Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Inne oblicza demokracji

Inne oblicza demokracji

Adam Danek

Kiedy mowa jest o współczesnej demokracji, przed oczyma staje dobrze znany obraz: polityczny monopol partii, partyjna „klasa polityczna” (classa politica) utrzymująca się z ustawowo gwarantowanych dotacji z podatków, permanentna walka egoistycznych grupowych interesów, nieustająca błazenada i pyskówka w parlamencie, rząd, który musi dosłownie błagać (i przekupywać) partie, kluby parlamentarne i związki zawodowe o zgodę na jakąkolwiek istotną decyzję… Współcześni myśliciele – tfu, tfu – polityczni zajmują względem obecnego modelu demokracji dwie postawy. Jedni starają się dostarczyć mu uzasadnienia – pokazać, iż aktualny ustrój jest najlepszy z możliwych albo przynajmniej pozbawiony alternatyw. Drudzy wyraźnie dostrzegają (i nieraz ostro krytykują) jego liczne mankamenty, proponując uzdrowienie liberalnej demokracji za pomocą większej dawki demokratyzmu, większej dawki liberalizmu, większej dawki republikanizmu, większej dawki obywatelskości…, czyli przez uczynienie jej taką samą, tylko bardziej.

Brytyjski konserwatysta Roger Scruton (ur. 1944) zauważył, że demokracja może jakoś funkcjonować wyłącznie pod kontrolą czynników niedemokratycznych: „Dobroczynne skutki demokratycznych wyborów zależą od istnienia instytucji z silnymi pierwiastkami hierarchicznymi, destrukcyjne zaś działanie demokratyzacji zagraża nie tylko tym instytucjom, ale również opartej na nich procedurze demokratycznej”. Poniżej opiszę pokrótce trzy modele demokracji, w których moment demokratyczny połączono z „instytucjami z silnymi pierwiastkami hierarchicznymi”. Jak się okazuje, można myśleć o demokracji w sposób odmienny, niż to robią demoliberałowie czy ich umiarkowani (np. demokratyczno-republikańscy) krytycy. Odnoszę wręcz wrażenie, iż na widok któregoś z owych modeli nasi zawodowi „obrońcy demokracji” zwyczajnie narobiliby w spodnie. A potem, standardowo, zaczęli krzyczeć coś o faszyzmie.

I. Demokracja kontrrewolucyjna

Prof. Jakub Guzman, zamordowany w 1981 r. przez lewackich terrorystów, był czołowym myślicielem politycznym Chile rządzonego przez ś.p. gen. Augusta Pinocheta (1915-2006). W swoich pismach rozwijał idee ustrojowe określane jako gremializm lub demokracja kontrrewolucyjna. Inspirował się przy tym dziełami Arystotelesa, św. Tomasza z Akwinu oraz dwudziestowiecznych komunitarian. Za właściwy porządek polityczny uważał on republikę na czele z silną egzekutywą, wyraźnie wzorowaną na pierwotnym ustroju republiki antycznego Rzymu. Porządek ów może jednak zostać zawieszony w stanach wyjątkowych, gdy ofensywa narastającej demagogii socjalnej i politycznej ochlokracji grozi zniszczeniem wspólnoty. Władze republiki godzą się wówczas na czasowe zaprowadzenie rządów dyktatorskich; przyzwany przez nie dyktator otrzymuje zadanie poskromienia wywrotowych grup metodami siłowymi. Przejściowo zmianie ulega forma rządu, ale państwo pozostaje demokratyczne – zawieszone instytucje republikańskie zastępuje plebiscytarna dyktatura legitymizująca się wolą narodu, wyrażaną w referendach. Pacyfikacji rewolucyjnej demagogii sprzyja zapewnienie społeczeństwu materialnie pojmowanego dobrobytu, stąd do podstawowych funkcji dyktatury należy również obrona wolnorynkowych mechanizmów gospodarczych (ten aspekt myśli Guzmana nazwano „liberalizmem autorytarnym”). Po odparciu groźby rozbicia porządku przez obóz przewrotu dyktator oddaje władzę na nowo wyłonionym instytucjom republikańskim.

To właśnie teoretyk demokracji kontrrewolucyjnej był głównym autorem konstytucji wprowadzonej w Chile (drogą ogólnonarodowego referendum) w 1980 r. Koncepcje Guzmana zostały przez gen. Pinocheta zrealizowane tak wiernie, iż nasuwa się pytanie, co zaistniało najpierw – myśl czy praktyka polityczna. Chilijski dyktator lubił się nawet porównywać do Cyncynata – na poły legendarnego patriotycznego dyktatora Rzymu.

