Jesteś tutaj: Publicystyka » Remigiusz Okraska » Drzewa i groby. Rzecz o ekologii ojczyźnianej

Drzewa i groby. Rzecz o ekologii ojczyźnianej

Remigiusz Okraska

„W kamieniu, krzewie i potoku
W źdźble trawy, w płatku białej lilii
Mieszkają duchy naszych przodków
Patrzące na nas w każdej chwili
Kształt, barwa, zapach, śpiew gałązki
Przypominają obowiązki
Wobec tych co przed nami żyli…”

Jacek Kaczmarski — „Japońska rycina”

Nie sposób kwestionować wagi i znaczenia ruchu ekologicznego oraz podnoszonych przez jego uczestników problemów. Spustoszenia dokonane w łonie ekosystemu ziemskiego są już widoczne gołym okiem i nawet najwięksi sceptycy muszą przyznać, że nasza postawa wobec przyrody nie jest pozbawiona wad. Chodzi zatem, we wszelkich rozważaniach dotyczących kryzysu ekologicznego, przede wszystkim nie o kwestię zasadniczą, lecz o szczegóły. Panuje zgoda co do tego, że należy chronić środowisko naturalne, natomiast istnieje wiele rozbieżności odnośnie tego jak to robić.

Wiele pomysłów i postaw ugrupowań ekologicznych budzi kontrowersje nie tylko u osób postronnych, które nie potrafią dostrzec wagi problemu lub lekceważą ją, lecz także u tych, którym bliskie są ideały ochrony przyrody i środowiska. Trudno się bowiem oprzeć wrażeniu, że większość uczestników ruchu „zielonych” tak naprawdę nie stanowi alternatywy wobec systemu niszczącego ekosystem, lecz jest doskonale do niego dopasowana, a ich wysiłki są wpisane w logikę takiego układu. Niewielu jest bowiem ekologów, których światopogląd różni się w istotnym stopniu od ich adwersarzy. Jak celnie zauważył Guido Ceronetti w swym eseju „Drzewa bez bogów”: „Ekologię dlatego czeka porażka, że jej horyzonty myślowe w głębszym sensie niewiele odbiegają od horyzontów myślowych niszczycieli”. Istotą większości działań podejmowanych przez obrońców środowiska jest eliminacja skutków, nie zaś przyczyn, a powody takiego postępowania są prozaiczne i nader przyziemne. Bogdan Kozieł-Salski trafnie podsumował w swym szkicu „Ekologia narodowa” takowe wysiłki pisząc, iż gros współczesnych ekologów zmaga się ze zniszczeniem środowiska, gdyż „(…) godzi to w ich materialne warunki życia, zakłóca ich hedonistyczny, konsumpcyjny styl bytowania. Ale w gruncie rzeczy mają taki sam barbarzyński, niszczycielski stosunek do przyrody jak ludzie odpowiedzialni za niszczenie środowiska”.

Wydaje się zatem, że nie sposób upatrywać w takiej, coraz popularniejszej, odmianie ekologii szans na powstrzymanie postępującego wyniszczania przyrody. Może ona doprowadzić do pewnych korekt dominujących trendów, nie sposób jednak spodziewać się jakichś naprawdę znaczących przemian na bazie proponowanych przez nią rozwiązań. Możliwe jest raczej w takim wypadku jedynie spowolnienie negatywnych procesów, jednak biorąc pod uwagę stan środowiska i dominujące względem niego postawy wydaje się, że to stanowczo za mało. Konieczne jest zatem wypracowanie i rozpropagowanie takiego modelu stosunku człowieka do sił przyrody i towarzyszących mu konkretnych rozwiązań, które nie tylko odsuną katastrofę w czasie, ale i zdołają przywrócić równowagę ekosystemu. Ekologia mogąca być rzeczywistą alternatywą wobec dzisiejszej, niszczącej środowisko cywilizacji powinna się charakteryzować zasadami odmiennymi od dotychczasowych.

