Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Seweryn: Kilka słów o Marszu Niepodległości

Kilka słów o Marszu Niepodległości

Adam Seweryn

Piszę ten tekst kilka dni po Marszu Niepodległości 2011 — zorganizowanej po raz drugi przez Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolską największej manifestacji patriotycznej w Polsce po 1989 r. Podobnie, jak stało się w 2010 r., tegoroczny Marsz przez ostatnich kilka miesięcy był obiektem ataków lewackich i demoliberalnych mediów.

Środowiska nowolewicowe skupione w Porozumieniu 11 Listopada zorganizowały w Warszawie kilkugodzinny wiec protestujący przeciwko zorganizowanej przez narodowców demonstracji. To żałosne zbiegowisko, podczas którego m.in. śpiewano komunistyczne pieśni, odbyło się pod szyldem „Kolorowa Niepodległa”. Co warto podkreślić, podczas gdy akcję lewaków reklamowało kilka gwiazdek show biznesu, oficjalnego poparcia Marszowi Niepodległości udzieliło wielu znanych Polaków mających osiągnięcia i rzeczywiste zasługi w swoich dziedzinach. W Honorowym Komitecie Poparcia pojawili się naukowcy, sportowcy, działacze społeczni, publicyści oraz weterani Narodowych Sił Zbrojnych i Armii Krajowej. We wszystkich regionach Polski organizowano autokarowe wyjazdy na Marsz.

Wobec bardzo dużego zainteresowania mającą się odbyć manifestacją, lewacy, dla których ta sytuacja była solą w oku, czynili starania o przyjazd anarcho-komunistycznych bojówkarzy z Niemiec, którzy podobnie jak ich polscy koledzy określają się terminem „Antifa”. Pomimo tego, że lewicowa ekstrema zza Odry posiada znacznie większe możliwości bojowe od polskich anarchistów, Urząd Miasta Warszawy zaaprobował usytuowanie skrajnie lewicowej pikiety w bardzo bliskiej odległości od Placu Konstytucji, czyli miejsca, gdzie przewidziano początek Marszu Niepodległości. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że od dłuższego czasu lewicowe portale i fora dyskusyjne informowały o przyjeździe wspomnianych niemieckich bojówkarzy. Problemy z ideowymi potomkami Róży Luksemburg, przybyłymi w celu zakłócenia polskiego święta narodowego rozpoczęły się 11 listopada w godzinach południowych. Przybyli do Warszawy anarcho-komunistyczni ekstremiści w towarzystwie kilku polskich „przewodników” urządzili sobie w centrum miasta zabawę kosztem przechodniów. Pobito kilka osób za spacerowanie z polską flagą w ręku. Ekipy bojowych lewaków zaatakowały również grupę rekonstrukcyjną wojsk Księstwa Warszawskiego. Gdy na miejscu pojawił się policyjny oddział prewencji, anarcho-komuniści wycofali się do kawiarni Nowy Wspaniały Świat należącej do „Krytyki Politycznej”. Jak się później okazało, w miejscu tym został zaaranżowany arsenał, w którym znaleziono należące do „antifiarzy” trzonki od siekier, pałki, gazy łzawiące oraz inne rodzaje broni białej i środków pirotechnicznych. Niestety bandy lewackich ekstremistów nie były tego dnia jedynym zagrożeniem dla patriotów wybierających się na Marsz. Do mediów przedostał się nagrany przez reportera filmik, na którym utrwalono moment, gdy policjant w cywilu katuje spokojnego przechodnia. Incydent ten spowodował powszechne oburzenie i płynące ze strony różnych środowisk żądania wyciągnięcia konsekwencji wobec skandalicznie zachowującego się funkcjonariusza. W tym miejscu, dla lepszego zobrazowania opisywanych powyżej wydarzeń, umieszczam linki do ilustrujących je filmów dostępnych w Internecie:

Patriotyczny pochód zgodnie z planem miał się rozpocząć o godzinie 15:00. Jednak krótko przed planowanym czasem rozpoczęcia okazało się, że początek trasy, którą patrioci mieli przemaszerować, został zablokowany przez uczestników kolorowej (czerwono-tęczowej) niepodległej. W sytuacji, gdy na Placu Konstytucji gromadziły się tłumy uczestników Marszu Niepodległości, zza policyjnego kordonu poleciały rzucane przez kontrmanifestantów petardy i kamienie. Zmusiło to grupę znajdujących się w pobliżu młodych mężczyzn do podjęcia obrony. Należy jednak wyraźnie powiedzieć, że odpowiedzialność za te przypadki użycia przemocy ponoszą przede wszystkim ultralewicowcy, którzy pod płaszczykiem pokojowego wiecu urządzili tego dnia prawdziwie bolszewickie ekscesy, na które w dodatku musieli zapraszać „brygady międzynarodowe”, gdyż nie dysponują w Polsce dostateczną siłą, by samodzielnie urządzać tak spektakularne wybryki. Nie bez winy pozostają też przedstawiciele władz. Jak wcześniej wspominałem, zgoda na organizację kontrmanifestacji w miejscu tak blisko położonym w stosunku do punktu startu Marszu Niepodległości wiązała się z ryzykiem. Ponadto w wydarzeniach, do których doszło na Placu Konstytucji przed i w trakcie wymarszu manifestacji, negatywnie przysłużyli się policjanci. Choć w teorii mieli oni zabezpieczać zgromadzenie, niektórzy z nich stanowili zagrożenie dla jego uczestników. W czasie, gdy trwało spięcie z uczestnikami lewackiej blokady, stosowano armatki wodne i gaz w taki sposób, że ucierpiały również kobiety, dzieci i osoby starsze. Ci, którzy z powodu braku szczęścia znaleźli się w miejscu, gdzie operowały policyjne oddziały, często byli spychani za pomocą pałek. Sądzę, że postawa policji doprowadziła jedynie do eskalacji napięcia i należy cieszyć się, że pomimo zorganizowanych prowokacji i niekompetencji pewnych organów władzy nie doszło do poważniejszych zamieszek.

