Jesteś tutaj: Publicystyka » Łukasz Kobeszko » Odrodzenie religijne i państwo wyznaniowe

Odrodzenie religijne i państwo wyznaniowe. Polemika z artykułem prof. dr. hab. Macieja Giertycha

Łukasz Kobeszko

„Opoka w Kraju” zamieściła niedawno artykuł prof. dra hab. Macieja Giertycha pt. „Czas ma kontr-liberalizm”. Wśród wielu celnych konstatacji i obserwacji socjologicznych, zawiera on jednak pewne daleko idące uproszczenia, które raczej zaciemniają niż wyjaśniają ogólnie pozytywne i słuszne przesłanie Autora.

Żeby więc na samym początku panowała pewność — zgadzam się w całej rozciągłości z główną tezą Autora, że Polska winna być państwem, którego wszystkie dziedziny życia publicznego, społecznego i gospodarczego opierać się winny na nauce Kościoła Katolickiego. Oczywiście — „Wielka Polska Katolicka” powinna być ideałem, do którego dążą działacze szeroko pojętego ruchu narodowego, a nie tylko hasłem wykrzykiwanym od czasu do czasu na demonstracjach. Taki też wniosek stawia Autor pod koniec artykułu pisząc: „Ufam, że powróci czas katolickiego państwa wyznaniowego, jak w średniowieczu”.

Ten końcowy wniosek jest uzasadniony jednak w artykule bardzo dziwnymi i wręcz zaskakującymi analogiami. Autor bowiem usiłuje zestawić na jednej płaszczyźnie falę odrodzenia islamu, jaka nastąpiła zwłaszcza pod koniec siódmej dekady XX w. w świecie arabskim za sprawa rewolucji ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego w Iranie, skłanianie się wielu Żydów do ortodoksyjnego judaizmu w Izraelu, powrotu fundamentalistycznego hinduizmu w Indiach za sprawą rządów partii Bharatiya Janata w ostatnich latach i pożądany przez siebie (i piszącego te słowa również), ale co widać jasno między wierszami artykułu, na razie nie spełniający się powrót Polski i Europy do cywilizacji katolickiej.

Czy można jednak zestawiać na jednym poziome rzeczy zupełnie do siebie nie przystające, a co więcej, mające kompletnie inne cele swojego działania? Czy słusznym jest katolikom stawiać za wzór muzułmanów, żydów i hinduistów?

Wierzymy, że Kościół Katolicki, którego jesteśmy członkami, jest Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski. Jeden — dlatego też tylko dzięki jego istnieniu, ludzie mogą osiągnąć wieczne zbawienie. „Nulla salum extra ecclesiam” — „Nie ma zbawienia poza Kościołem” mówił już w starożytności św. Cyprian. Oczywiście nie znaczy to, że wychowani w innych kulturach czy religiach i ci, którzy nie poznali naszej wiary, nie mogą zostać zbawieni. Dziać się to jednak będzie wyłącznie przez Święty Kościół, który sam tylko ma możliwości zbawiania ludzi, której nie ma przecież ani islam, ani judaizm, ani hinduizm, jako religie wymyślone przez ludzi. Wyznawcy tych religii są również wezwani do uczestnictwa w Powszechnym, czyli katolickim Kościele, obejmującym bez wyjątku wszystkich ludzi. Tak więc zawsze obowiązkiem Kościoła była działalność misyjna w celu nawróceniu innowierców do prawdziwej wiary i jej obrona, gdy była ona przez nich zagrożona — tak właśnie było w średniowieczu, do którego słusznie Autor nawiązuje.