Fundamentem rzeczywistej ochrony przyrody powinien być zupełnie inny stosunek do natury. Światopogląd współczesnej cywilizacji zdominowany jest przez materializm. Następstwem tego jest przekonanie o naturze jako magazynie surowców, z którego można czerpać do woli i bez żadnych ograniczeń. Nowożytność, zachodzące w niej procesy i trendy kulturowe odarły przyrodę z pierwiastka sacrum, jaki charakteryzował stosunek do niej we wszystkich wcześniejszych epokach i systemach religijnych. Sekularyzacja, materializm i wąsko pojmowany scjentyzm sprawiły, że przyroda traktowana jest dzisiaj jak mechanizm, w którym można dokonywać wszelkich manipulacji, nie zaś organizm, którego traktowanie winno być nader ostrożne i rozsądne. Wszystkie religie politeistyczne, niezależnie od stopnia rozwoju materialnego i duchowego ich wyznawców, a także wszelkie wielkie religie monoteistyczne traktowały przyrodę w sposób szczególny. Była ona postrzegana jako dzieło Stworzenia lub emanacja boskich sił. Dlatego też traktowano ją jako wartość samoistną, której należy się szacunek. Nie sposób było pozostawać w zgodzie z powszechnym etosem kulturowym, z zasadami religijnymi, niszcząc jednocześnie bez potrzeby zasoby przyrody. Nie oznacza to oczywiście, że takie przypadki się nie zdarzały, lecz trudno wszak człowiekowi przy zdrowych zmysłach wyobrazić sobie świat idealny, bez skaz i wad. Niemniej jednak takie postawy były albo potępiane, albo dominowały w epokach zamętu, zaburzeń etosu kulturowego i zatracenia równowagi przez daną zbiorowość.

Powrót do takiego traktowania natury jest niezbędny, jeśli chcemy poważnie mówić o ochronie przyrody. Dostrzeżenie w przyrodzie pierwiastka sakralnego wydaje się jedynym sposobem na zmianę naszego stosunku wobec niej, na porzucenie postawy eksploatatorskiej i uzurpatorskiej. Takie stanowisko staje się na szczęście coraz bardziej popularne w środowiskach ekologicznych, głównie za sprawą chrześcijańskich (zwłaszcza franciszkańskich) i pogańskich inspiracji a także w wyniku rosnącej popularności tzw. głębokiej ekologii i ekofilozofii. Używając słów prekursora tej ostatniej — Henryka Skolimowskiego, musimy zrozumieć, że świat jest sanktuarium, niezależnie od zróżnicowanych opinii dotyczących sił wyższych uzasadniających takowe przekonanie. Odejście od prymitywnego materializmu pozwoli na zmianę optyki dotyczącej postrzegania przyrody, pozwoli na powrót do postawy, którą Philippe Saint Marc wyraża następująco: „Człowiek ma być strażnikiem, nie właścicielem przyrody (…) Jakim prawem twór niszczy dzieło Stwórcy?”. Tak rozumiana postawa pozwoliłaby na znacznie większe dokonania w dziedzinie ochrony przyrody niż najbardziej nawet surowe przepisy i normy dotyczące emisji zanieczyszczeń czy pozyskiwania surowców. Dlatego też podstawą efektywnej i sensownej ochrony przyrody powinien być proces resakralizacji nowożytnego, zlaicyzowanego społeczeństwa.

***

Nie wystarczy jednak dokonanie procesu wyeliminowania światopoglądu materialistycznego. Wśród współczesnych ekologów przekonanie o przyrodzie jako elemencie sacrum jest stosunkowo popularne, jednak nie pociąga to za sobą istotnych dokonań. Każde działanie powinno być bowiem osadzone w konkretnych realiach, musi posiadać namacalne punkty odniesienia. Takie pojęcia, jak „przyroda”, „świat”, „środowisko”, „wszystkie gatunki” są w istocie abstrakcjami i dlatego nie posiadają dostatecznej mocy wywierania wpływu na postępowanie ludzi. Nie na darmo mówi się, że kto kocha wszystkich — w istocie nie kocha nikogo. Najpiękniejsze zasady potrafią nie przynieść żadnych rezultatów, a nawet doprowadzić do swego przeciwieństwa, jeśli realizując je abstrahuje się od konkretnych miejsc, ludzi i typowej dla nich kultury. Podobnie pozbawione sensu są rozważania o stawaniu się gospodarzem lub strażnikiem ziemi w oderwaniu od obszarów najbliższych człowiekowi, od terytorium, z którym jest on w naturalny sposób związany emocjonalnie i fizycznie.

