nie znosząc się wzajemnie — nie znoszą zarazem tych samych ludzi wyniesionych na szczyty przez Restaurację. Legitymista pogardza nimi, gdyż są niskiego urodzenia i nikczemnych obyczajów, gdyż za nic mają honor rycerski i respekt dla tradycji.

(…)

W obrębie tego świata zderzały się dwie filozofie. Ultrasi domagali się, by przywrócić stary ład przedrewolucyjny, by wszystko było tak, jak „drzewiej bywało”. „Ludzie ci żyli pod jakimś głupim strachem, niby w jakimś oblężonym grodzie, i nawzajem zabraniają sobie podawać jakiekolwiek nowe wiadomości. Żałosne plemię!”. Ten rojalizm nostalgiczny karmił się pamięcią krzywd epoki rewolucji i Cesarstwa — pamięcią gilotyny, konfiskat, nierządnicy sadzanej na ołtarzu, podstępnych mordów, upokorzeń wieloletniego wygania. Pamięć krzywd zaślepiała — ultrasi chcieli drugi raz wejść do tej samej rzeki. Chcieli odwetu.

„Jedynie uczucie zawiści — pisał Stendhal — było zdolne nieco ożywić ich obumarłe serca; żadne objawy szlachetności i wielkoduszności nie są w stanie przedrzeć się przez ich duchowe zaskorupienie. Żyją stale pragnieniem jakiejś ślepej zemsty. Ożywiały ich tylko uczucia podłości i niegodziwości. Rewolucja roku 1789 i Wolter to nie były dla nich rzeczy wstrętne — to były rzeczy, które nigdy nie istniały”.

(Adam Michnik, Czy będziesz dostatecznym łajdakiem?)

W cytatach zachowana została oryginalna pisownia.

opracowanie: Adam Tomasz Witczak


1 Królowa Anglii, Szkocji i Irlandii Maria IV (III), żona późniejszego króla Bawarii Ludwika III — przypis redakcji Portalu Legitymistycznego.

2 Król Francji i Nawarry Henryk V — przypis redakcji Portalu.

3 Hrabia Artois, późniejszy król Francji i Nawarry Karol X — przypis redakcji Portalu.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.