Jesteś tutaj: Publicystyka » Rick Agon » Gnicie

Gnicie

Rick Agon

Afera FOZZ żyła w mediach przez całe lata. Nic dziwnego — takie rzeczy nie zdarzają się często. Ale w ostatnich miesiącach medialny żywot afer uległ wydatnemu skróceniu. To również nic dziwnego — w kolejce na zajęcie pierwszej strony gazet czekają przecież dziesiątki spraw rangi zbliżonej do FOZZ. Dziura w budżecie, UOP kontra prokuratura, Romuald Szeremietiew i korupcja w Ministerstwie Obrony Narodowej, wypompowywanie pieniędzy z PZU SA i PZU Życie, aresztowanie byłego prezydenta i viceprezydenta Łodzi, wrzenie w Ministerstwie Łączności. Lista ciągle się wydłuża.

Wielu ludziom trudno uwierzyć, że solidarnościowa klasa polityczna jest do tego stopnia skorumpowana. Odpowiadam na to: nie tylko ona — SLD nie jest lepsze. Różnica polega na tym, że AWSP i UW spadły w sondażach do tak niskiego poziomu, że już nikt się ich nie boi, o skandalach mówi się więc otwarcie. Natomiast gdy w 1997 r. SLD oddawało władzę, wciąż pozostawało realną siłą polityczną. Media są w rękach wielkich koncernów, koncerny do działalności potrzebują różnych zezwoleń, koncesji, ulg, liczą na kontrakty rządowe i samorządowe. Mając w perspektywie powrót SLD do władzy, właściciele mediów w 1997 r. nie ośmieli się rzucić wyzwania. Poza tym ludzie mają rodziny, dzieci, plany na przyszłość — po co to wszystko niszczyć, angażując się w jakieś tam krucjaty przeciw korupcji? W roku 2001 r. o AWSP można mówić bez obaw. Akcja nie ma już żadnej przyszłości. Różnica AWSP i SLD nie tkwi w poziomie skorumpowania, ale w poziomie strachu dziennikarzy i ich pracodawców.

Liczba i natężenie afer pokazuje, że problemem nie są pojedynczy politycy, ale CAŁA KLASA POLITYCZNA III RP. A to już poważna sprawa. Fakt, że bywają jednostki, które tracą wiarę w pewne założenia moralne, to sprawa oczywista i znana od zawsze. Kiedy dezorganizacji ulega podgrupa społeczna (na przykład część klasy politycznej), sytuacja jest nieco gorsza, lecz wciąż do opanowania. Rozważmy to na przykładzie: kiedy pijani poborowi demolują pociąg, dzwonimy po Żandarmerię Wojskową, licząc, że żandarmi nie dojdą do wniosku, że rozbijanie szyb to rzeczywiście fajna zabawa i szkoda, że nie wpadliśmy na to pierwsi, ale staną na wysokości zadania i pomogą nam. Gdy tak się nie stanie, pójdziemy złożyć doniesienie o przestępstwie na komendę policji — ufając, że tuż po wejściu na posterunek pijany policjant nie przystawi nam pistoletu do głowy. Być może w hipotetycznej sytuacji tak by się stało, ale i nawet wtedy nie stracilibyśmy wiary, że istnieje jakaś wyższa instancja, która zachowa się właściwie: nam zapewni bezpieczeństwo, a wobec poborowych, żandarmów i policjantów wyciągnie konsekwencje. Jednak tak się stanie, jeśli skorumpowana jest TYLKO PEWNA PODGRUPA. Natomiast kiedy mówimy o korupcji CAŁEJ KLASY POLITYCZNEJ, stajemy oko w oko z faktem, że NIE MA NIKOGO, KTO BYŁBY W STANIE ZAPEWNIĆ NAM ŁAD I PORZĄDEK.

Jak mogło dojść do tego, że w ciągu ostatniej dekady III RP zaczęła ewoluować w kierunku klanowej struktury quasi-mafijnej? By to zrozumieć, wyjdźmy od obserwacji, że każdy ład prawny zostaje wzniesiony na szeregu elementarnych założeń moralnych, dzięki którym oparta na przymusie organizacja zwana państwem odróżnia się od opartej na przymusie organizacji zwanej mafią. Żołnierz Wojska Polskiego strzela i żołnierz z Pruszkowa strzela — teoretyczne założenie jest jednak takie, że żołnierz WP strzela, by nas bronić, a żołnierz z Pruszkowa strzela do nas. Mogą zdarzyć się wyjątki — niemniej czynimy założenie, że nie będzie to sytuacja typowa. Bez względu na to, czy otwarcie się do tego przyznajemy, podstawę do czynienia podobnych założeń można zredukować do szeregu prostych zasad etycznych, jakie wpojono nam jeszcze w dzieciństwie: trzeba być dobrym, przestrzegać prawa, troszczyć się o dobro wspólne, nie oszukiwać. Z drugiej strony, w chwili, gdy ludzie wierzący w te zasady staną się niewielką mniejszością, nie pomoże już żadna nowelizacja kodeksu karnego. Społeczeństwo zwyczajnie się rozpada.

Tak właśnie mają się sprawy w Polsce i w Unii Europejskiej. Jeśli demokracje Zachodu jeszcze się nie rozsypały, to z tego powodu, że ludzie nie mają odwagi publicznie się przyznać do swoich przekonań. Porządek prawny istnieje raczej z siły rozpędu i przyzwyczajenia obywateli niż wewnętrznego poczucia jego słuszności. Żandarmeria Wojskowa pomoże nam przed pijanymi żołnierzami nie dlatego, że żandarmi są przepojeni etosem ratowania wdów i sierot z rąk bezlitosnych oprawców — po pracy zachowują się pewnie jak ci poborowi, których łapią — ale dlatego, że boją się sankcji karnych. Boją się, bo nie wiedzą, że prokuratorami nie są ludzie, którzy od lat młodych ćwiczyli się w prawości charakteru, ale osoby, które po pracy zachowują się dokładnie jak ci poborowi. Prokuratorzy zajmą się sprawą niesubordynacji żandarmów i poborowych, gdyż boją się swoich przełożonych. Nie wiedzą jeszcze, że różnica owych przełożonych w stosunku do poborowych kryje się w rodzaju spożywanych trunków, a nie w podejściu do życia.

Tworzy się więc łańcuch, którego ogniwa na razie reagują prawidłowo. Nie dlatego, że uważają to za słuszne, ale dlatego, że nie mają świadomości, iż pozostałe ogniwa też mają ochotę ogłosić secesję z łańcucha. Wszyscy zachowują się, jak gdyby wciąż wierzyli w podstawowe kategorie moralne — „jak gdyby”, gdyż wynika to z pruderyjności, a nie przekonania. W ten sposób dochodzimy do momentu, gdy ktoś rzuci wreszcie pytanie — po co my właściwie łapiemy tych przestępców? W odpowiedzi usłyszy: „bo prawo tak nakazuje”. Wtedy zapyta: „no i co z tego?”. I jeśli zabraknie „infantylnych” założeń moralnych, to na to „i co z tego?” nie będzie już odpowiedzi. Właśnie to się stało w Polsce.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.