Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » „Legitymiści contra orleaniści” ‒ komentarz

Jeżeli na portalu Biblioteka Nauki będziemy szukać publikacyj poświęconych monarchii i ruchom rojalistycznym, z pewnością trafimy na artykuł autorstwa pana dr. Michała Krawczyka z Uniwersytetu w Siedlcach, adiunkta w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji, pt. Legitymiści contra orleaniści – istota sporu wśród współczesnych monarchistów francuskich1. Naukowiec nie ukrywa własnej afiliacji ideowej, zaznaczając, że jest orleanistą. To musi budzić zaciekawienie i skłania do uważnej lektury.
O ile jednak przeważająca część artykułu referuje stan spraw w Królestwie Francji i Królestwie Nawarry, pozostających oczywiście pod republikańską okupacją, i nie budzi specjalnych kontrowersyj, o tyle argumentacja na rzecz opcji orleańskiej, która stanowi puentę rozważań, jest zaskakująco słaba, jakby doklejona na siłę, aby w ogóle pojawiło się jakkolwiek pojęte uzasadnienie wyboru ideowego pana doktora. Czytamy bowiem2:
Na koniec, niezależnie od przedstawionych powyżej argumentów prawnych, warto odwołać się też do zdrowego rozsądku. Skoro Filip V, jako młodszy wnuk Króla Słońce, opuścił Francję i stał się protoplastą hiszpańskiej linii Burbonów, to czy w przypadku wymarcia starszej linii, wywodzącej się od starszego wnuka Ludwika XIV, potomkowie Filipa V mają prawo „przypomnieć” sobie o utraconym francuskim dziedzictwie i domagać się francuskiej korony, czy też przyjąć należy, że linia ta powinna zostać pominięta na rzecz młodszej gałęzi dynastii, wywodzącej się od brata Ludwika XIV. Autor, „deklarując się” jako orleanista, udzielił swojej odpowiedzi.
Ten fragment zwięźle podsumował pan prof. Jacek Bartyzel, przywołując kilka podstawowych faktów, których orleaniści nie są w stanie zanegować:
Argument ze „zdrowego rozsądku” jest słaby i błędny, gdyż hiszpańscy Burboni niczego sobie nie mogli „przypominać”, bo nigdy o tym nie zapomnieli. To prawo fundamentalne Królestwa Francji sobie o nich „przypomniało”, gdy wygasła poprzednia linia. Autor zapomina też, że Parlament Paryski nigdy nie przyjął postanowień traktatu w Utrechcie do praw fundamentalnych. Ponadto nawet konstytucja liberalna z 1791 roku warowała prawa potomków Filipa Andegaweńskiego do tronu.
Od siebie zaś, jeśli już sięgamy do kategorii „zdrowego rozsądku”, dodam pytanie: czy potomkowie królobójcy i uzurpatora (zarówno były xiążę Filip Égalité, jak i „Ludwik Filip I” zdradzili swoich suwerenów, Bożych pomazańców) są rzeczywiście najbardziej predestynowani, aby zasiąść na tronie Ludwika Świętego? Pozostaję z nadzieją, że prędzej czy później pan dr Michał Krawczyk zmierzy się z tą kwestią.
1 Artykuł został pierwotnie opublikowany na łamach „Przeglądu Prawa Konstytucyjnego” [2025, nr 2 (84), s. 129‒140].
2 W cytacie poprawiliśmy interpunkcję.