Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Idea chocimska

Idea chocimska

Adam Danek

W historii Polski istnieją tradycje i wzory współpracy zarówno z Niemcami, jak i z Rosją, podobnie jak w historii polskiej myśli geopolitycznej obecne są koncepcje pozwalające uzasadnić politykę zbliżenia z każdą z tych dwóch potęg. Fakt ów należy oceniać pozytywnie, ponieważ to historyczne i ideowe dziedzictwo niewątpliwe okaże swą wielką przydatność, jeżeli Polska będzie musiała z jakichś istotnych względów w przyszłości przyjąć geopolityczną orientację prorosyjską lub proniemiecką. Nie świadczy to bynajmniej o chwiejności polskiej refleksji nad wielką polityką na szachownicy świata, ale – przeciwnie – o jej żywotności, braku skostnienia, zdolności ogarniania wielu spektrów. Niekiedy natomiast twierdzi się, że Polska nie dysponuje tego typu koncepcyjnym i symbolicznym arsenałem, który pozwalałby jej pomyśleć i realizować współpracę z innym państwem – Ukrainą. Autorzy owych twierdzeń uzasadniają swój pogląd, wskazując, że cała historia ukraińskiej walki o podmiotowość polityczną, od Chmielnickiego po Melnyka, jest historią walki przeciw Polsce, a panteon jej bohaterów składa się nieomal bez wyjątku z postaci czarno zapisanych na kartach polskich dziejów (czego przykładem wymienione nazwiska). Tym samym ukraiński patriotyzm ma nieodwracalne ostrze antypolskie, przesądzające o trwałej wrogości między oboma narodami i wykluczające ich głębszą współpracę.

Pogląd ów nie wydaje się przekonujący. Byłby on bowiem możliwy do obrony wyłącznie przez przyjęcie założenia, iż stosunki pomiędzy konkretnymi narodami determinowane są przez czynniki inne niż historyczne (bo historyczność stosunków między narodami implikuje ich relatywizm – względność i zmienność zarówno konfliktów, jak i sojuszów), prawdopodobnie przez etnobiologiczne cechy tych narodów (jak np. w myśli politycznej wczesnej endecji). Oznaczałoby to zajęcie stanowiska zbliżonego do dziewiętnastowiecznych hipotez rasowych, skłaniających się w znacznej mierze ku materializmowi. W konsekwencji prowadziłoby do wyjaśniania historii i polityki międzynarodowej tym, że – trzymając się przykładu przywołanych dwóch narodów – „Ukrainiec wysysa nienawiść do Polaków z mlekiem matki” albo że Ukraina to „odwieczny wróg” Polski. Na takich zaś schematach nie sposób budować jakiejkolwiek poważnej refleksji nad naturą relacji międzynarodowych.

Przedstawianie historii stosunków polsko-ukraińskich jako nieprzerwanego pasma jednolitej wrogości dowodzi jedynie zideologizowanego patrzenia na tę historię. To nieprawda, jakoby nie znała ona przypadków sojuszu Polaków i Ukraińców. Jeden z takich przypadków posiada szczególnie silną wymowę i zasługuje, by uczynić zeń symbol politycznej wspólnoty losów dwóch narodów, którym Opatrzność dała Dom w tej części Europy. Symbolem tym są majestatyczne, ogorzałe od stepowego wiatru mury twierdzy Chocim – strażniczki Dniestru i Zbrucza. To z tych murów w 1621 roku polskie rycerstwo i ukraińscy Kozacy ramię w ramię dali odpór daleko od nich liczniejszym zbrojnym zastępom otomańskiej Turcji – podówczas światowego mocarstwa usadowionego geopolitycznie w Europie. Inwazję Wysokiej Porty, usiłującej wedrzeć się głębiej w masę kontynentalną Starego Świata, powstrzymali wtedy dwaj żelazni, osławieni w bojach wodzowie – hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz (1560-1621) oraz hetman kozactwa zaporoskiego Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny (1570-1622), postrach Turków i Moskwicinów. Obaj złożyli w Chocimiu ofiarę z własnego życia: polskiego hetmana zabiła podczas oblężenia obozowa epidemia, hetmana ukraińskiego zaś, już po wojnie, jątrzenie się ran wziętych w walkach. Nic nie mogło scementować braterstwa broni dwóch narodów bardziej, niźli krew wodzów i żołnierzy, wylana na kamienie chocimskiego zamku, dlatego też kamienie te bardziej niż cokolwiek innego zasługują na miano symbolu przymierza między Polską a Ukrainą. Orientacja na dążenie do sojuszu zaczepno-odpornego z Ukrainą, zwróconego przeciw wspólnemu wrogowi, silniejszemu od każdej ze stron, powinna nosić nazwę idei chocimskiej i pod nią zostać wprowadzona do arsenału polskiej myśli geopolitycznej.

