Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Miazmaty humanizmu

Miazmaty humanizmu

Adam Danek

Humanizm należy do kluczowych pojęć w języku wszelkiej maści sił przewrotu. Zarazem w obiegowym myśleniu termin ów posiada jednoznacznie pozytywne konotacje. Nie ma w tym nic zaskakującego: humanizm ma oznaczać troskę o człowieka, pochylenie się nad jego sprawami, toteż na zasadzie prostej psychologicznej reakcji wzbudza pozytywne skojarzenia – podobnie jak każda inna formułka nastrojona na ludzką skłonność do sentymentalizmu. Dlatego też wywrotowcy tak chętnie wykorzystują go do usprawiedliwiania swych dążeń: przejęcie się człowiekiem uświęca wszelkie plany. Lecz ciemne moce działające w historii nie używają po prostu humanistycznych haseł w sposób instrumentalny, czyli jako przynęty. W istocie humanizm jest dla nich o wiele ważniejszy – nie tylko zgadza się z ich taktyką, ale również logicznie prowadzi do celów, jakie każdorazowo zamierzają osiągnąć.

Pragnąc określić impuls poruszający humanizmem, pomimo zmienności doraźnych celów przejawiający się w nim nieprzerwanie od jego narodzin w dobie renesansu, poprzez „oświecenie” i dziewiętnastowieczne doktryny, aż po dwudziestowieczny i współczesny ateistyczny „świecki humanizm”, niewątpliwie należałoby wskazać na resentyment antychrześcijański. Daje się on obserwować w renesansowej fascynacji pogaństwem, renesansowej i oświeceniowej apoteozie rozpusty czy zrodzonej pod perukami pisarzy „oświecenia” spójnej ideologii antyklerykalizmu, rozwijanej i wdrażanej potem w życie przez liberalizm i inne lewicowe ruchy polityczne. Wspólną platformę dla wszystkich odmian humanizmu tworzy nienawiść i pogarda dla chrześcijaństwa, przynajmniej ortodoksyjnego. Czy można stąd wnioskować, że humanizm prowadzi do niej nieuchronnie?

Odpowiedź wydaje się twierdząca. Albowiem gdybyśmy chcieli skondensować idee humanistyczne w pojedynczej, krótkiej formułce, jako najodpowiedniejsze samo nasunęłoby się pojęcie antropocentryzmu. Antropocentryczna wizja świata kręcącego się wokół człowieka i jego spraw, urzeczywistniająca postulat „człowiek jest miarą wszechrzeczy” wysunięty przez przewrotnego sofistę Protagorasa, musi w ostateczności prowadzić do postawienia rzeczy ludzkich wyżej od rzeczy boskich, a zatem i do konfliktu z chrześcijaństwem. Jak w ponurych czasach „oświecenia” idea „praw człowieka” skonstruowana została jako antyteza praw Bożych, tak wcześniej renesansowy antropocentryzm formował się jako zaprzeczenie teocentryzmu Średniowiecza. Starożytność fascynowała odrodzeniowych humanistów jako świat pogański, świat bez chrześcijaństwa, co zresztą tłumaczy też, dlaczego często pielęgnowali zupełnie fantastyczne wyobrażenia na temat antycznego pogaństwa. Stosunek myśli pogańskiej do człowieka był zazwyczaj dalece odmienny od ich własnego. Filozofia klasyczna odznaczała się kosmocentryzmem, przylgnięciem do obiektywnego porządku świata, w takim zaś razie okazywała się nie mniej anty-antropocentryczna niż teocentryczne Średniowiecze. Zachowawca prof. Marian Zdziechowski (1861-1938) celnie określił grecką filozofię mianem „kontemplacji ładu we Wszechświecie”. Jej najwybitniejsi przedstawiciele – Platon, Arystoteles czy Plotyn – reprezentowali surowy konserwatyzm, a poszukiwanego przez humanizm usprawiedliwienia dla hedonistycznej wizji życia można było co najwyżej szukać u takich zapomnianych nurtów, jak sofiści bądź cyrenaicy.

