Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Demokracja zabija wszystko

Demokracja zabija wszystko

Adrian Nikiel

Nie znam pana Grzegorza Gilewicza, a jego poglądy poznałem tylko w takim stopniu, na jaki pozwoliły mi informacje o nich płynące z mediów – mam nadzieję, że podawano je rzetelnie. Skandal, z którego władze Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku zasłynęły już na całą Polskę, obnaża – zapewne wbrew oczekiwaniom „skandalistów” – że jest tak, jak zawsze głosili reakcjoniści: demokracja to naprawdę groźna bestia, która niszczy i pochłania wszystko, co staje na drodze nieubłaganego Postępu. Można próbować ją poskramiać, ale jest to równie skuteczne jak wygaszanie przebudzonego wulkanu.

Prawdziwa Sztuka nie zna demokracji, przede wszystkim dlatego, że demokracja w każdej formie oznacza równanie w dół i schlebianie najniższym gustom. Jeżeli zatem kształcenie na wyższej uczelni polega na indoktrynacji w duchu ideałów humanizmu i demokracji, za wzniosłymi sloganami kryje się tylko masowa produkcja konformistów i wyrobników, pacykarzy, którzy swoją tfu!rczość podporządkowują opinii większości. Albo wręcz kaprysom biurokratów, którzy będą mieli do zmarnowania jakieś pieniądze z Unii Europejskiej i przeznaczą je na promocję np. wielokulturowości, gender, tolerancji, sodomii, bluźnierczych transgresyj etc.

Demokracja to nie tylko pewna procedura podejmowania decyzji, jak kiedyś chciały te społeczności tradycyjne, które akceptowały formułę rządu mieszanego. Od kilku wieków jest to przede wszystkim zjawisko z zakresu fenomenologii religii: quasi-religijna ideologia, opisana już przez Emila Durkheima jako posiadająca własnych bogów, kapłanów, własne ołtarze i obrzędy. Demokracja nie uniknęła też schizm i herezyj, nierozerwalnie przecież związanych z interpretacją wierzeń religijnych1.

Władze gdańskiej Akademii nie określiły natomiast, na który wariant demokracji powinien przysięgać p. Gilewicz – na demokrację liberalną, demokrację komunistyczną czy demokrację narodowosocjalistyczną? Czy może Jego Magnificencja Rektor uznaje, że różnica między tymi odmianami jest tak naprawdę… subtelna? W końcu każda z nich dąży do zuniformizowania myślenia, narzucenia poddanym jednolitych wytycznych estetycznych, obyczajowych i innych.

Bywa, że samodzielność kończy się tragicznie. Pan Gilewicz być może tylko zmarnuje rok akademicki, ale ten niewątpliwy dyskomfort nie wpłynie przecież na jego talent. Przy okazji „sprawy Gilewicza” przeczytać można – na stronie dziennika „Rzeczpospolita” – anonimowy komentarz, który postrzegam jako groźne memento, zapowiedź, do czego prowadzi zaczadzenie demokratyzmem:

Uważam, że ktoś kto nie akceptuje demokracji nie może być studentem, pracownikiem, ani wykonywać żadnej funkcji publicznej. Demokracja to system, w którym każdy obywatel ma prawo głosu. Jeżeli ktoś występuje przeciwko demokracji, to występuje po prostu przeciwko tej zasadzie, a więc twierdzi że prawo głosu nie przysługuje wszystkim obywatelom, których być może chciałby ponadto pozbawić obywatelstwa. Jest to więc człowiek, który źle życzy nam wszystkim, którzy korzystamy z praw obywatelskich. Taki człowiek nie nadaje się do życia w społeczeństwie obywatelskim, tak jak ktoś kto uważa że prawa człowieka nie przysługują wszystkim ludziom nie nadaje się do życia w społeczeństwie humanistycznym, jakim bez wątpienia jesteśmy. Co kto myśli we własnej prywatności, to jego sprawa, ale wyrażanie poglądów godzących w demokrację musi być zakazane. To nie jest kwestia zagarniania coraz większej przestrzeni przez postępowe ideały, wbrew temu co pisze Zaremba. To jest kwestia wspólna — dla nas „postępowców” jak tu zabawnie nazywacie reprezentantów społeczeństwa otwartego, oraz konserwatystów.

Tak więc dla integralnego demokraty2 ktoś, kto nie chce czcić bożka, jakim jest „władza ludu”, powinien zostać skazany na żebractwo lub śmierć głodową. A proces dojrzewania młodej polskiej demokracji zwieńczy zapewne „strzał katyński”.


1 Pani Agata Bielik-Robson celnie podkreśliła sprzeczność między demokracją a katolicyzmem w artykule „Nowa reformacja?” („Wysokie Obcasy” nr 42 [697] z 20 października 2012 r.). Przeczytać w nim możemy m.in.: (…) „Zachodni katolicy, przebudźcie się!”. Jakkolwiek bowiem możecie się różnić między sobą stopniem bądź konserwatyzmu, bądź progresywizmu, jedno wszak macie ze sobą wspólne, a tą częścią wspólną jest wasz respekt dla zachodnich instytucji demokratycznych, następnie zaś: Nawet najbardziej zachowawczy katolicki teolog zachodni, choćby odruchowo akceptujący zasady demokracji, w jakiej żyje, ma w sobie ziarno owej dyspozycji liberalnej, która koniec końców musi się przebudzić i przeciwstawić autorytarnej władzy.

2 Anonimowego, ale zapewne dlatego pozwalającego sobie na szczerość.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.