II. Demokracja antykomunistyczna

Apologeci dzisiejszego zachodniego systemu demokratycznego często powtarzają, iż jego aksjologiczny fundament stanowi tzw. antyfaszyzm. To on pełni w nim rolę Kelsenowskiej „normy podstawowej” (Grundnorm), legitymizującej system i dającej początek wszystkim normom prawa. W naszej demokracji panuje wolność głoszenia i urzeczywistniania poglądów dla wszystkich, ale jeśli na kogoś padnie choćby cień podejrzenia o wieloznacznie rozumiany faszyzm, natychmiast znajdą się sposoby, by zakneblować mu usta – albo i rozprawić się z nim w bardziej zdecydowany sposób. Znajome, nieprawdaż?

A teraz proszę w miejsce faszyzmu podstawić komunizm. Powstaje wtedy model wojującej demokracji antykomunistycznej. W pierwszej połowie XX wieku zrealizowała go Finlandia. Niestety nic mi nie wiadomo o teoretykach fińskiej demokracji antykomunistycznej, choć ci z pewnością istnieli, skupię się zatem na opisie praktyki politycznej, ukształtowanej przez szczególne warunki, w jakich znalazła się w tamtej epoce ojczyzna Finów. Niepodległe państwo fińskie powstało jednocześnie z Rosją Sowiecką (w wyniku rozpadu imperium carów), która od początku stanowiła dlań śmiertelne zagrożenie. W grudniu 1917 r. Finlandia proklamowała niepodległość, a już w styczniu 1918 r. wybuchła w niej czerwona rewolucja, inspirowana i wspierana przez Sowiety. Do jej tłumienia przystąpiła armia fińska pod wodzą gen. Karola Gustawa barona Mannerheima (1867-1951) oraz wojska cesarskich Niemiec, co zamieniło konflikt wewnętrzny w wojnę fińsko-bolszewicką, zakończoną traktatem pokojowym z października 1920 r. W płomieniach wojny fińska samowiedza narodowa uległa przeobrażeniu. Odtąd Finowie postrzegali swój kraj jako daleko wysuniętą wartownię Zachodu i zarazem „przedmurze chrześcijaństwa” (sic!), odgradzające Europę od sowieckiego Molocha. Przeważająca część nie tylko elit politycznych, ale i zwykłych Finów zaczęła patrzeć na komunizm jak na siłę wrogą ich cywilizacji, której wszelkie przejawy trzeba tępić. Niestety, w obawie przed naruszeniem demokratycznych praw i wolności władze nie podjęły przez następną dekadę żadnych kroków zapobiegawczych wobec penetrującego państwo ruchu komunistycznego. Co ważne, początkowo bezpośrednie związki z bolszewicką międzynarodówką utrzymywała fińska socjaldemokracja – jedna z największych i najbardziej wpływowych partii. To jednak, na co nie zdecydowali się politycy, wzięli w swoje ręce obywatele. W latach dwudziestych i częściowo trzydziestych funkcjonował swoisty „święty sojusz”: patriotyczne ugrupowania polityczne zwalczały siły przewrotu metodami, na jakie z formalnych względów prawnych nie mogły pozwolić sobie władze, te zaś dostarczały im biernego wsparcia i otaczały protekcją. Do owych ugrupowań należała organizacja Pokój Przemysłowy; jej bojówki rozbijały strajki i komunistyczne demonstracje oraz atakowały lewicowe związki zawodowe. Zimą 1929 r. działacz Pokoju Przemysłowego Wiktor Kosola zwołał do miejscowości Lapua chłopski wiec przeciw komunizmowi jako odpowiedź na wcześniejszą manifestację fińskich komunistów. Obecni na nim chłopi wypowiedzieli wojnę bolszewickim wpływom w kraju. Analogiczne wiece zaczęli zwoływać w całym państwie, domagając się cenzurowania w prasie treści prokomunistycznych. Rządząca antysowiecka Partia Koalicyjna natychmiast przyznała rodzącemu się ruchowi dotacje z budżetu na rozwój działalności. Mimo prób nie zdołała jednak przeforsować w parlamencie postulowanego przezeń zaostrzenia prawa prasowego. Aby ponaglić władze, lappiści – jak nazwano członków ruchu Lapua – spalili siedzibę socjalistycznego wydawnictwa w okręgowym mieście Vaasa. Miejscowa policja i sąd na polecenie parlamentu podjęły w tej sprawie śledztwo, lecz pod naciskiem lappistów nie prowadziły go zbyt energicznie. Po formalnym orzeczeniu wyroku winowajców uwolniono, a prefekt policji w Vaasa – w toku sprawy zniechęcany do niej przez rząd – podał się do dymisji. W lecie 1930 r. lappiści wkroczyli w Helsinkach do gmachu parlamentu i wywlekli stamtąd dwóch deputowanych komunistów. Ówczesny premier Pehr Evind Svinhufvud, były regent Finlandii, wykorzystał incydent, by pozbawić porwanych immunitetów i zarządzić ich aresztowanie. Następnie – demonstracyjnie ulegając presji lappistów – zdelegalizował partię komunistyczną, aresztował jej kierownictwo i rozwiązał parlament. Ośmieleni lappiści rozpoczęli zapowiedziany wcześniej „marsz na Helsinki”, wkraczając do stolicy w kilkanaście tysięcy. Ich ulubiona metoda „akcji bezpośredniej” polegała na porywaniu działaczy komunistycznych, socjaldemokratycznych czy związkowych, których odstawiali na granicę z ZSRS, bili, a na koniec wyrzucali na sowiecką stronę granicy. W jedno z tych porwań okazał się zamieszany szef sztabu fińskiej armii gen. Wallenius. W takiej atmosferze politycznej odbyły się wybory parlamentarne 1930 r., przynosząc zdecydowane zwycięstwo prawicy. Wykorzystała ona panującą w kraju antykomunistyczną egzaltację do szybkiego przeforsowania zmian w prawie zwiększających kompetencje głowy państwa oraz zezwalających władzom lokalnym odbierać prawa polityczne członkom nielegalnych organizacji. Na początku 1931 r. miały miejsce wybory prezydenckie, wygrane przez Svinhufvuda. Prawica zdobyła w Finlandii niepodzielną władzę.

