Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Czy na pewno święta?

Czy na pewno święta?

Adrian Nikiel

Krzyk, płacz, modły, wielu ludzi oszalało. Byli tacy, którzy przyszli tylko po to, by popełnić przy trumnie samobójstwo. (…)

Izba Deputowanych zaczęła prace nad ustawą dotyczącą budowy świątyni – mauzoleum ku czci Człowieka Pracy.

Xiążkę opublikowano jako pierwszy tom cyklu Biografie, ale nie jest biografią. To apologia. Świadczy o tym sam styl — niezwykle egzaltowany, przeplatający się w osobliwej sinusoidzie ze stylem bardzo prostym, wręcz przypominającym szkolne wypracowanie. Całości dopełnia skład xiążki, mocno kojarzący się z wydawnictwem podziemnym, takim, przy którego lekturze robotnicy będą mocno zaciskać pięści1. W tym kontekście nie zaskakują nawet niezwykle liczne błędy interpunkcyjne2 czy językowe3, gdyż czytelnicy z tzw. grupy docelowej być może nie zwróciliby na nie uwagi. Niezbyt staranna jest redakcja. To ma być „ciemnobrązowa xiążeczka” dla wyznawców, a „niewierzący” czytać będą z rosnącym zdumieniem.

O intencjach Autora świadczy nadużywanie przymiotnika „święta”. Od pierwszych stron widoczne jest jego niezwykłe zaangażowanie emocjonalne: Ona nie chciała czekać, aż bezmyślny czas rzuci jej jakieś wyzwanie niczym kość dla wygłodzonego psa, to ona chciała rzucić wyzwanie dla samej siebie. To tylko jeden z wielu przykładów diapazonu, na którym próbuje się poruszać pan Sławomir Dawidowski. Nie ukrywam, mam wątpliwości, czy robi to w sposób udany…

Gdyby potraktować tę hagiografię ze śmiertelną powagą, trzeba by przyjąć, że Ewa Perón (de domo Duarte) nie popełniała błędów (może z wyjątkiem tego, że raz zgodziła się na udział w spotkaniu towarzyskim, w którego trakcie została brutalnie zgwałcona – str. 32). Nawet rola kochanki właściciela popularnego czasopisma nie kompromituje przyszłej Madonny Argentyny. W ogóle, warto zauważyć, oceny moralne p. Dawidowskiego są uwarunkowane wpływem danej kwestii na życie Evity. Ci, których Duchowy Przywódca Narodu nie zachwyca, automatycznie staczają się w jego oczach do rangi płatnych pachołków Waszyngtonu. Deifikacja lub nienawiść — brak stanów pośrednich, żadnych wątpliwości.

Negatywnym bohaterem zbiorowym tej pracy są konserwatyści, określani też mianem latyfundystów i oligarchii. Nawet gdy pojawia się wzmianka o korupcji szalejącej za rządów Partii Radykalnej, już na kolejnej stronie za nadużycia odpowiedzialni są oczywiście konserwatyści. En masse piętnowani są co jakiś czas ludzie bogaci i „obcy kapitał” — za to, że istnieją. Nic tak przecież nie denerwuje jak cudzy dobrobyt. Co ciekawe, w szczytowym momencie swojej kariery w argentyńskich mediach Ewa Duarte zarabiała wielokrotność pensji ówczesnego ministra. Jej majątek w ostatnich latach życia trudno nawet oszacować. Autor nie ukrywa też, że była miłośniczką klejnotów (por. np. str. 94, 110 i 123)4 — i pisząc o tym, nie dostrzega żadnego dysonansu!

W xiążce poświęconej Evicie nie mogło oczywiście zabraknąć obszernej prezentacji postaci i dorobku jej męża, późniejszego dwukrotnego prezydenta Jana Dominika Perona. Jak można się z góry domyślić, również on na kartach tego dzieła jawi się jako bohaterski Obrońca LuduPierwszy Robotnik, a także człowiek, pod którego rządami 30 procent wydatków z budżetu przeznaczano na wojsko (w czasie, gdy Argentyna nie uczestniczyła w trwającym konflikcie totalitarnych potęg!), szczególnie na awanse i częste podwyżki pensji.

Na trwałe Perón wkroczył do polityki szczebla krajowego w latach II wojny światowej. Efektem przewrotu wojskowego w 1943 r. stała się rewolucja pod hasłem „odnowy moralnej” — ciekawe, że rewolucje zawsze robią moralizatorzy5… Rok później rewolucja pożarła część spośród własnych dzieci i po kolejnym zamachu stanu zmierzała w kierunku systemu rządów, który nazwano później peronizmem. Główną jednak siłą sprawczą była Ewa Duarte.

