Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » ŁPN: Jednomandatowe okręgi wyborcze na przykładzie Wielkiej Brytanii

Jednomandatowe okręgi wyborcze na przykładzie Wielkiej Brytanii

ŁPN

Za sprawą akcji społecznej p. Pawła Kukiza po raz kolejny zrobiło się w Polsce głośno o jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW). Wśród zalet niniejszego rozwiązania ustrojowego wymienia się przejrzystość, możliwość stworzenia „silnego rządu, mającego autentyczne poparcie obywateli”, większą kontrolę wyborcy nad parlamentem, mniejszą zależność kandydatów od liderów partyjnych1. System jednomandatowych okręgów wyborczych stosuje się w Europie m.in. w Wielkiej Brytanii – dzięki temu możemy przyjrzeć się, jak funkcjonuje w praktyce i co doprowadziło do ukształtowania się go w formie, jaką znamy obecnie.

Osoby, które argumentują, że JOWy są bardziej demokratycznym rozwiązaniem niż ordynacja proporcjonalna, może zdziwić rys historyczny. JOWy w Wielkiej Brytanii sięgają korzeniami czasów bardzo mało demokratycznych – średniowiecza i jego feudalnych struktur. W tym okresie nie istniał przejrzysty podział na prywatne i publiczne wydatki monarchy. Finansowanie wszystkich odbywało się z tego samego źródła. Jeśli królom epoki brakowało w budżecie środków, choćby na wydarzenia takie jak wojny, zwoływali Wielką Radę (Great Council) składającą się z magnatów i ubiegali się o ich pomoc. Z czasem, gdy potrzeby finansowe monarchów rosły, a możliwości i szczodrość magnatów stawały się niewystarczające, by zaspokoić potrzeby królów, skład Rady się rozszerzał. Od XIII wieku zaczęto zapraszać do Rady nie tylko tych, którzy cieszyli się szlacheckim rodowodem, ale również przedstawicieli zwykłych społeczności, miast i gmin królestwa. Ich zgoda wymagana była do zwiększania skali opodatkowania. Nie trudno zauważyć, że z biegiem czasu Wielka Rada przekształciła się we współczesny parlament, w którym odpowiednikiem magnatów są osoby zasiadające w Izbie Lordów (House of Lords), natomiast Izba Gmin (House of Commons) jest pozostałością po tych, którzy swoje miejsce w radzie znaleźli w XIII wieku2. Do dzisiaj członkowie Izby Lordów nie są wybierani demokratycznie, ale na podstawie tytułu dziedziczonego lub nadawanego przez monarchę3 na prośbę premiera, który wygasa wraz ze śmiercią osoby, której został nadany (life peerage). Co ciekawe, teoretycznie aż do dzisiaj członkowie Izby Gmin nie reprezentują swoich partii, ale interesy regionu, z którego zostali wybrani. Oczywiście na przestrzeni upływających lat relacje pomiędzy organami parlamentu zmieniły się – dzisiaj Izba Gmin ma znacznie szersze możliwości niż Izba Lordów czy sam monarcha.

