Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » My, skrajna prawica

My, skrajna prawica

Adrian Nikiel

Określenie „skrajna prawica” otoczone zostało zabobonną grozą — ta prosta prawda jest wręcz truizmem. Nie można powiedzieć, że to tylko „etykietka” — to jest piętno! Dla establishmentu jesteśmy jakimiś podludźmi… Nasi wrogowie wierzą (lub chcą uchodzić za wierzących) we własną propagandę, co sprawia, że nasza nazwa nie jest stosowana jako normalne, obiektywne określenie postawy politycznej, lecz używa się jej kłamliwie jako dyskredytującego miana ruchów i ustrojów najbardziej totalitarnych. Zaledwie lekka przesada pojawia się w twierdzeniu: „już każde dziecko wie, iż narodowy socjalizm, działalność Hitlera i system III Rzeszy to `typowa` skrajna prawica”, lecz coraz częściej pojawiają się brednie, że nawet komunizm stalinowski to wytwór „prawicy”. Jeżeli się nie mylę, jako pierwsza przed kilkoma laty wylała ten kubeł pomyj Lidia Ciołkoszowa (PPS). Z kolei Aron Szechter (Adam Michnik) nie wstydzi się insynuacji, iż „faszyzm” to efekt „konserwatywnej utopii”… Czołowe miejsce w tym panteonie oszczerców ma także tuba stalinowskiej i moczarowskiej propagandy, czyli Andrzej Szczypiorski. Lewica wprost kąpie się w kłamstwie — lewdzie!

My, skrajna prawica, musimy to zmienić!

Powinniśmy więc zdefiniować: kto jest skrajną prawicą?

Na to dumne miano zasługuje (obecnie) niewielka grupa ludzi. Są to monarchiści, którzy jako integralną część swojej idei postrzegają katolicki tradycjonalizm i ekonomiczny liberalizm. Którzy za swoje przyjęli słowa p. Dawida Kinga: „Ekstremizm w obronie wolności nie jest żadnym występkiem, a umiarkowanie w dążeniu do sprawiedliwości nie jest żadną cnotą”. Przedkładający pierwiastek duchowy (naród) ponad pierwiastek materialny. Dlatego dla nich nacjonalizm jest czymś większym i ważniejszym niż patriotyzm. Wiedzący, że kapitalizm i demokracja są nie do pogodzenia, więc jednoznacznie i w poczuciu niezachwianej pewności wybierający kapitalizm. Domagający się publicznego wykonywania kary śmierci. Otwarcie nie wierzący w tolerancjonizm i religię „holocaustu”. Ludzie dumni, którzy okazują pokorę tylko wobec Boga i Króla.

Dlaczego jesteśmy skrajną prawicą?

Ponieważ poważnie traktujemy nasze świętości. Wiemy, że naszym jedynym zadaniem jest głoszenie prawdy i tylko prawdy, gdyż „serce mędrca jest po prawej stronie”. Tak więc, kiedy mówimy: „skrajna prawica”, mamy na myśli: skrajną uczciwość, skrajną szlachetność, skrajne zaangażowanie, skrajną konsekwencję. Sądzę, że ludzie tej formacji duchowej, kiedy patrzą na chaos i nieład w naszej Ojczyźnie, potwierdzą, że trzeba skrajnie kochać Polskę, by mieć siłę z godnością w niej żyć…

Żyjemy w systemie republikańsko-demokratycznym i nie zanosi się na to, aby szybko miał nastąpić powrót do normalności. Dlatego dziś, gdy piszę te słowa, na polską rzeczywistość nic nie poradzą pohukiwania, z których wynika, że rzekomo znajdujemy się poza podziałami „lewica — prawica”. Należy stwierdzić jasno, iż mimo pozornej atrakcyjności taka formuła prowadzi do „zmichniczenia” idei zachowawczej, jest rzeczywistą abdykacją z roszczeń do elitarności. Tylko wyraźna postawa „na prawo od nas jest już tylko ściana” pozwala nam na tworzenie jednoznacznych programów i prowadzi nas do dyktatury idei. Sytuowanie konserwatyzmu poza lewicą i prawicą oznacza również niebezpieczne zbliżenie się do propagandy jednego ze środowisk pseudomonarchistycznych.

Jedyną korzyścią z rzekomego konserwatyzmu ponad podziałami może okazać się to, że częściej i szerzej będzie używane szlachetne pojęcie „reakcjonizm”…

Mówiąc najprościej: skrajna prawica to ci, którzy tworzą społeczeństwo zamknięte, ale mają umysły otwarte. I ci, którzy podejmują narodowo-konserwatywną kontrrewolucję w przeświadczeniu, że to, co ludzie zerwali przez rewolucję, również ludzie muszą związać.