Musimy jednak pamiętać, że wzrost fundamentalizmów innych religii w efekcie jest zawsze bardzo groźnym faktem dla katolików. Fundamentaliści, czy to par excellence w islamie i judaizmie, a także w walczących odłamach hinduizmu, głoszą bowiem, że to ich religia jest jedyna prawdziwą, a katolicyzm to jeden z produktów zdemoralizowanej cywilizacji Zachodu. Autor zresztą słusznie to dostrzega, pisząc np. „Wojna religijna należy do islamskich tradycji, a nie naszych” i odcina się od wymienionych przez siebie prześladowań religijnych, prowadzonych przez muzułmańskich fundamentalistów w Sudanie czy hinduistów w Indiach (ostatnio szczególnie głośnych), ale trzeba przyznać, że brzmi to nieco nielogicznie ze słowami napisanymi przez Niego wcześniej: „Od tego czasu (rewolucji Chomeiniego — przyp. Ł. K.) obserwujemy, że na świecie coraz więcej krajów muzułmańskich powraca do szariatu. Muzułmanie wracają do modelu państwa wyznaniowego. Kontr-liberalizm jest w świecie muzułmańskim w natarciu. Łączy się ze wzrostem moralności, z dbaniem o przyzwoitość ubioru, z publicznym manifestowaniem religijności, z przestrzeganiem postów (Ramadan) itd. Łączy się też z prześladowaniem innych wyznań, z karalnością przechodzenia na inne wyznania, z surowym karaniem łamania przepisów szariatu itd.”.

W innym z kolei fragmencie Autor pisze: „W połowie lat siedemdziesiątych amerykański magazyn Time na swej okładce ogłosił 'śmierć Boga'. Rewolucja Chomeiniego była więc szokiem dla świata. Okazało się, że Bóg żyje!”. Widać tu więc pewną, może podświadomą fascynację Autora fundamentalizmem, który uważa za odrodzenie sfery sacrum. Jednak trzeba pamiętać, że Allah islamu i Bóg w Trójcy Świętej Jedyny nie są pojęciami tożsamymi. Islam odrzuca boskość Chrystusa, jego zmartwychwstanie, a także Ducha Świętego, w jakiego wierzymy w Kościele. Niektórzy muzułmanie uważają wręcz, że wiara katolików w Trójcę Świętą to politeizm. Stąd nie można w taki prosty sposób przeprowadzać analogii między Allahem a Panem Bogiem.

Oczywiście, zgadzam się, że powrót do islamu, judaizmu czy hinduizmu, szczególnie wśród młodzieży, jest interesującym fenomenem socjologiczno-psychologicznym. Tak samo, jak zainteresowanie młodych katolików tradycyjną, nie skażoną postępowymi i liberalnymi nowinkami nauką Kościoła. Pierwsze z takich zjawisk można obserwować np. w Turcji czy Indiach, gdzie młodzi ludzi wychowani w laickim państwie i takich też rodzinach, powracają do swoich korzeni religijnych. Drugie możemy obserwować wśród wielu młodych ludzi w Polsce i Europie (do których sam zalicza się piszący te słowa). Fenomen taki od strony socjologicznej opisywał m. in. Samuel Huntington w „Zderzeniach cywilizacji”.

Czym innym jest jednak sama forma, czym innym ważniejsza od niej treść. Tylko i wyłącznie od strony formy może interesować katolików odrodzenie religijne w islamie czy hinduizmie — i to raczej powinno nas interesować w kontekście czujności i obrony naszej własnej wiary i cywilizacji. Muzułmanie mówią bowiem: „Ludzie z którymi walczy islam można podzielić na kilka grup: (…) — Ludzie Księgi, to znaczy wyznawcy judaizmu, chrześcijaństwa i zaratusztrianie. (…) Nie mogą prowadzić propagandy antyislamskiej, wspomagać wrogów islamu i przedsiębrać jakichkolwiek działań na szkodę muzułmanów.” (prof. S. M. H. Tabatabai, Zarys nauk islamu, tł. M. Lang, Warszawa 1997, s. 132, rozdz. Święta wojna w islamie).

Szeroko znane jest też wszystkim antykatolickie nastawienie judaistycznego Talmudu.

Autor pisze też o powrocie moralności do krajów islamskich. Można jeszcze dodać takie pozytywne i bardzo istotne działania, jak zdecydowany zakaz zabijania nienarodzonych w tych krajach czy wspólne z katolikami głosowania na rożnych międzynarodowych konferencjach o problemach rodziny. Nie zapominajmy jednak, że to co proponuje islam w kwestii rodziny — wielożeństwo (ograniczane obecnie ze względów tylko ekonomicznych) i instrumentalne traktowanie kobiet jest zupełnie niezgodne z nauka katolicką i po prostu niemoralne.