Sam sposób funkcjonowania JOWów jest bardzo prosty. Kraj podzielony jest na okręgi wyborcze, których liczba odpowiada ilości miejsc w Izbie Gmin. W tzw. Zjednoczonym Królestwie4 jest ich łącznie 6505. Podczas wyborów, osoby uprawnione do głosowania otrzymują listę z nazwiskami wszystkich kandydatów z danego okręgu i wybierają jednego z nich. Ten, który otrzymuje najwięcej głosów w swoim okręgu, zostaje wybrany do parlamentu. Innymi słowy, nie jest ważne, ile procent głosów otrzymuje partia w skali kraju, ale w ilu okręgach wyborczych udało się wygrać jej przedstawicielom. Formalnie rzecz biorąc, w dniu wyborów parlamentarnych każdy okręg wyborczy przeprowadza swoje własne wybory, zupełnie niezależne od tych, które odbywają się w pozostałych 649 okręgach6. Możemy wyobrazić sobie sytuację, w której kandydaci partii A zdobywają we wszystkich okręgach 51% poparcia, a kandydaci partii B tylko 49% (dla uproszczenia możemy przyjąć, że w wyborach biorą udział przedstawiciele tylko dwóch stronnictw). Efekt byłby taki, że wszystkie miejsca w Izbie Gmin zostałyby przydzielone partii A. Wyborcy partii B nie mieliby jakiejkolwiek reprezentacji w izbie niższej parlamentu, mimo że stanowią niemal połowę wyborców. Oczywiście nigdy się tak nie zdarzyło, ale ten przypadek jest teoretycznie możliwy. Intrygującym przykładem znanym z historii są wybory z 1951 roku, kiedy to Partia Pracy otrzymała więcej głosów niż Partia Konserwatywna, ale więcej miejsc w parlamencie przypadło temu drugiemu ugrupowaniu – Partia Pracy otrzymała 48,8% głosów w skali kraju i 295 miejsc w Izbie Gmin, natomiast Partia Konserwatywna zdobyła 48,0% w skali kraju i 321 miejsc. W 1974 roku sytuacja się odwróciła i więcej miejsc zdobyli socjaldemokraci, mimo że otrzymali mniej głosów7. Choćby z tego powodu wstrzymałbym się z osądem, czy rząd wybrany w systemie JOWów ma poparcie bardziej autentyczne niż rząd wybrany w sposób znany w Polsce. Ponadto przyjmuje się, że JOWy prowadzą do systemu dwupartyjnego, faworyzującego dwie najsilniejsze partie niejako kosztem pozostałych. Warto zauważyć, że w latach 1945-2010 jedynymi partiami, które tworzyły rząd była Partia Konserwatywna i Partia Pracy, przy czym obie partie nie były ze sobą nigdy w koalicji (w tym względzie obecny rząd jest dość wyjątkowy, ponieważ jest to rząd koalicyjny konserwatystów i liberalnych demokratów). Dobrym zobrazowaniem trudności, z jakimi borykają się mniejsze partie jest casus liberalnych demokratów (jest to trzecia siła polityczna Wielkiej Brytanii) z roku 1992. Zdobyli oni 17,8% w skali kraju i otrzymali jedynie 20 miejsc w Izbie Gmin, czyli zaledwie 3% całości8.

Podczas dyskusji o JOWach często słychać też głosy argumentujące, że w tym systemie, by dostać się do parlamentu, należy najpierw dać się poznać od dobrej strony w regionie. Tym samym to osobiste osiągnięcia kandydatów i sami wyborcy – a nie liderzy partii układający listy wyborcze – wpływają na to, kto ma największe szanse na uzyskanie mandatu. Jest to myślenie bardzo wyidealizowanie. Doświadczenia brytyjskie pokazują, że wyborcy kierują się jednak partyjną przynależnością poszczególnych kandydatów (na kartach na głosowania, obok nazwisk kandydatów, z reguły dopisane są partie, do których należą9) i większa część społeczeństwa nie wie nawet, kto jest deputowanym z ich regionu10. Dlatego też, jeśli ktoś myśli poważnie o dostaniu się do parlamentu, to w zasadzie jedyną dla niego opcją jest start z ramienia jakiegoś ugrupowania. Kandydaci nie są więc całkowicie niezależni od partii, tym bardziej, że decyzję o tym, kto będzie reprezentował partie w okręgu podejmują lokalne komórki tego stronnictwa. Czasem zdarza się też (choć rzadko), że w wybór reprezentanta ingerują działacze znajdujący się na wyższych szczeblach struktur partyjnych11.

W powyższym tekście nie chciałem oceniać, która ordynacja wyborcza jest najlepsza, a jedynie zaprezentować szereg uwag dotyczących JOW i odnieść się do cech, które przypisuje się temu rozwiązaniu. Starałem się też pokazać, że niektóre z tych cech przypisywane są niejako na wyrost.


1 http://blog.zmieleni.pl/JOW

2 The British system of government, opracowane i napisane przez Reference Services, Central Office of Information, Londyn 1992, s. 13.

3 Należy przy tym pamiętać, że od drugiej rewolucji antyangielskiej Trzema Królestwami władają hanowerscy uzurpatorzy, więc dokonane przez nich nadania są „absolutnie i całkowicie nieważne” – przypis Redaktora Naczelnego.

4 W rzeczywistości (na legitymistycznej mapie Europy) są to trzy odrębne królestwa: Anglii, Szkocji i Irlandii, które łączy unia pod berłem prawowitego króla Franciszka II – przypis Redaktora Naczelnego.

5 http://www.parliament.uk/about/how/elections-and-voting/constituencies/

6 James O’Discroll, Britain. The country and its people: an introduction for learners of English, Oksford 2003, s. 99.

7 John L. Irwin, Modern Britain: an introduction, Londyn 1994, s. 29.

8 Tamże, s. 30.

9 Tamże, s. 28.

10 James O’Discroll, op. cit., s. 67.

11 John L. Irwin, op. cit., s. 27.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2024 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.