Gdy Marsz wyszedł poza Plac Konstytucji i zmierzał w stronę pomnika Romana Dmowskiego, jego przebieg należy określić jako spokojny. Jadący na przedzie samochód ciągnął przyczepę, na której znajdowało się nagłośnienie. Intonowano narodowe i tradycjonalistyczne hasła, podchwytywane przez masę uczestników. Wśród ok. 25000 maszerujących byli przedstawiciele różnych środowisk polityczno-ideowych, grup społecznych i wiekowych. Ta niezwykła różnorodność w połączeniu z łączącym wszystkich przywiązaniem do Ojczyzny dała wspaniały efekt. Oprócz występujących w roli gospodarzy środowisk narodowo-radykalnych (ONR) i endeckich (MW) maszerowali kibice, konserwatyści, piłsudczycy, autonomiczni nacjonaliści, wolnościowcy, jak również ludzie, którzy chcieli po prostu skorzystać z okazji do zamanifestowania swojej dumy z polskości. Marsz zaszczycili swoją obecnością kombatanci. Oprócz Polaków w demonstracji wzięli udział także nacjonaliści z innych krajów, m.in. Węgier, Serbii, Szwecji, Włoch, Hiszpanij.

O oprawę pochodu zadbali polscy kibice, którzy tego dnia zjechali do Warszawy ze wszystkich stron kraju. Szeregi maszerujących rozświetlały race, po bokach pochodu wybuchały petardy hukowe, co nadawało manifestacji bardzo dynamiczny charakter. Dzięki obecności tak licznego grona stadionowych patriotów lewackie bojówki nie odważyły się spełnić swoich gróźb i dokonać frontalnego ataku na kolumnę Marszu. Pisząc o udziale kibiców w Marszu Niepodległości, należy wspomnieć o prowadzonej w lecie bieżącego roku nagonce kręgów rządowych i socliberalnych mediów na to środowisko. Tak liczne przybycie kibiców na narodową manifestację można odczytać właśnie jako wyraz buntu przeciwko władzy, dla której niewygodne są oddolnie organizujące się wspólnoty, nie dające sobie zaszczepić politycznie poprawnych wzorców.

Podczas gdy Marsz zbliżał się do pomnika Romana Dmowskiego, doszło do kolejnej bezsensownej prowokacji ze strony policji. W jej wyniku organizatorzy zostali zmuszeni, aby rozwiązać zgromadzenie przed planowanym terminem. Bardzo wielu uczestników w drodze na manifestację, bądź w drodze powrotnej było spisywanych przez policję, jak gdyby udział w legalnej prawicowej manifestacji miał być czynnikiem predestynującym do przestępstwa. Natomiast należy podkreślić, że tego dnia służby mundurowe bardzo łagodnie potraktowały odpowiedzialnych za zamieszki lumpenproletariuszy z „Antify”. Choć zatrzymano około dwustu osób, z czego ponad połowę stanowili bojówkarze z Niemiec, duża część została zwolniona bez postawienia zarzutów. Jednak mimo to, wśród lewicowych środowisk w Niemczech mówi się o ogromnej traumie młodych bolszewików, którzy przyjechali do Polski zakłócać świętowanie 11 listopada. Jak donosi pewna gazeta, niektórzy z nich zamierzają w związku z powyższym poddać się psychoterapii. Akurat to wydaje mi się dobrym pomysłem i sugerowałbym, żeby intensywnej psychoterapii — najlepiej w zamkniętym ośrodku — poddali się wszyscy, dla których postulowanie silnego i niepodległego państwa jest propagowaniem totalitaryzmu, a motto Bóg, Honor, Ojczyzna jest nienawistnym hasłem. Sądzę, że wbrew intencjom przeciwników wszelkie przeszkody, jakie Marsz napotkał w tym roku, przyczynią się do wzrostu zainteresowania Ideą Narodową, a za rok ilość uczestników Marszu wzrośnie tak okazale, jak liczba tegoroczna w porównaniu z ubiegłoroczną.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.