Niemała była w tym zasługa ruchu Lapua, który Svinhufvud i gen. Mennerheim publicznie chwalili jako pożyteczny dla państwa. Na jego czele, obok Kosoli i Walleniusa, stał płk Arne Somersalo, przewodniczący fińskiej sekcji Komitetu Akcji na rzecz Powszechności Rzymu (CAUR – swoistej międzynarodówki sympatyków włoskiego faszyzmu; w przyszłości Somersalo miał organizować oficjalną wizytę delegacji lappistów w Rzymie, a podczas inwazji wojsk włoskich na Etiopię nawoływać do tworzenia batalionów ochotników fińskich do walki po stronie Włoch). Ruch zaczął się przygotowywać do przeprowadzenia zamachu stanu. Jego działacze zażądali zdelegalizowania socjaldemokracji, po czym w odpowiedzi na zignorowanie ich postulatu przystąpili do działania, przejmując na początku 1932 r. władzę w paru miejscowościach. Władze podjęły z nimi pertraktacje, rozważały powierzenie stanowiska premiera jednemu z przywódców lappistów, lecz ostatecznie postanowiły wykorzystać przepisy prawne uchwalone przeciw komunistom do… zdelegalizowania ruchu Lapua – choć to on był ich inicjatorem. Zanim jednak doszło do oficjalnej delegalizacji, lappiści dokonali samorozwiązania i utworzyli partię Ludowy Ruch Patriotyczny (IKL). Jej członkowie nosili mundury organizacyjne z czarnymi koszulami, a młodzieżówka – Sinimustat – miała charakter paramilitarny. W wyborach 1933 r. IKL zdobył kilkunastoosobową reprezentację w parlamencie, ale jego działalność wzbudzała już obawy nawet wśród przywódców parlamentarnej prawicy. W 1934 r. z myślą o nim znowelizowano prawo karne, zaostrzając sankcje za naruszanie porządku publicznego, prowokowanie rozruchów i noszenie niedozwolonych prawem strojów. W 1938 r. (od 1936 r. Finlandią rządził lewicowy „fołksfront”, zrzeszający socjaldemokratów i ludowców) zdelegalizowano Sinimustat oraz podjęto starania o delegalizację samego IKL. Oczekiwanie na wyrok sądu w tej ostatniej sprawie przerwał wybuch II wojny światowej. Warto zaznaczyć, iż w swoich zmaganiach z sowieckim agresorem w latach 1939-1945 naród fiński odznaczył się solidarnością i bojowym duchem.

III. Demokracja nacjonalistyczna

Ostatni ze wspomnianych modeli demokracji opisany został na naszym, polskim gruncie. W latach trzydziestych postulował go wybitny prawnik prof. Zygmunt Cybichowski (1939-1946), zwolennik RNR-Falangi i propagator jego idei, powiązany też politycznie z obozem sanacyjnym. Wiek XX postrzegał ona jako pole starcia dwóch ustrojów. Pierwszym z nich miała być „demokracja demoliberalna”; pomijając pleonazm w tej nazwie, kryła się pod nią sklecona z dziewiętnastowiecznych, mieszczańskich wartości zachodnia demokracja liberalna. Przeciwstawiała się jej nowa forma ustrojowa – „demokracja nacjonalistyczna”.

Demokracja demoliberalna ma charakter kosmopolityczny i opiera się na zasadzie suwerenności ludu – ludu pojmowanego czysto politycznie, którego członkiem może zostać właściwie każdy po spełnieniu określonych przez ustawę warunków. Demokracja nacjonalistyczna opiera się na odmiennej zasadzie suwerenności narodu – jako porządek polityczny wyrasta z kultury i tradycji ustrojowej konkretnej nacji.

