Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » The Jacobite Intelligencer: Monarchia to kwestia prawa boskiego, nie ludzkiego

Monarchia to kwestia prawa boskiego, nie ludzkiego

The Jacobite Intelligencer

Wydaje się, że Dawid Cameron osiągnął to, czego nie był w stanie osiągnąć Gordon Brown — mianowicie konsensus między szesnastoma państwami Wspólnoty Brytyjskiej, w których głową państwa jest królowa, polegający na zmianie praw sukcesji tak, aby przyznać pierwszeństwo dziedziczenia pierworodnym żeńskim potomkom dziedziców tronu oraz by umożliwić małżeństwa dziedziców tronu z katolikami. Ta druga kwestia, aczkolwiek mile widziana, nosi piętno hipokryzji, ponieważ prawo nadal zabrania suwerenowi przejścia na katolicyzm. Przypadek Jakuba II ukazuje dobitnie, iż osobista wiara monarchy nie musi kolidować z pełnieniem przez niego lub przez nią roli Najwyższego Zwierzchnika Kościoła Anglii.

Pierwszy aspekt reformy praw sukcesji może mieć z kolei nieprzewidziane konsekwencje — np. spór o sukcesję między potomkami syna i córki następcy tronu, podobny do sporu o sukcesję w Hiszpanii w XIX wieku. Co ważniejsze jednak — a przy tym mało prawdopodobne, by zostało dostrzeżone przez polityków — to fakt, iż monarchia i rządzące nią zasady są kwestią prawa boskiego, nie ludzkiego. Innymi słowy, monarchia jest instytucją boską, zatem — mimo iż współoddziałuje z życiem politycznym narodu — stanowi dzieło nie człowieka, lecz Boga. Jest to wyraźnie ukazane w Biblii, gdy prorok Samuel zostaje poinformowany przez Boga, iż wybrał On Saula na pierwszego króla Izraela (I Xięga Samuela 9, 16). I chociaż powołanie Saula na króla odbyło się poprzez kombinację elekcji i aklamacji (I Xięga Samuela 19, 21), to ostatecznego wyboru Saula dokonał Bóg.

W ciągu wieków różne nacje wybierały swych królów różnymi sposobami, a sukcesją rządziły wielorakie prawa. Królowie Polski byli w pełni wybierani, podczas gdy monarchiami Francji i Hiszpanii rządziło ścisłe prawo salickie, które w żaden sposób nie pozwalało na żeńską sukcesję. Może to łatwo wywołać wrażenie, iż królestwo jest instytucją ludzką — że to, kto zostaje królem, jest kwestią arbitralną, wynikającą z wielowiekowej tradycji i praw, jakie obowiązują w danym czasie. Król, jako dawca prawa, był elementem zasadniczym dla dobra państwa, lecz to, kto był królem, ostatecznie nie miało znaczenia. Wnioskiem, jaki płynie z takiej argumentacji, jest to, że monarchia mogła być kiedyś użyteczna, ale we współczesnym państwie nie jest konieczne, by źródłem i gwarantem prawa była pojedyncza osoba.

Do późnego średniowiecza polityczny konsensus w Europie stanowił, iż prawowitość władzy królewskiej była ściśle związana z obroną i opieką nad Kościołem, a zatem król musiał być chrześcijaninem. Pojawiły się wtedy dwa poglądy. Pierwszy głosił, iż władza królewska jest w istocie ugruntowana na prawie kanonicznym i może być nadana przez papieża, według drugiego natomiast (leżącego u podstaw Reformacji) stanowi ona kwestię prawa boskiego. Jeżeli fakt obrony chrześcijaństwa konstytuuje prawowitość, to tytuł królów angielskich jest bezpieczny. Kiedy Alfred Wielki pokonał Duńczyków w bitwie pod Ethandun w roku 878, był on jedynym żyjącym angielskim królem, a także naczelnym chrześcijańskim przywódcą Anglii. Zwycięstwo Alfreda oraz fakt, iż był on ostatnim spośród królów Heptarchii, dały jemu i jego potomkom bezdyskusyjne prawo do panowania nad całą Anglią. Boskie prawo bezpośrednich następców Alfreda — Domu Stuartów i jego potomków — wynika ze statusu Alfreda jako tego, któremu Bóg przeznaczył ocalenie chrześcijaństwa w Anglii. Król — jako wybrany przez Boga — nie jest jedynie wygodną, pełniącą państwową funkcję, fikcją polityczną, lecz bezpośrednim reprezentantem Boga, a co za tym idzie, zarówno głową państwa, jak i Kościoła.

Podstawową zasadą monarchii jest to, iż nigdy nie ma sytuacji, w której suweren nie żyje bądź jego lub jej tożsamość jest wątpliwa. Władza królewska, jak sama Boża nieskończoność, wykracza poza życie doczesne. Jest zatem rzeczą kluczową znalezienie możliwie najlepszych środków do identyfikacji prawowitego następcy króla. Prawo salickie, jak pokazała wojna o sukcesję hiszpańską, może potencjalnie spowodować wielką niestabilność, jeśli kobiety jako następcy są całkowicie pomijane. Angielskie prawo sukcesji, zgodnie z którym przywilej pierwszeństwa przysługuje następcom męskim, jednak możliwe jest też dziedziczenie przez następców żeńskich, zapewnia największą stabilność, gwarantując — jak to tylko możliwe — iż korona pozostanie w tej samej dynastii. W ten sposób Dom Tudorów był w stanie pozostać na tronie do 1603 r., gdy zgodnie z prawem salickim wygasłby wraz ze śmiercią Edwarda VI w roku 1553. Jednakże, jeśliby następcom żeńskim przyznano te same prawa, jakie przysługują następcom męskim, zmienność domów panujących mogłaby być oszałamiająca.

Ani konferencja Wspólnoty Brytyjskiej, ani parlament nie mogą zmienić fundamentalnego prawa, stanowiącego o tym, kto jest, a kto nie jest suwerenem — leży to w gestii samego Boga.

tłumaczenie: Dawid Świonder, opracowanie: Adrian Nikiel

Od Redakcji Portalu Legitymistycznego: Można zaryzykować twierdzenie, że przynajmniej niektóre z prezentowanych powyżej twierdzeń Autora bloga The Jacobite Intelligencer mają źródło w teologii anglikańskiej. Ruch jakobicki, co jest zrozumiałe w świetle całej jego historii, skupia bowiem wyznawców różnych wyznań chrześcijańskich. Przyjmujemy tę specyfikę do wiadomości i mamy nadzieję, że publikacja tego tłumaczenia może być punktem wyjścia do ciekawej dyskusji o różnych lokalnych uwarunkowaniach legitymizmu.

Nie można też pominąć milczeniem bolesnego faktu, że panująca do 1603 r. Elżbieta I była dzieckiem z nieprawego „małżeństwa” Henryka VIII i Anny Boleyn, natomiast prawowitą sukcesorką tronu Anglii po śmierci Marii I stała się Maria Stuart. W tym kontekście może dziwić argumentacja Autora, która – jego zdaniem – miałaby wskazywać na wyższość angielskiego prawa sukcesyjnego nad prawem salickim.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.