Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Iran Europy

Iran Europy

Adam Danek

Przy okazji tzw. sprawy Wielgusa spopularyzowany został – rzecz jasna przez lewicowych publicystów – pewien dźwięczny slogan. Etatowi moralizatorzy z „Wyborczej” i „Obłudnika Powszechnego” uświadamiali nam do tej pory, że żyjemy w „zaścianku”, „skansenie”, „ciemnogrodzie” czy „piekiełku”. Obecnie biją na alarm: „Polska staje się Iranem Europy.” Większość ich przeciwników odruchowo uznałaby ten frazes za potwarz. Podczas gdy być może prawidłową reakcję powinno stanowić westchnienie: „Nie, Polska nie jest Iranem Europy… niestety”.

Nawet na luźno pojętej prawicy Iran postrzegany bywa głównie jako państwo umieszczone przez amerykańskiego prezydenta na mitycznej „osi zła”, tuż obok totalitarnej, stalinowskiej Korei Północnej. Odrzućmy jednak to niesprawiedliwe zestawienie, wymyślone przez neo(raczej: pseudo-)konserwatywnych doradców p. Busha, i spróbujmy spojrzeć na dawną Persję inaczej niż przez pryzmat „eksportu demokracji” oraz „suwerenności praw człowieka”. Skoro już o tym napomknąłem, Iran to przede wszystkim państwo, które ceni swą suwerenność. Pozostaje całkowicie samodzielnym podmiotem stosunków międzynarodowych, a z jego stanowiskiem muszą się liczyć najpotężniejsze państwa na Ziemi. Od obalenia skrajnie proamerykańskiego szacha w 1979 r. pokłada zaufanie wyłącznie we własnej polityce – nie zabiegał o członkostwo w międzynarodowych blokach ani o protekcję obcego mocarstwa. Na straży suwerenności Iranu stoi silne, dobrze uzbrojone, blisko półmilionowe wojsko. Wspiera ją dalsze trzysta pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej Pasdaran, wyposażonej we własne lotnictwo i marynarkę, oraz trzy miliony ochotników zrzeszonych w organizacjach paramilitarnych. Jak wiadomo, Iran stara się też pozyskać broń nuklearną, co powoduje polityczną i medialną burzę na skalę światową. Biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy grożono mu najazdem najsilniejszej armii świata, wcale nie musi to dowodzić obłąkania jego przywódców ani ich agresywnych zamiarów — po prostu mocarstwa atomowego nie odważy się zaatakować nikt, nawet najbardziej fanatyczny eksporter demokracji. Polska, oczywiście, nie może się poszczycić ani jedną z rzeczy wymienionych w tym akapicie.

W programach telewizyjnych dla „dobrze-myślących” ludzi Iran pokazuje się jako gniazdo obskuranckiego konserwatyzmu. Osoby, które w przeciwieństwie do jego tropicieli wiedzą cokolwiek o obskuranckim konserwatyzmie, mogłyby tu zgłosić pewne wątpliwości. Jak można nazywać konserwatywnym kraj, gdzie do świąt państwowych należy Dzień Rewolucji, nad życiem politycznym pieczę sprawuje Islamska Rada Rewolucyjna itd. ? Osławioną „rewolucję islamską” rozpoczął ajatollah Chomeini, kiedy obalił szacha Rezę Pahlawiego i zlikwidował monarchię, ustanawiając w jej miejsce ustrój republikański. Gdzie tu ów wsteczny konserwatyzm? Otóż szach Reza okazał się koronowanym rewolucjonistą, Józefem II świata islamu. Postanowił uszczęśliwić swe królestwo dobrodziejstwami nowoczesnej cywilizacji, choć nie wykazywało najmniejszej na to ochoty, a nawet energicznie się opierało (rzecz typowa dla wszelkiej maści rzeczników postępu, swoją drogą). Jego polityka odgórnej brutalnej laicyzacji i uprzemysłowienia do złudzenia przypominała turecką dyktaturę masona Atatürka. Masowo protestujący przeciw niej Persowie – religijni i przywiązani do tradycji – na własnej skórze przekonali się, co spotyka tych, którzy stają na drodze postępowi: dochodziło nawet niekiedy do zrzucania na demonstrantów oddziałów spadochronowych. W tym świetle detronizacji Pahlawiego jawi się jako akt kontrrewolucji lub może lepiej: rewolucji konserwatywnej. Od momentu przejęcia władzy przez Chomeiniego Iran pozostaje państwem wyznaniowym. Rządzący wybierani są w glosowaniu powszechnym, lecz rekrutują się wyłącznie spośród działaczy religijnych. Rządy może objąć jedynie polityk obdarzony zaufaniem najwyższych autorytetów duchowych. Państwo oficjalnie wspiera wyznawców religii panującej zamieszkałych w innych krajach i stara się ją krzewić na wszelkie sposoby. Z komunistami rozprawiono się bez ceregieli ponad dwadzieścia lat temu. Ulicami Teheranu nie mógłby przejść marsz solidarności z pederastami – mieszkańcy przypuszczalnie roznieśliby go na butach jeszcze zanim zdążyłaby z nim zrobić porządek policja. Podsumowując, gdyby w miejsce islamu wstawić chrześcijaństwo, chyba każdy europejski konserwatysta chciałby żyć w takim ładzie społeczno-politycznym.

Ponieważ ojczyznę Persów przedstawia się często jako kraj biedny, ciemny i zacofany, odniosę się jeszcze do kwestii gospodarczych. Pod względem dochodu narodowego per capita Iran zauważalnie przewyższa np. Polskę, co jednak nie jest sztuką dla państwa z własnymi złożami ropy naftowej. Jego gospodarka przeszła poważny kryzys w wyniku długiej, wyczerpującej wojny z Irakiem (1980-1988). Po kilku latach kryzys dobiegł końca; od pewnego czasu standard życia ciągle się poprawia, a liczba inwestycji zagranicznych rośnie. Jak mi mówiono, w Iranie kładzie się drogi, które nie zużywają się z porami roku. Czyli na odwrót niż w pewnym państwie, które niedawno z wielką pompą „wchodziło do Europy”.

Z wyłuszczonych wyżej przyczyn lewicowe jeremiady nastrajają mnie – zupełnie inaczej niż zwykle – melancholijnie. „Polska staje się Iranem Europy!” Ech, pomarzyć dobra rzecz…

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.