Podkreślmy: idea chocimska nie stanowi sentymentalnego wspomnienia odległego epizodu historycznego, lecz posiada treść aktualną. To także idea wspólnoty normatywnej – idea obrony Europy przez dwa chrześcijańskie narody przed ekspansją islamu, będącą także zagadnieniem doby bieżącej. Jeżeli jednak idea chocimska ma mieć znaczenie aktualne, musi znajdować tradycję w historii nowszej, niż w przednowoczesnej epoce dawnej Rzeczypospolitej, kiedy świat wyglądał zupełnie inaczej niż dziś – w dodatku taką, która nie będzie powodować sporów między stronami, na przestrzeni dziejów wielokrotnie przecież dzielonymi przez krwawy konflikt. Współczesna Ukraina w swej samoidentyfikacji może nawiązywać co najmniej do trzech różnych kierunków historyczno-politycznych, którym odpowiadają trzy potencjalne orientacje w tzw. polityce historycznej (czyli de facto propagandzie politycznej wykorzystującej wiedzę o historii): orientacja hetmańska, orientacja banderowska i orientacja petlurowska.

Orientacja hetmańska polegałaby na odwoływaniu się do tradycji Państwa Ukraińskiego, stworzonego w 1918 r. przez gen. Pawła Skoropadskiego (1873-1945) – do tradycji silnego ośrodka władzy w postaci odtworzonej przezeń monarchii (hetmanatu), po zniszczeniu wszelkich form niepodległej państwowości ukraińskiej podtrzymywanych przez działający na wychodźstwie ruch hetmański. Orientacja hetmańska jawi się najlepszą komuś, kto – jak piszący te słowa – stoi na konserwatywnych pozycjach ideowych, lecz prawdopodobnie nie wzbudziłaby ona szczególnie pozytywnego oddźwięku w samym społeczeństwie ukraińskim, gdzie panowanie ostatniego hetmana postrzega się jako zależne od czynników zewnętrznych (zamach stanu gen. Skoropadskiego przeciw Ukraińskiej Republice Ludowej odbył się przy poparciu austro-węgierskich i niemieckich wojsk, okupujących wówczas Ukrainę, a wkrótce po ich wycofaniu jego rządy zostały obalone).

Takich ujemnych konotacji nie ma orientacja banderowska, polegająca na nawiązywaniu do działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii i wcześniejszej od niej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – orientacja przywołująca postulat bezwzględnej, wyzutej ze wszelkich skrupułów walki z obcymi wpływami i obcą władzą na Ukrainie, w pierwszej kolejności z wpływami i władzą Polski. Nie trzeba chyba wyjaśniać powodów, dla których przyjmowanie przez Ukrainę optyki OUN i UPA w postrzeganiu własnych dziejów, a zwłaszcza dziejów stosunków polsko-ukraińskich, jest absolutnie nie do zaakceptowania dla strony polskiej. Niestety, określone wydarzenia ostatnich kilku lat wskazują, że orientacja banderowska zyskała nader wymierne wsparcie ze strony ukraińskiej elity politycznej, bądź przynajmniej jej dominującej obecnie frakcji. Zjawisko to należy ocenić jednoznacznie negatywnie. Orientacja banderowska będzie skutecznie psuć grunt pod sojusz Polski i Ukrainy, wbrew jego istniejącej lub mogącej w przyszłości zaistnieć potrzebie, oraz oddziaływać na relacje obu państw konfliktogennie – tak długo, jak długo będzie podtrzymywana przez stronę ukraińską. Orientację banderowską i ideę chocimską wypada wobec tego uznać za wykluczające się. Warto dodać, iż poza obciążaniem strony ukraińskiej odium gloryfikacji bestialskich ludobójców, orientacja banderowska wykazuje inną jeszcze słabość, mianowicie nie dostarcza współczesnej Ukrainie żadnej historycznej legitymizacji: odwołania do OUN i UPA nie wiążą odwołującego się z żadną tradycją państwową, gdyż organizacje te działały samozwańczo, nie stanowiąc żadnych struktur państwowych. Nie wyrażały woli zachowania ciągłości państwowej, jak ruch hetmański w odniesieniu do Państwa Ukraińskiego czy władze Ukraińskiej Republiki Ludowej (tzw. petlurowcy) na wychodźstwie, lecz – przeciwnie – zgodnie ze swą rewolucyjną ideologią dążyły do zerwania z przeszłością, zburzenia tego, co istniało wcześniej.