Tym obszarem, ziemią najdroższą jest ojczyzna. Wydaje się zatem, że nie jest możliwa skuteczna, sensowna i przynosząca trwałe efekty ochrona przyrody bez odwołania się do patriotyzmu, umiłowania ojczyzny. Samo pojęcie ekologii ojczyźnianej jest truizmem, bowiem rdzeń pojęcia ekologia pochodzi od oikos oznaczającego dom i tak właśnie należy ją traktować — jako ochronę swego domu, rozumianego jako pielęgnacja terytorium, w którym osadzone są ludzkie siedliska. Oczywiście nie może oznaczać to egoizmu, czyli ochrony własnego terytorium kosztem innych obszarów przyrodniczych, co zresztą pozbawione jest sensu, gdyż cały ekosystem jest siecią wzajemnych powiązań i zależności, a zatem zniszczenie jego najbardziej choćby odległej części prędzej czy później odbije się negatywnie na pozostałych jego elementach. Jednak to właśnie rodzime terytorium powinno być punktem odniesienia w wysiłkach na rzecz ochrony przyrody, a ideałem byłaby ochrona środowiska realizowana niezależnie od siebie przez mieszkańców wszystkich terytoriów — wszystkich ojczyzn.

Przyroda powinna być chroniona nie tylko ze względu na jej rolę w trwaniu gatunku ludzkiego, nie tylko w imię uznania jej za wartość samoistną. Jest ona także przede wszystkim integralną częścią ojczyzny, tak samo cennym składnikiem danego miejsca, jak tradycja i etos. W takim samym stopniu jak one decyduje o niepowtarzalności i wyjątkowości ojczyzny, zasługuje na równie troskliwą opiekę, jak kultura materialna i pamięć o przeszłości. Wszak tylko barbarzyńcy zdolni są do niszczenia zabytków i grobów w imię doraźnych korzyści, podobnie jak tylko barbarzyńcy potrafią z podobnych pobudek bezmyślnie wycinać drzewa, zmieniać bieg rzek, kruszyć skały i zrównywać pagórki. Każde takie działanie nie motywowane rzeczywistą koniecznością lub mające mniej szkodliwą alternatywę jest ciosem wymierzonym ojczyźnie. Przyroda jest bowiem ważnym elementem tożsamości zbiorowej, nierozerwalnie związana jest ze zmitologizowanym obszarem ojczyzny noszonym w sercach jej mieszkańców.

Dziedzictwo przyrodnicze jest porównywalne z innymi składnikami tradycji, zaś miejscowy ekosystem kształtuje świadomość osób zamieszkujących w nim. Jak ważna może być dla patriotów przyroda świadczą słowa Rene Chara, który stwierdził: „Bijemy się o ten krajobraz, gdyż dla nas wart jest on więcej niż chleb. Nic go nam nie zastąpi”. Podobnie rzecz widzi jeden z rolników wywłaszczanych z ziemi pod budowę autostrady: „Moja rodzina uprawia tę ziemię od prawie czterystu lat, tak łatwo się stąd nie wyniesiemy. Chcą nam zapłacić jakieś marne grosze za to co przekazali nam nasi ojcowie. Żadne pieniądze nie są w stanie zrekompensować tej straty…”. Miłość do ojczystej przyrody i chęć jej ochrony przed bezmyślną eksploatacją składają się na samą istotę patriotyzmu, są bowiem niezwykle ważnym składnikiem przywiązania do ojczystej ziemi i działań dla jej dobra.

Rozważając kwestię ekologii ojczyźnianej nie sposób nie dostrzec, iż kryzys patriotyzmu i degradacja przyrody są współzależne. Rozprzestrzenienie się kosmopolitycznych wzorców, zohydzenie na różne sposoby miłości do ojczyzny i własnej kultury sprawiło, iż w miejsce dotychczasowego przywiązania do rodzinnych stron pojawiło się wyobcowanie, brak zakorzenienia i poczucia tożsamości. Nałożyła się na to kultura masowa, której ekspansja przyniosła zestandaryzowany i homogeniczny etos we wszystkie zakątki globu. Genius loci zastąpiono wszechobecnym Disneylandem, coca-colocaust zniszczył kulturową różnorodność. Pisaliśmy już, że współczesny etos kulturowy jest z zasady wrogi przyrodzie, jednak z drugiej strony jej degradacja przyczynia się do dalszego osłabiania poczucia patriotyzmu. Cóż bowiem ma skłaniać człowieka do miłości ziemi ojczystej, jeśli nie potrafi na niej odnaleźć ani specyficznych i przekazywanych z pokolenia na pokolenie wartości kulturowych, ani też niepowtarzalnej przyrody wyniszczonej w imię zysku i „postępu”? Jak trafnie zauważa w swej książce „Planeta nie tylko ludzi” Konrad Waloszczyk: „Pojęcie 'środowiska ludzkiego' wykracza poza zakres środowiska przyrodniczego. Zawiera nie tylko komponenty przyrodnicze, ale także kulturowe, takie jak ochrona zabytków kultury materialnej czy zwłaszcza folkloru. Wyniszczanie gatunków biosfery ma rzeczywiście swoją analogię w ginięciu gatunków folkloru i w ogóle różnorodności kulturowej, którą homogenizuje źle pojmowany globalizm kultury masowej”.

