Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » W modernistycznych świątyniach Wrocławia

W modernistycznych świątyniach Wrocławia

Adrian Nikiel

Poniższy artykuł nie został opublikowany przez Redakcję tygodnika „Najwyższy CZAS!”.

W latach dziewięćdziesiątych XX wieku pan Janusz Korwin-Mikke, trafnie rozpoznając źródła kryzysu w Kościele katolickim, stwierdził na łamach „Najwyższego CZAS!u”, że uważa Jana XXIII za antypapieża. Tak otwarte zaznaczenie stanowiska sedewakantystycznego jest z pewnością przejawem dużej odwagi. To musi budzić szacunek. Od osoby o ogromnym i niekwestionowanym autorytecie, jakim niewątpliwie cieszy się p. Korwin-Mikke, powinniśmy również oczekiwać konsekwencji.

Jeżeli Jan XXIII był antypapieżem, antypapieżami musieli być także jego następcy: Paweł VI, Jan Paweł I i Jan Paweł II. A zatem wszelkie ich działania podejmowane w imieniu Kościoła katolickiego były i są nielegalne i nieważne. Zważywszy, że Paweł VI, Jan Paweł I i Jan Paweł II uznawali się i uznają za kontynuatorów „linii” Jana XXIII (tak dalece, że przed paroma laty Jan XXIII dostąpił tzw. neobeatyfikacji), nie można stwierdzić, że lata 1958-1963 były „okresem błędów i wypaczeń” w Kościele, po którym wszystko wróciło do normalności. Przeciwnie, permanentna rewolucja dopiero się zaczynała…

Jednym z najważniejszych przejawów rewolucji modernistycznej było wprowadzenie w życie sprotestantyzowanego tzw. Nowego Porządku Mszy (Novus Ordo Missae). NOM — wbrew jednoznacznym poleceniom papieża św. Piusa V — został zaakceptowany przez Pawła VI i stał się jednym z elementów konstytuujących nową wspólnotę religijną, zwaną potocznie Kościołem soborowym lub Nowym Kościołem Montiniańskim.

Dla stałych Czytelników „Najwyższego CZAS!u” powyższe stwierdzenia nie są zapewne jakimkolwiek zaskoczeniem. Ktoś mógłby stwierdzić nawet, że piszę banały. Czynię to jednak dlatego, że nie potrafię zrozumieć tych zachowań p. Korwin-Mikkego, które stały się okazją do napisania artykułów Dolny Śląsk i Kara czy potępienie. Jeżeli p. Mikke uznaje za wiarygodną hipotezę sedewakantystyczną, powinien konsekwentnie spełniać obowiązek niedzielny wyłącznie na Mszy Wszechczasów, gdy jest ona dostępna dla wiernych. Tymczasem we wspomnianych wyżej artykułach p. Mikke opisał swoje wizyty w modernistycznych świątyniach Wrocławia. I bynajmniej nie były to wizyty turystyczne…

Konsekwencja myślenia religijnego leży w gruzach, kiedy równocześnie uznaje się Jana XXIII za antypapieża, świadomie i dobrowolnie uczestniczy zaś w nielegalnie promulgowanych obrzędach religijnych. Takie uczestnictwo jest dla osoby świadomej ciężkim grzechem. Szokuje również widoczne w artykułach utożsamianie duchownych i hierarchów Kościoła soborowego z hierarchią Kościoła katolickiego. Przecież w rewolucyjnym szale zmieniono w Kościele soborowym również sakrament kapłaństwa, a osoby bezprawnie mianowane przez kolejnych antypapieży na stanowiska kościelne nie tworzą katolickiego Episkopatu. Jeżeli jednak p. Mikke zmienił zdanie odnośnie do roli Jana XXIII i uznaje prawomocność jego następców, byłoby wspaniale, gdyby podzielił się z Czytelnikami argumentami, które Go przekonały. Nie kwestionuję prawa do zmiany poglądów, ale pragnę zrozumieć motywy tej zmiany.

Natomiast odnośnie do treści modernistycznych kazań, dziwię się, że p. Mikke się dziwi. Rewolucyjne nauczanie z definicji musi być lewicowe. Przykład modernistycznego kazania w kościele pw. św. Elżbiety miałem okazję cytować już w 1998 r. (w „Głosie skrajnym”), natomiast w XXI wieku zetknąłem się z modernistycznymi „księżmi”, którzy nie tylko otwarcie deklarowali, że w Kościele katolickim nie byłoby dla nich miejsca, ale prezentowali wręcz postmodernistyczną kulturę osobistą, podpisując się zdrobnieniami imion, zapominając o odpowiedzi na pozdrowienie „z Panem Bogiem”, bezceremonialnie przechodząc na „Wy” w rozmowie ze znacznie starszymi od siebie parafianami, a nawet pouczając parafian, w jakich kolorach powinni się ubierać. Ktoś może stwierdzić, że to drobiazgi, ale jednak charakterystyczne dla rewolucyjnego równania w dół: „ksiądz” — luzak, „ksiądz” — kolega, „ksiądz” — facet, który właściwie niczym się nie różni od świeckich. Duchowny Kościoła soborowego we Wrocławiu to często osoba, z którą rozmawia się nie o wierze, lecz o problemach socjalnych. Odnosząc się już bezpośrednio do zaskoczenia, które przeżył nasz historyczny Przywódca w świątyni pw. św. Elżbiety, pozwolę sobie zwrócić uwagę, iż zmiany na stanowiskach w Konferencji Episkopatu Kościoła soborowego są cały czas zmianami odbywającymi się w ramach tego samego, rewolucyjnego Systemu. Owszem, być może walka między „jastrzębiami” i „gołębiami” modernizmu jest faktem, ale dla każdej ze stron zaangażowanych w domniemany spór mitem założycielskim jest tragedia Vaticanum II. Również nowy Przewodniczący Episkopatu w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Nasza Polska” w pełni utożsamiał się z tym mitem. Dlatego — dość złudzeń!

Szczegółowej krytyki kazania wygłoszonego w świątyni na Karłowicach świadomie nie podejmuję, bo nie jest to przedmiotem tego artykułu. Ale dziwię się, że p. Mikke oczekuje od modernistów kazań przypominających ludziom naukę katolicką. Równie dobrze można spodziewać się, że wyznawcy islamu będą nauczać buddyzmu tybetańskiego…

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.