W demokracji demoliberalnej rolę oficjalnego wyraziciela woli rządzonych pełni parlament oraz rząd, będący najczęściej polityczną emanacją parlamentu. W demokracji nacjonalistycznej wolę narodu wyraża – wręcz personifikuje – wódz. Niedemokratyczne? Skądże znowu. „Rzeczą narodu nie może być kierownictwo jednostkowe, lecz tylko zbiorowe. Naród ma wolę, której badanie należy do obowiązków jej kierowników. Wódz (…) kieruje się tą wolą i uważa swoje decyzje za wyraz woli narodu (…)”. Wódz posiada niezwykle rozległe kompetencje: w razie konieczności może ingerować w funkcje każdej instytucji państwowej — np. sądów – a nawet zastąpić je w ich wypełnianiu, faktycznie jednak ucieka się do tego jedynie w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Kompetencje wodza, choć formalnie ogromne, są zawsze ograniczone, jeśli nie formalnie, to faktycznie, np. zwyczajem, wpływami elity politycznej, pozycją innych instytucji etc.

W demokracji demoliberalnej monopol na pośrednictwo między obywatelami a państwem dzierżą partie. W demokracji nacjonalistycznej, która na ogół zakazuje działalności partii pod zarzutem sztucznego antagonizowania przez nie części społeczeństwa, monopol ów posiada organizacja polityczna narodu. Nazywa się ją czasem monopartią, lecz niesłusznie: system partyjny może istnieć wyłącznie tam, gdzie działają co najmniej dwie partie, podczas gdy w demokracjach nacjonalistycznych zwycięska partia z części staje się całością – zamienia się w ruch jedności narodowej, w związek obywateli pragnących wesprzeć wysiłki rządu. Nie stanowi części aparatu państwowego, choć styka się z nim na wielu poziomach i wspomaga go. Zachowuje przy tym charakter elitarny, zrzeszając jedynie niewielki procent obywateli państwa.

Z uwagi na rozbudowane kompetencje i niespotykane zdolności mobilizacji społeczeństwa demokracje nacjonalistyczne określa się często mianem (według Cybichowskiego — nonsensownym) państw totalnych. Czy czyni je to niedemokratycznymi? Prof. Cybichowski odpowiada przecząco: „We wszystkich wypadkach, w których obywatele mają wpływ decydujący na rządy, mówimy o demokracji, bez względu na to, czy wpływ ten opiera się na prawie, czy też, jak w Anglii, na praktyce”. Zresztą także w ustrojach czołowych demokracji demoliberalnych, jak Francja, Wielka Brytania czy USA, dają się zaobserwować tendencje (np. wielkie programy zbrojeniowe, postępujący etatyzm, gwałtowna rozbudowa kompetencji władzy na wypadek stanów kryzysowych), które z czasem zamienią je w demokracje nacjonalistyczne. Notabene, granica pomiędzy państwem demoliberalnym a totalnym pozostaje płynna, zostawiając miejsce dla rozmaitych form pośrednich. „Konsekwencją tej właściwości życia narodów i państw są ideologie i porządki o charakterze mieszanym, przeniknięte nowymi i dawnymi ideami, a gdy pewna zasada zdoła całkowicie wyprzeć poprzednią, zdarzyć się może, że wkrótce zaczyna tracić swe rządy na korzyść nowej zasady, bo wszystko ‘płynie’, wszystko się zmienia, niekoniecznie w swej treści, lecz w każdym razie pod względem formy. W porządku doczesnym panem tych zmian jest wola narodu”.

Ustrój konstytucji marcowej postrzegał prof. Cybichowski jako typową demokrację demoliberalną, kosmopolityczną i wykoncypowaną sztucznie, bez oglądania się na polskie tradycje. Konstytucja kwietniowa jawiła mu się jako zdrowa reakcja na rażące wady marcowej republiki, lecz jej twórcy zatrzymali się jego zdaniem w połowie drogi – nie przekształcili Państwa Polskiego w demokrację nacjonalistyczną. Niemniej dalsza ewolucja ustroju w latach trzydziestych, zwłaszcza powstanie zalążkowej organizacji politycznej narodu w postaci „Ozonu” oraz krystalizowanie się od 1936 r. instytucji „wodza narodu”, pozwalała w jego oczach liczyć, iż zaistnieje ona w Polsce w nieodległej przyszłości.

* * *

Drodzy demokraci, w kółko zrzędzicie, że musi być demokracja, bo jak nie, to będzie niedemokratycznie (cóż za głęboki argument, swoją drogą). Co byście zatem powiedzieli na demokrację w jednym z zarysowanych powyżej wariantów?

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.