Przejdźmy teraz jeszcze do kilku zagadnień ze sfery polityki. Autor wyraźnie z pogardą opisuje w swoim artykule laicki Iran szacha Rezy Pahlaviego, Indie za czasów rządów rodu Nehru czy Państwo Izrael, fascynują go za to ich fundamentalistyczne przeciwieństwa, za którymi między wierszami się opowiada. Pisze m. in. „W roku 1962 szach Iranu (…) ogłosił program gruntownej modernizacji kraju pod nazwą 'Białej Rewolucji'. Szach, człowiek nowoczesny, bardzo europejski, (…) wprowadzał swój kraj do rodziny krajów 'nowoczesnych', czyli laickich. Korzystając z nadmiaru petrodolarów przeprowadzał wielkie inwestycje, podnosił poziom życia, oświatę, otwierał kraj na świat”.

O Indiach z kolei: „Tam za rządów partii kongresowej Jawaharlala Nehru, jego córki Indiry Gandhi i jej synów przenikały liberalne wpływy zachodu. Kraj, w oparciu o absolwentów angielskich uczelni, 'unowocześniał się'. Był rozwój gospodarczy, ale i aborcja, przymusowa sterylizacja itd.”.

Niewątpliwie za rządów szacha czy rodziny Nehru miały miejsce działania karygodne i nawet zbrodnicze, ale nikt nie może zaprzeczyć, że obiektywnie, działania szacha i rodziny Nehru dokonały ogromnego postępu społecznego i umocniły państwowość Iranu i Indii, zmniejszając analfabetyzm, podnosząc opiekę zdrowotną i czyniąc ze swoich krajów prawdziwe mocarstwa — szczególnie w kastowych i zacofanych Indiach.

Co jednak najważniejsze dla katolików, w krajach tych, gdzie stanowili oni mniejszość, laicki system polityczny był rękojmią swobody praktykowania swojej wiary i w zasadzie sprawnie (zawsze znajdą się wyjątki) tłumił w zarodku antykatolickie wystąpienia islamskich czy hinduistycznych fundamentalistów, jednocząc obywateli danego państwa pod sztandarem ideologii propaństwowej (podobnie też było i jest np. w Syrii). Niestety, dzisiaj, za rządów fundamentalistów w Indiach coraz częściej słyszymy o mordowaniu zakonnic i paleniu kościołów, nie mówiąc już oczywiście o prawnej dyskryminacji nie-muzułmanów w Iranie. Do dzisiaj większość katolików w Indiach głosuje więc na laicką Partię Kongresową. Tak to jest, gdy jest się mniejszością. Niestety, Autor mimo zauważenia w swoich rozważaniach dyskryminacji przez fundamentalistów wyznawców innych religii, nie wyciąga z tego faktu żadnych wniosków. Stare przysłowie mówi — „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i Autor, mimo fascynacji odrodzeniem islamu czy hinduizmu, na pewno nie chciałby się znaleźć jako katolik w miejscach, gdzie owe odrodzenie następuje.

Tak więc w zestawieniu z sytuacją islamu czy judaizmu Autor stwierdza: „Czas na katolickie państwo wyznaniowe”. Doceniając dobre intencje tych słów, należy jednak stwierdzić, że tak jak na gruncie teologii, tak i na gruncie filozofii państwa i prawa przeprowadzanie analogii między religiami semickimi i azjatyckimi a katolicyzmem jest błędne. Kościół katolicki nie używał bowiem nigdy pojęcia „państwo wyznaniowe” — z prostej przyczyny. Wiara Katolicka nie jest bowiem jak judaizm czy islam zespołem wierzeń i jednocześnie systemem prawnym, regulującym każdy najdrobniejszy szczegół życia świeckiego, nie znającym faktycznie rozgraniczenia miedzy sferą sacrum i profanum. Księża katoliccy nie są przecież prawnikami, tak jak rabini czy mułłowie, którzy zajmują się rozwiązywaniem casusów prawnych i poradami dla wiernych, jak ci maja prowadzić na przykład działalność zawodową. Księża sprawują sakramenty święte — widzialne znaki obecności Boga. Sfera doczesna bowiem — polityka, gospodarka, nauka, jest obszarem pewnej autonomii człowieka — Kościół nie utożsamia się ani z żadną gałęzią wiedzy ani ideologią, daje jedynie ogólne wskazówki, jak te wszystkie aspekty rzeczywistości mają istnieć zgodnie z Bożym porządkiem świata nie sprzeciwiając się, a harmonijnie służąc swemu Stwórcy. Kościół nie zajmuje się problemem, ile kroków należy zrobić w szabas czy też czy modlić się przed myciem zębów czy po nim.