Wydaje się zatem, że działania na rzecz odrodzenia poczucia tożsamości i zachowania różnorodności kulturowej idą w parze z wysiłkami w imię ochrony przyrody. Istnieje zbyt wiele zależności między przyrodą a ukształtowaną w danym miejscu kulturą, by można je było lekceważyć. Jak pisał D.H. Lawrence: „Każde społeczeństwo kształtuje się w jakimś określonym miejscu, które jest jego domem — jego ojczyzną. Każde miejsce ma kuli ziemskiej innym emanuje życiem, inne ma wibracje (…) Duch miejsca jest czymś niezmiennie realnym”. Rene Dubos w swej „Pochwale różnorodności” dodaje zaś: „O indywidualnym charakterze każdego skrawka Ziemi decyduje system dynamicznych stosunków między Ziemią a życiem, które się na niej pleni, w szczególności między Ziemią a ludźmi”.

Nie niszczy się ziemi, którą się zamieszkuje i dlatego najlepszymi strażnikami przyrody będą patriotycznie nastawieni mieszkańcy danej okolicy. Ojczyzna jest bowiem miejscem szczególnym. Tu spoczywają prochy przodków, tutaj toczyli oni swoje codzienne życie, tutaj kształtowali jedyną w swoim rodzaju kulturę, z którą ich następcy się utożsamiają. Przodkowie ci wśród tych samych pól, lasów, łąk i pagórków pracowali, kochali się, modlili, wspominali przeszłość i rozważali dzień jutrzejszy. Tutaj formowały się zręby etosu. Cała ojczyzna jest w pewnym sensie ogromnym mauzoleum, a przyroda stanowi istotny punkt odniesienia mieszkańców danej okolicy, symbol i mityczne przesłanie zbiorowej przeszłości. Jak w swej książce „Przestrzeń i miejsce” zauważył Yi-Fu Tuan: „Pejzaż jest uwidocznieniem historii osobistej (…) W krajobrazie widzi on [człowiek] zapisaną (…) historię życia i czynów nieśmiertelnych istot, których sam jest następcą i którym oddaje cześć. Cały krajobraz jest jego drzewem genealogicznym”.

Stosunek do przyrody wydaje się zatem być miarą przywiązania do ojczyzny, szacunku dla niej, zakorzenienia w krajobrazie i w zamieszkującej go wspólnocie. Szacunek dla przyrody jest pochodną szacunku wobec domu własnego, domostw współbraci, wobec pamięci o przodkach. Nie sposób wyobrazić sobie autentycznego patrioty zubażającego przyrodniczą substancję ojczyzny, bowiem — jak zauważa przywoływany już P. Saint Marc: „Okaleczając krajobrazy, w których przyroda zespalała się z kulturą wykreśla on swą przeszłość, kruszy i rozmywa swą osobowość narodową, regionalną i lokalną”. Ochrona przyrody winna stać się zatem powinnością każdego obrońcy ojczyzny i różnorodności kulturowej. Natomiast ekolodzy, jeśli chcą rzeczywiście zachować bogactwo życia biologicznego, powinni się zwrócić w stronę tych, którzy są ich najbardziej naturalnymi sprzymierzeńcami: środowisk patriotycznych, obrońców swoistości i niepowtarzalności kulturowej, społeczności narodowych, regionalnych i lokalnych. Ten niepodważalny związek między dwoma środowiskami dostrzegli trafnie Niezależni Ekolodzy Niemiec, którzy głoszą hasło doskonale podsumowujące wspólnotę ich celów i interesów: „Ekolodzy i obrońcy ojczyzn płyną w jednej łodzi”. Pozostaje mieć nadzieję, że coraz więcej osób spośród obu opcji zacznie dostrzegać ten związek, a współpraca między ekologami i patriotami okaże się siłą zdolną powstrzymać degradację przyrody i narastający proces destrukcji identyfikacji z własną kulturą i terytorium.

(poprawiona wersja artykułu, który ukazał się w piśmie „ROJALISTA — Pro Patria” nr 25)

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.