Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Notatki na marginesie starej mapy

Notatki na marginesie starej mapy

Adam Danek

Państwo narodowe – czyli takie, które zamieszkuje w praktyce tylko jeden naród – wydaje się niejednemu z nas czymś istniejącym w sposób oczywisty, czymś wręcz naturalnym. Tymczasem koncepcja państwa (jedno)narodowego jest w historii elementem względnie nowym, nie wspominając o realizacji tej koncepcji, która nastąpiła jeszcze później, a szczególnie późno (bo dopiero w wyniku II wojny światowej) – w Polsce. Przedrozbiorowy okres dziejów naszej Ojczyzny zwyczajowo określa się mianem Rzeczypospolitej Obojga Narodów: nazwą upamiętniającą zawarcie unii polsko-litewskiej jako moment zasadniczej wagi. Częsty błąd rzeczowy, wynikający z projektowania w przeszłość nowoczesnych wyobrażeń, ujawnia się w przekonaniu, iż Rzeczpospolita dzieliła się na Polskę i Litwę, więc każdy z „obojga narodów” miał w obrębie tego osobliwego gmachu własne quasi państewko narodowe. W rzeczywistości nadrzędną całość polityczną stanowiła Rzeczpospolita, czyli Polska, dzieląca się historycznie i prawno-politycznie na Koronę i Litwę.

Aprioryczny pogląd, iż normalne państwo powinno być jednonarodowe rozpropagował na gruncie polskim ruch narodowo-demokratyczny. Za ideał i długofalowy cel swoich dążeń postawił on sobie państwo przywodzące na myśl klocek, ociosany równiutko wzdłuż granic etnicznych (pomijamy kwestię, czy w Polsce kiedykolwiek dało się takie wytyczyć), do którego z zewnątrz mogłyby gładko przylegać odpowiednio oheblowane klocki innych nacji. Tu tkwił podstawowy powód negatywnego stosunku endeków do przedrozbiorowej Rzeczypospolitej (nie zaś np. w wadliwości jej ustroju): stanowiła ona polityczny i kulturowy gmach, mieszczący w sobie nie jeden, a wiele narodów. Abstrahując od faktu, że żaden z owych narodów nie pasował do właściwego endecji pojmowania narodowości na sposób modernistyczny, tzn. masowy, egalitarny i oparty na kryteriach antropologicznych – na gruncie francuskim nazwany nacjonalitaryzmem. Zasadne wydaje się pytanie, czy z takiego właśnie nacjonalitarnego punktu widzenia Rzeczpospolita w ogóle była państwem polskim, czy też bytem z polskim narodem niepowiązanym. „Integralny reakcjonista” Stanisław Cat-Mackiewicz (1896-1966) zwrócił uwagę, iż endecy w swej robocie agitacyjnej posiłkowali się utworami Henryka Sienkiewicza, ale nader selektywnie, tzn. wyłącznie tymi, z których dało się wywieść przesłanie antyniemieckie. Całokształt jego twórczości bynajmniej nie uprawniał do podobnego instrumentalnego posługiwania się nią, ponieważ wydźwięk innych jego książek jest radykalnie przeciwstawny endeckiej wizji świata. W pierwszej kolejności, jak wskazuje Cat, dotyczy to dzieła najbardziej pomnikowego w całej spuściźnie pisarza: „Największa rzecz Sienkiewicza ‘Trylogia’, dzieło, które właśnie spopularyzowało i zawlokło pod strzechy szlachecką oryginalność Polski i przez to właśnie było dziełem wielkim, nie miała nic wspólnego z nowoczesnymi konstrukcjami Dmowskiego. W ‘Trylogii’ Polska nie była bynajmniej narodowościowo, etnicznie jednolita – akcja toczy się cały czas na kresach wśród Kozaków, Tatarów, Ormian, na dzikich polach i szerokich stepach. Polska sienkiewiczowska, to polskie imperium różnonarodowościowe; to raczej barwna koronacja króla angielskiego z obrzędami szkockimi i turbanami radżów hinduskich, niż jednolity narodowo zlot gimnastycznej organizacji ‘Sokół’ w Pradze czeskiej. Sienkiewicz nie był nacjonalistą polskim w tym pojęciu, które się zrodziło z narodowościowej polityki Napoleona III, a uzyskało swój zenit w tezach Prezydenta Wilsona w okresie wersalskim, Sienkiewicz był raczej imperialistą polskim. Jego Polska musiała mieć obok biskupów katolickich – biskupów unickich i prawosławnych, miała mułłów i Ormian obok Mazurów, Żmudzinów i Kozaków”.