Stąd też, w przeciwieństwie do islamu i judaizmu, Kościół z znakomity sposób zaadoptował wszystkie nie sprzeciwiające się katolicyzmowi elementy pogańskiego sytemu prawa rzymskiego czy pogańskiej filozofii greckiej, tworząc cywilizację łacińską. Judaizm i islam natomiast, to gigantyczne systemy prawne, zbudowane na Torze i Koranie.

Stąd też nawet w średniowieczu, dobie katolickiego Świętego Cesarstwa Rzymskiego i europejskiej jedności, zwanej christianitas, nie było mowy o „państwie wyznaniowym”. Cesarz i królowie byli po prostu „Bożymi pomazańcami”, którzy swoją koronę i insygnia składali prawdziwemu Królowi nad Króle — Chrystusowi. Byli królowie — święci — ale nie byli ci królowie jednocześnie kapłanami czy duchownymi. Byli katoliccy prezydenci i państwa katolickie (np. Gabriel Garcia Moreno w Ekwadorze w XIX w. czy też korporacyjna Portugalia Antoniego Salazara). W sferze stosunków państwo — Kościół istniała zawsze harmonijna autonomia, za nic jednak nie przypominająca dzisiejszego liberalnego i w istocie ateistycznego „rozdziału Kościoła od państwa”. Stąd też zbitka „katolickie państwo wyznaniowe” jest pozbawiona większego sensu — dlatego też o państwach wyznaniowych mówimy raczej w kontekście krajów islamskich, bądź też w luterańskiej Skandynawii, gdzie istnieją kościoły państwowe. W krajach cywilizacji łacińskiej mamy do czynienia po prostu z państwami katolickimi (niestety już nie dzisiaj).

Wartości przestrzegane w państwie katolickim, jak zakaz zabijania nienarodzonych i śmiertelnie chorych, zakaz publicznej demoralizacji, rozwodów itp. są jak najbardziej wartościami obowiązującymi wszystkich ludzi jako odbicie Boskiego — „lex aeterna”, dzięki któremu Bóg sprawuje swe rządu nad światem. Przecież gdyby istniała religia pochwalająca aborcję, nikt o zdrowych zmysłach nie miał by do niej szacunku.

Kościół zawsze tez wierzył, że nie wszystko w kwestii odrodzenia religijnego może zdziałać państwo, będące li tylko rzeczywistością doczesną. Wspaniale to ujął Roman Dmowski: „W zakresie obrony podstaw życia religijnego, jedne rzeczy może i musi robić państwo; te zaś, których państwo robić nie może i w których ingerencja państwa jest niepożądana, musi robić społeczeństwo. Tym zaś większy obowiązek ciąży na społeczeństwie, im państwo w danym zakresie gorzej spełnia swe zadania.” (Kościół, Naród i Państwo, Warszawa 1993, s. 32).

Ponowna odbudowa państw katolickich nie zależy tylko od takich czy innych działań ludzi czy polityków. Potrzebne jest jeszcze wsparcie hierarchów Kościoła, o które dzisiaj coraz trudniej, a także po prostu zwykłej wiary we wszechmoc Boga. Sprawy tej nie załatwi jakiś „polski Chomeini” — mogą ją załatwić polscy święci. Każdy czytał chyba ich żywoty u np. Feliksa Konecznego.

Zacytujmy jeszcze Dmowskiego: „Polityka jest rzeczą ziemską i punkt widzenia polityczny jest ziemski, doczesny. Ale i z tego punktu widzenia religia w życiu narodów jest najwyższym dobrem, które dla żadnego celu nie może być poświęcone.” (tamże, s. 37).

Tak więc, podzielając z Autorem wiarę w Boska Opatrzność i powrót państw katolickich, pozwoliłem sobie zwrócić uwagę na kilka jego uproszczeń i niezbyt fortunnych sformułowań. W dobie bowiem zapaści semantycznej i powszechnego braku szacunku dla słowa niezmiernie ważna jest precyzja pojęć i pewność celów, do których zmierzamy. A jest nim bez wątpienia ostatnie słowa Ślubów Jasnogórskich — „aby Polska była rzeczywistym Królestwem Syna Bożego”.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.