Rysem charakterystycznym rewolucji peronistowskiej było niekontrolowane rozdawanie pieniędzy. Komuniści — co podkreśla Autor — stracili wpływy, co nie dziwi, gdyż większość ich postulatów socjalnych zrealizowano w ciągu paru lat. Po raz kolejny w dziejach nowożytnych wprowadzano w życie program lewicy w obawie przed lewicą. Czy rzeczywiście zresztą można mówić o obawie przed lewicą? Perón nie ukrywał przecież swojego podziwu dla włoskiego faszyzmu, a jego przyszła żona już od paru lat znana była z ostrych, wymierzonych w tradycyjne elity wystąpień radiowych. Można więc raczej mówić o jakimś wariancie tej myśli lewicowej, który za Autorem nazwalibyśmy populizmem, o wewnętrznej rywalizacji różnych nurtów. Na głównego wroga desygnowani zostali nie komuniści, lecz konserwatyści — prezentowani przez p. Dawidowskiego z iście socrealistycznym zacięciem.

Drogą rewolucji okazały się masowe nacjonalizacje, w pewnej części za odszkodowaniem, lecz np. w przypadku własności niemieckiej — bez żadnej rekompensaty. Miało to posłużyć osiągnięciu autarkii gospodarczej. Ręcznie sterowano gospodarką: miłośnicy Perona na rozkaz Evity otrzymywali przywileje ułatwiające prowadzenie działalności, a także wysokie podwyżki płac (w przypadku szeregowych pracowników), opozycję łamano pozbawianiem środków do życia. Z drugiej strony, niezadowolonych mógł czekać przymus pracy. Prywatna działalność charytatywna została zdelegalizowana, gdyż Ewa Perón ze wstrętem odnosiła się do udzielania jałmużny. Wysłannicy cesarzowej Ameryki Łacińskiej mieli natomiast wymuszać „pomoc” na przedsiębiorcach. Za zdobyte w ten sposób datki kupiono też broń dla bojówek związkowych6. Odmowa lub postawa opozycyjna kończyły się ogromnymi problemami, łącznie z fizyczną przemocą i niszczeniem lub odbieraniem mienia, a donosicielstwo stało się cnotą… Parlament ustanawiał prawa na życzenie żony prezydenta. Przez kilka lat męczennica świata pracy i słońce starców udowadniała, że jest mistrzynią — w rozdawaniu cudzych pieniędzy. Więcej, w trakcie propagandowych wojaży rozsypywała pieniądze przez okno pociągu!

W sposób zaplanowany przez Evitę na głowie stawiano całą strukturę społeczną. W lipcu 1946 r. uprzywilejowano dzieci pochodzące z nieślubnych związków, które zyskały prawo do dziedziczenia na równi z potomstwem spłodzonym w małżeństwie. Samotne matki konsekwentnie otaczano czułą opieką państwa, ojcowie mieli zaś płacić wyższe podatki. Do kompletu starcom na mocy ustawy zagwarantowano „szacunek”, oczywiście jako dodatek do hojnych przywilejów finansowych.

Na szeroką skalę władze wprowadzały m.in. płace minimalne, kilkudziesięcioprocentowe podwyżki płac i „bezpłatną” opiekę medyczną (cud, że w tym czasie lekarze nie poumierali z głodu), ubezpieczenia społeczne i inne totalitarne wynalazki, które służyły upaństwowieniu ludzi. W finansowej ekwilibrystyce pomóc miała nacjonalizacja banku centralnego, a także powołanie nowych urzędów do rozdawania pieniędzy. Upaństwowiono transport, porty, kopalnie, zakłady użyteczności publicznej, kontrolowano handel zagraniczny i wymianę obcych walut na peso.

Początkowo rewolucję finansowano, korzystając z bardzo dobrej koniunktury w handlu międzynarodowym. Już jednak po kilku latach polityki etatystycznej w Argentynie zaczęło brakować żywności, a w państwowej kasie — pieniędzy. Winni problemów oczywiście mieli być oligarchowie — odpowiednik kułaków i agentów imperialistycznych w Związku Sowieckim. Nie było to jedyne ewidentne podobieństwo z „obozem pokoju i postępu”: pod rewolucyjnymi rządami realizowano plany pięcioletnie! Jeszcze więcej analogii można by wskazać między „kultem jednostki” a jednoznacznie religijnym „kultem Evity”: do niej modlono się i jej stawiano ołtarze (przedmioty mające z nią kontakt stawały się relikwiami).