Swoistą odwrotnością orientacji banderowskiej pozostawałaby wreszcie orientacja petlurowska, nawiązująca do tradycji niepodległego państwa ukraińskiego, walczącego o własną podmiotowość przeciw dominacji niemieckiej i sowieckiej, z czasem zaś wchodzącego w tym celu w przymierze z Polską. Posiada ona wprawdzie pewne konotacje rewolucyjne – znacznie łagodniejsze, aniżeli orientacja banderowska, ale jednak: wszak Symon Petlura i jego współpracownicy wywodzili się z ukraińskiego ruchu socjalistycznego. Mimo wszystko, nie powinno to być przeszkodą dla popierania i wzmacniania orientacji petlurowskiej; za wzór może tu służyć postawa wybitnego ukraińskiego myśliciela konserwatywnego Wacława Lipińskiego (Wjaczesława Łypyns’kyj’ego, 1882-1931), który pełnił urząd przedstawiciela dyplomatycznego Państwa Ukraińskiego w Wiedniu, a po obaleniu hetmanatu przez Petlurę i proklamowaniu na powrót Ukraińskiej Republiki Ludowej postanowił, w poczuciu odpowiedzialności za los państwa, pozostać na stanowisku, jakkolwiek nie zrezygnował ze swych monarchistycznych pryncypiów. Powstaje wszelako pytanie, czy orientacja petlurowska ma szansę zdobyć popularność wśród samych Ukraińców. Z uwagi na nieszczęśliwy dla Ukrainy wynik wojny 1920 roku, w której Ukraińska Republika Ludowa wystąpiła w aliansie z Polską, ataman główny Petlura i inni przywódcy URL bywają na Ukrainie portretowani jako ci, którzy dali się instrumentalnie wykorzystać Polsce do realizacji jej własnych celów kosztem słabszego sojusznika. Czy jednak taka optyka dominuje w ukraińskim społeczeństwie? Stronnicy wspomnianego na początku poglądu o „odwiecznej wrogości” Ukrainy do Polski udzielają twierdzącej odpowiedzi, przekonując o nieistnieniu tam alternatyw dla orientacji banderowskiej, a co za tym idzie, o wyłącznym panowaniu wrogości do Polski. Lecz, jak już wskazywaliśmy, reprezentują oni wizję historii zdeformowaną i zakłamaną przez ideologię polityczną – zazwyczaj endecką, z jej obsesyjnym i niezgodnym z prawdą historyczną doszukiwaniem się „odwiecznych wrogów Polski” w Niemcach, Węgrach, Ukraińcach itd. Prawdzie przeczy samo ich podstawowe wyobrażenie, że Ukraina pozostaje jednolita w swym uwielbieniu dla ludobójczej UPA – podczas gdy w rzeczywistości wielu Ukraińców (o czym niestrudzenie przypomina ks. kan. Tadeusz Isakowicz-Zaleski) bynajmniej nie podziela kultu tej organizacji, która oprócz Polaków i innych nie-ukraińskich grup narodowych (np. Ormian, Łemków, Żydów) mordowała przecież i Ukraińców. Zasadne wydaje się pytanie, czy bez wsparcia na poziomie politycznym ze strony aktualnej ukraińskiej ekipy rządzącej kult ten w ogóle by się rozwinął (a w każdym razie na taką skalę, z jaką mamy obecnie do czynienia). Podsumowując, los orientacji zarówno banderowskiej, jak i petlurowskiej nie został wcale przesądzony, zatem istnieje na tej płaszczyźnie pole do działania dla przemyślanej polityki polskiej.

Do czego tedy powinna nawiązywać Polska w swoim oficjalnym widzeniu relacji z Ukrainą? Nowoczesnych przejawów idei chocimskiej bynajmniej nie brakowało. Polska była wszak jednym z pierwszych państw, jakie uznały niepodległą Ukrainę, już w lutym 1919 r. otwierając przy jej rządzie w Kijowie polskie poselstwo, kierowane przez Bohdana Kutyłowskiego. Bezpośrednio w skład rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej wiosną 1920 r. weszli dwaj Polacy, antykomuniści i zwolennicy sojuszu polsko-ukraińskiego: Stanisław Stempowski (1870-1952) jako minister rolnictwa oraz Henryk Józewski (1892-1981) jako wiceminister spraw wewnętrznych. Obaj ci politycy znaleźli się później w czołówce międzynarodowego antysowieckiego ruchu prometejskiego, w którego szeregach nie zabrakło i Ukraińców – takich jak prof. Roman Smal-Stocki (1893-1969), były wiceminister spraw zagranicznych w rządzie URL, który podczas II wojny światowej niósł pomoc polskim uczonym prześladowanym przez hitlerowców i sam cierpiał prześladowania ze strony tych ostatnich. Rzadko się też pamięta, iż w 1927 r. polskie władze wojskowe odtworzyły w tajemnicy Sztab Generalny armii URL wraz z jego służbami wywiadowczymi, kontrwywiadowczymi i propagandowymi oraz przygotowały plany mobilizacji ukraińskiego wojska, na wypadek eskalacji konfliktu polsko-sowieckiego. Odwołania do tych tradycji historycznych stanowiłyby znakomity grunt dla ewentualnego sojuszu polsko-ukraińskiego, gdyby stał się on potrzebny. Dlaczego symbolem Ukrainy miałby być dla Polski akurat Andrij Melnyk lub Roman Szuchewycz? Nade wszystko, strona polska musi zachowywać świadomość, że na redukcji w jej oczach ukraińskiej pamięci narodowej do czczenia zbrodniczej UPA, a dziejów stosunków polsko-ukraińskich do dokonanego przez tą ostatnią ludobójstwa na Polakach zależy głównie Niemcom, Rosji oraz ich polskim i ukraińskim agenturom – w celu prowokowania między Polską a Ukrainą konfliktów i uczynienia każdego z tych państw podatniejszym na ich własne polityczne manipulacje, zgodnie z zasadą divide et impera.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.