Wyobrażenia renesansowych humanistów o pogańskiej Starożytności pozostawały tedy nader wybiórcze. Humanizm powstrzymywał ducha ludzkiego przed wzniesieniem się ku Bogu (chyba, że po to, żeby sam się za Niego uznał), kierował jego natężoną uwagę wyłącznie na człowieka, czyli na samego siebie. Jego istotę dobrze oddaje wprowadzony przez prof. Eryka Voegelina (1901-1985) termin „egofania”: objawienie się człowieka sobie samemu, zachłyśnięcie się własną ważnością – dokładne przeciwieństwo teofanii. Na płaszczyźnie psychologicznej humanizm stanowi prostą zachętę do egocentryzmu, do uznania siebie za najwyższą instancję, zgodnie z aforyzmem Protagorasa. Z tego punktu widzenia pogański Antyk jawił się humanistom niezwykle atrakcyjnie, ponieważ nie znał uniwersalizmu religijnego. Religia starożytnego poganina pozostawała głównie funkcją społeczną, przynależała więc w gruncie rzeczy do sfery spraw czysto ludzkich. Przywódca krakowskich Stańczyków prof. Józef Szujski (1835-1883) zauważył, iż była to zawsze „religia ogniska domowego, rodu, plemienia, narodu, państwa”, nie zaś wiara jedna dla wszystkich i prawdziwa dla wszystkich. Antyczna religia stanowiła zinstytucjonalizowany wyraz lojalności wobec określonej grupy, wyodrębnionej od reszty świata – wyraz tego, co partykularne i egoistyczne. W humanizmie odżył ideał religii służącej potrzebom i interesom człowieka. Czy wobec tego dało się pogodzić humanizm z chrześcijaństwem, w którym religia jest służbą człowieka Bogu? Szujski pisał: „Dzieje są ostatecznie jednym tylko – mierzeniem się humanizmu z chrystianizmem. (…) Na wskroś narodowo-religijną jest starożytność. Od chwili, gdy mu [człowiekowi – A.D.] powiedziano: Z tobą jestem do skończenia świata, nic nie omieszkał, aby ratować się po ludzku z tego porwania ku niebu. Wszystko urastało w antytezy chrześcijaństwa (…) wszystkiemu dało chrześcijaństwo nowe życie – życie przeczenia, jako wiekuiste świata twierdzenie”. To właśnie renesansowy humanizm, ze swoją kulturową modą na wzorce pogańskie, przygotował grunt dla wielkiego buntu przeciw chrześcijańskiemu uniwersalizmowi, jaki podniosła protestancka reformacja, powracając do religii plemiennych, przemianowanych na „kościoły narodowe”. Prof. Szujski uznał chrześcijaństwo i humanizm za całkowite przeciwieństwa i trudno odmówić mu racji. Istota chrześcijaństwa to uniwersalizm: cały wszechświat obraca się wokół jednej, absolutnej Prawdy – Słowa Bożego. Istotę humanizmu można by nazwać anty-uniwersalizmem: dla każdego człowieka wszechświat obraca się wokół niego samego.

Józef Szujski akcentował inną jeszcze przeciwstawność – humanizmu i monarchizmu. Wpisuje się ona doskonale we wrogość do uniwersalistycznego postrzegania rzeczywistości. Uniwersalizm oznacza odgórne pochodzenie porządku świata, monarchizm – odgórne pochodzenie porządku politycznego. Humanizm, który czyni centrum świata z każdego człowieka i jego partykularnych spraw (co skądinąd wiedzie prostą drogą do atomizmu społecznego), musi się zwrócić przeciw obu tym ujęciom. Podsumowując, przeciwstawia się on całą swą istotą z jednej strony uniwersalistycznemu chrześcijaństwu, z drugiej strony monarchizmowi. Gdybyśmy chcieli spojrzeć na owe antynomie z odwrotnej perspektywy i zidentyfikować najbardziej konsekwentne przeciwieństwo humanizmu, nasz wzrok padłby zapewne na ideał chrześcijańskiej monarchii.

Właściwego charakteru idei humanistycznych – jakim jest kult człowieka – nie zmieniają podejmowane już od czasów renesansu próby skonstruowania tzw. humanizmu chrześcijańskiego. W mniej lub bardziej wyraźny sposób, ale zawsze polegały one na wprowadzaniu do chrześcijaństwa elementów obcych, wnosiły doń spoganienie bądź zeświecczenie. Nie przez przypadek prądy humanistyczne poprzedzały kolejne fale sekularyzacji – w XVI wieku, w „oświeceniu” i później. Ponadto, co znamienne, każda faza humanizmu wiązała się z nową herezję: protestantyzmem, deizmem, „religią naturalną”, „religią obywatelską”, „religią rozumu”, modernizmem etc. Rezultaty ostatniej takiej fali odczuwamy do dziś. W latach trzydziestych XX wieku w myśli katolickiej nastąpił tzw. „przewrót humanistyczny”, będący pokłosiem nurtowania duchowieństwa przez echa niewytrzebionej do końca herezji modernistycznej z początku stulecia. Czołowym manifestem nowej tendencji stała się książka Jakuba Maritaina „Humanizm integralny” z 1936 r. zarówno chwalcy, jak i krytycy „posoborowej wiosny Kościoła” zgodnie przyznają, że to właśnie „przewrót humanistyczny” uwolnił dążenia, które następnie wzięły górę na Soborze Watykańskim II. Polski historiozof Józef Szujski niemal sto lat przed soborem rozpoznał humanizm jako zaprzeczenie z jednej strony chrześcijańskiego uniwersalizmu, z drugiej strony monarchizmu. Vaticanum II otworzył w dziejach katolicyzmu okres z jednej strony protestantyzacji liturgii i zauważalnej laicyzacji stanu duchownego, z drugiej zaś ataków na hierarchiczność Kościoła i żądań – niestety w pewnej mierze skutecznych – demokratyzacji Jego struktury (nie przypadkiem wspomniany Jakub Maritain, przechodząc na pozycje humanistyczne, porzucił członkostwo w rojalistycznym ruchu Akcji Francuskiej). Historia zatoczyła jeszcze jedno koło.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.