Rząd, aby rozdawać, najpierw musi komuś zabrać. Peronistyczna Trzecia Droga (zwana oficjalnie justycjalizmem) to zatem bezkrytyczna wiara w słowa przywódcy oraz w moc kartki papieru, na której zapisano kolejną „okolicznościową” ustawę. Lewicowy standard: szczęśliwa wyspa Utopia. Załamanie gospodarki przyszło już po śmierci Ewy Perón (zm. 26 lipca 1952 r.). Doszło też wtedy do otwartych ataków na Kościół, który nie zaakceptował kultu „świętej”. Wkrótce po exkomunice, którą Stolica Święta nałożyła na Jana Perona w 1955 r., zapłonęła katedra w Buenos Aires.

Nie tylko pod względem ekonomicznym ideologia peronistowska daleka była od katolickiej ortodoxji7. Przywódcy ruchu wymagali specyficznych form zaangażowania. Evita deklarowała jasno, w odniesieniu do założonej przez siebie Partii Kobiet: Dla kobiety bycie Peronistką oznacza przede wszystkim lojalność wobec Perona, posłuszeństwo Peronowi i ślepe zaufanie do Perona. A w działalności politycznej ślepota zwykle prowadzi do przepaści… Dopełnieniem tej postawy można nazwać przekonanie, że Lud Argentyny jest dobry poprzez sam fakt, że jest argentyński. Inżynieria społeczna sięgała tak daleko, że w ramach „równouprawnienia” kobiety, które nie wyrażały zainteresowania demokratyczną farsą i nie wpisywały się na listy wyborców, miano karać aresztami domowymi i grzywnami.

Nie wszyscy Argentyńczycy byli bowiem tak wspaniali i zakochani w małżeństwie Peronów, jak oczekiwałby tego reżim. Nowi władcy z niecierpliwością spodziewali się „agonii arystokracji”. W paroksyzmie szaleństwa uwięziono i wyrzucono z pracy laureata Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, dra Bernarda Houssaya (badającego przyczyny powstawania cukrzycy), co miało być formą represji za to, iż Perón nie otrzymał nagrody pokojowej8. Prześladowaniu uczonego przyklaskiwała dyspozycyjna prasa.

Ze ściśniętym sercem czyta się o tryumfalnej podróży Evity przez wyniszczony wojną Stary Kontynent, podczas której rządy wydawały miliony na koszty reprezentacyjne, aby tylko otrzymać tańszą żywność z Argentyny. Tej atmosferze do pewnego stopnia uległ nawet papież Pius XII, który – jak podaje Autor – dziękował Honorowemu Prezydentowi Argentyny za pracę na rzecz biednych9. W tym czasie nowobogacki luxus, jakim w podróży otaczała się Ewa Perón, dalece przekroczył standardy, jakie europejscy poddani skłonni byliby zaakceptować w przypadku królów… A przecież cały ten przepych w chwili śmierci okazał się nicością.

W ostatnich miesiącach życia bohaterki dzieła rozpętany przez nią rewolucyjny obłęd doprowadził do tego, że posądzała męża o zdradę rewolucji i współdziałanie ze znienawidzoną oligarchią. Pan Dawidowski pisze o niej, iż była idealistką. Idealistką tak wielką, że proponowała, by z opozycją zrobiły porządek bojówki związkowe uzbrojone w broń automatyczną (str. 143). O dziwo, generał Jan Perón nie zamierzał mordować przeciwników, jak życzyła sobie tego opiekuńcza święta i kwintesencja ludzkich uczuć. Właściwie… nienawiść jest uczuciem arcyludzkim10.