Kwestii, w których endecja postulowała oderwanie od przeszłości było zresztą więcej – na początku XX wieku program tego ruchu cechował się daleko idącym konstruktywizmem politycznym, zwłaszcza w pojmowaniu narodu. Konstruktywizm ów wyraźnie widać w jego poglądach na związki między narodowością, państwowością i przestrzenią. Narodowi demokraci wzywali do odrzucenia wypływającego z historii imperatywu odtworzenia związku krajów Rzeczypospolitej, mimo rozbiorów połączonych słabnącymi pod obcą przemocą, lecz wciąż żywymi więzami tradycji. Przeciwstawiali mu ahistoryczny program budowy państewka o ciasno, etnicznie zakreślonych granicach. Pierwsze ochrzczono potem ideą jagiellońską i kojarzono z geopolitycznym wektorem wschodnim, drugie ochrzczono ideą piastowską i kojarzono z geopolitycznym wektorem zachodnim (przy czym obie te nazwy są w stosunku do dziejów mocno umowne).

W polemice z polskim dziedzictwem imperialnym endecy mogli się podpierać sformułowaną jeszcze w dziewiętnastowiecznej historiografii teorią „zgubnej przestrzeni”, głoszącą, iż przez ekspansję na tereny wschodnie państwo polskie rozproszyło swe siły na zbyt wielkim obszarze, co przywiodło je do stanu wewnętrznego i zewnętrznego osłabienia. Zwrot na wschód miał w oczach endeków skutkować niepotrzebnym odwróceniem uwagi od Śląska oraz konfliktem z Moskwą – winami niewybaczalnymi z punktu widzenia stronnictwa antyniemieckiego i prorosyjskiego. Zasadność takiego stawiania sprawy podważał m.in. konserwatywny historyk prof. Stanisław Kutrzeba (1876-1946). W pracy „Charakter i wartość unii polsko-litewskiej” (1932) pisał: „Oto najważniejszy jakoby ujemny skutek tego związku, jak go nieraz formułują: przez związek z Litwą weszła Polska w przeciwstawienie do Moskwy, później Rosji, musiała staczać cały szereg walk z nią, zużywała w tym dużo sił, zaniedbywała – mówią – granice zachodnie. Ekspansja ku wschodowi – twierdzą, sprawiła, że Polska zaniedbała ekspansję na Zachód – odzyskanie Śląska. Nie ulega wątpliwości, iż wojny z Moskwą bardzo obciążały Polskę. Ale gdyby Polska nie była związała się z Litwą, czy położenie jej nie byłoby gorsze? Gdyby Litwa nie była się w stanie oprzeć naciskowi Moskwy, tak silnemu od końca XV w., gdyby była uległa, co wydaje się prawdopodobne, czyż Polska nie musiałaby bronić swoich granic zamiast nad Dnieprem i Dźwiną – nad Bugiem i Wisłą? I to jako państwo słabsze o siły litewskie, z mniejszą szansą powodzenia. Litwa – to było buforowe terytorium, przedpole dla Polski w tych walkach. Granica zachodnia Polski od XIV wieku nie uległa zmianie, poza włączeniem kilku skrawków śląskich; czy można twierdzić, że Polska, która była pokojowo usposobiona, byłaby podjęła ciężką walkę o Śląsk i to Polska znacznie słabsza, tylko w granicach Korony zamknięta? Zdaje się, że trudno tę hipotezę jakoś silniej postawić”.

Niewiele zabiegów obnaża nędzę myśli tak, jak próby dopasowania historii do własnej bieżącej polityki. Swoją drogą, czy to nie zdumiewające, że w oczach zarówno zwolenników, jak i przeciwników za bastion tradycyjnego patriotyzmu uchodzi ruch, który przez długi czas pojęcie narodu PRZECIWSTAWIAŁ pojęciom tradycji i Ojczyzny?

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.