Wraz z zaistnieniem trwałego politycznego podziału na prawicę i lewicę, zniknęła też jednolitość cywilizacyjna. Można stwierdzić, że w obrębie określonego terytorium państwowego lub narodowego prawica reprezentuje najwyższą spośród istniejących tam cywilizacyj. Lewica jest zwykle reprezentacją cywilizacyj niższych, dąży do stworzenia mieszanek cywilizacyjnych. Skrajna prawica także dla swojej tożsamości musi bronić cywilizacji łacińskiej (najdoskonalszej z dotychczas zaistniałych), musi bezlitośnie dławić wszelkie działania zmierzające do zdegenerowania tej cywilizacji i kultury polskiej. Jesteśmy skrajni, gdyż zawsze będziemy obnażać antywolnościowe i antynarodowe oblicze lewicy.

Zagadnień cywilizacyjnych nie można oddzielić od kwestyj religijnych. Jak napisałem już wyżej, człowiek skrajnej prawicy jest również katolickim tradycjonalistą. Można nawet stwierdzić, że w porządku myślenia zaangażowanie religijne musi wyprzedzać i motywować zaangażowanie ideowo-polityczne. Dlatego: jestem monarchistą, ponieważ jestem katolikiem…

Dzisiaj historia wydaje się powtarzać i to bynajmniej nie jako farsa… Kiedy przypominamy sobie pierwsze wieki chrześcijaństwa, najpierw wspominamy naszych męczenników, potem myślimy o licznych herezjach, które dziesiątkowały hierarchię kościelną. Czyż dzisiaj pewnym odpowiednikiem chociażby arianizmu nie jest modernizm, ten ściek wszystkich herezyj?! Czyż tradycjonaliści nie są prześladowani przez bluźniercze reżimy, których sztandarem jest wizerunek Bestii, oraz przez apostatów, którzy zwą się katolikami, a nimi nie są, ale są synagogą Szatana?!

Być tradycjonalistą, to znaczy przeciwstawiać się „światu” — domenie Księcia Ciemności. Ten „świat” wysadził w powietrze nasz Kościół. Dzisiaj kłamie, że obecne centrum handlowe ze szkła, stali i betonu jest naszym dawnym Kościołem, którego symbolem była gotycka katedra. Ale między Jedynym, Świętym, Rzymskim i Apostolskim Kościołem a modernistycznym Kościołem montiniańskim istnieje przepaść!

Przeciwstawiać się „światu”… To oznacza także konieczność przeciwstawiania się władzy, jeżeli postępuje wbrew swemu powołaniu, jeżeli zaniedbuje obowiązek tworzenia warunków do życia moralnego. Osobliwością końca XX wieku jest, że to (niektóre) owce troszczą się o swoich pasterzy, inne uzurpują sobie tytuły pasterskie, a jeszcze inne pasterzy chciałyby przepędzić. Zaś dobrych pasterzy można zliczyć na palcach jednej ręki…

Ta opinia dotyczy również duchowieństwa, wśród którego głos zdają się mieć ludzie słabi, idący z „duchem czasu” (a charakter tegoż ducha określają wrogowie Boga), często świadomie wiodący świeckich na bagna apostazji. Dziś, kiedy piszę te słowa, w moim kraju utrzymuje się entuzjazm po wizycie Ojca Świętego Jana Pawła II. Faktem jest, że usłyszeliśmy bardzo wiele rzeczy ważnych: Papież porusza serca, gdy mówi o sprawach znajdujących się na skrzyżowaniu religii i polityki, religii i moralności, religii i ekonomii. Ale zbyt często jest tak, że kiedy Ojciec Święty mówi o zagadnieniach ściśle religijnych i liturgicznych, wtedy — jak trafnie dostrzegł p. Maciej Przebindowski — zachowuje się tak, jakby chciał nas przekonać, iż nie jest Papieżem. Musimy mówić jasno i twardo: pierwszym Namiestnikiem Chrystusa, który po roku 1958 zasłuży na nasz szacunek, będzie odnowiciel Mszy Świętej Trydenckiej, destruktor tragicznego dzieła Soboru Watykańskiego II.

***

Gdy piszę te słowa, moją wspólnotę narodową rozdzierają kolejne konflikty — zwiastuny cywilizacji śmierci i Ery Mroku. Wobec chaosu i kłamstwa prawica jest za karą śmierci dla morderców i za zakazem zabijania dzieci, lewica występuje przeciw karze głównej i domaga się „prawa” do mordowania. Zaś prawicą skrajną okazują się ci, którzy pragną, by gwałtowna śmierć spotkała wszystkich bez wyjątku morderców, a także gwałcicieli (zabójców ludzkiej godności), by obnażone miecze spadły także na karki wszystkich współwinnych aborcji…

(Rozdział książki „Głos skrajny”)

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.