*****

Wspomniałem o wyjątkowym zaangażowaniu emocjonalnym p. Dawidowskiego w kreowanie „świętej”11 (por. np. str. 90-91) — w pewnej chwili zrównuje wręcz Evitę z naszym Panem Jezusem Chrystusem, pisząc, że swoim życiem pokonała śmierć (do tego jakieś dziwne aluzje o cieple Boga); z kolei Pani Nadziei za Boga12 uważała swojego męża (str. 105) — a ponieważ jego dzieło trafiło m.in. do recenzentów o poglądach prawicowych, zastanawiam się, czy nie padliśmy (przy okazji rozsyłania egz. recenzenckich) ofiarą pewnego nieporozumienia. O światopoglądzie Autora najzwięźlej i chyba najlepiej świadczy przypis na str. 202, w którym wyraża się on z uznaniem o masonie13, który w XIX wieku zniszczył katolickie Wicekrólestwa Peru i La Platy. Co jak co, ale przedstawicielem Prawicy p. Dawidowskiego nazwać nie można — nie sądzę zresztą, aby jemu zależało na takiej identyfikacji. Nie ukrywa przecież, że jest miłośnikiem „sprawiedliwości społecznej”14, w warunkach polskich kojarzonej z Samoobroną.

Sławomir Dawidowski, Evita Perón. Pierwsza Dama Populizmu, Wydawnictwo STATO, Suwałki 2011, str. 228.

Krótsza wersja tego artykułu ukazała się na łamach dwutygodnika „Prawda jest ciekawa. Gazeta Obywatelska”, nr 21, 12-25 października 2012 r.


1 (…) wymierzone w oligarchię (str. 104).

2 Wrogowie Prawicy zwą to drwiąco „prawicową interpunkcją”.

3 Również w króciutkich podziękowaniach na początku xiążki.

4 Ubodzy, owszem, „jedzą kawior”, ale tylko ustami swoich przedstawicieli: (…) w 1950 roku (…) okazało się, że trybun ludowy ma setki par butów, sukien, kapeluszy i olbrzymią ilość biżuterii (str. 103). Gdyby wierzyć Autorowi na słowo, taki właśnie, niezwykle ostentacyjny, powinien być wizerunek i styl osoby, która dla biednych poświęca wszystko…

5 Często, tak jak w przypadku Perona, moralizatorzy z konkubinami.

6 Autor podaje, że w tym procederze pomagał Ewie Perón xiążę Bernard, mąż niderlandzkiej królowej Juliany!

7 W deklaracjach reżimu pojawiały się odwołania do nauczania papieża Leona XIII. Podkreślany był rzekomo chrześcijański charakter peronizmu.

8 Wszelkie skojarzenia z genialnym naukowcem Józefem Stalinem są nieprzypadkowe i zamierzone.

9 Pan Dawidowski twierdzi, że przed śmiercią Ewa Perón otrzymała od papieża rozgrzeszenie. Niestety, nie informuje przy tym czytelników, na czym miałoby polegać rozgrzeszenie udzielone bez spowiedzi i z odległości kilku tysięcy kilometrów. Wspomina natomiast, że w sprawie kanonizacji Watykan pozostał nieugięty (sic! – kolejny autor, który myli Watykan i Stolicę Apostolską).

10 W tym małżeństwie to właśnie zawodowy żołnierz wzdragał się przed przelewaniem krwi i próbował łagodzić brutalność „świętej” żony. Autor wspomina o tym kilkakrotnie.

11 Jeszcze jeden „dowód świętości”: Jedna z kobiet wyhaftowała napis: Ojcze nasz i wysłała go dla papieża z kartką, że jeżeli Evita nie odzyska zdrowia, to ona porzuci wiarę (str. 150). Nieco dalej Autor twierdzi, że Ewa Perón traktowana była przez rodaków jak mesjasz, który miał przynieść im zbawienie.

12 Oczywiście Boga „opcji preferencyjnej na rzecz ubogich”. Niestety, Autor nie podaje, co o bluźnierstwach wypowiadanych publicznie przez Evitę sądził jej osobisty spowiednik. W kontekście informacyj o charakterze penitentki można zaryzykować jednak domniemanie, że gdyby protestował, szybko przestałby być spowiednikiem. Z rozgniewaną Evitą nie było żartów. A w testamencie przystani pokornych znalazły się słowa: Nie wyobrażam sobie nieba bez Perona.

13 Być może wiara p. Dawidowskiego w istnienie jakiejś enigmatycznej duszy wszechświata także wywodzi się z myśli masońskiej… Hmm… nie, to tylko inspiracja literaturą p. Pawła Coelho…

14 Chyba wszyscy pamiętamy, że sprawiedliwość różni się od sprawiedliwości społecznej tak, jak różni się krzesło od krzesła elektrycznego. A gdy ktoś – jak czynili to peroniści – twierdzi, iż nie jest ani z lewicy, ani z prawicy, w rzeczywistości sytuuje się właśnie na lewicy i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Kto głosi rewolucję – jest z lewicy.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.