Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Po Marszu

Po Marszu

Adam Tomasz Witczak

Ulice w ogniu, płoną sztandary
To czas rewolucji, są pierwsze ofiary
Pięści przeciw czołgom, w bramach barykady
Godzina policyjna, kolejne ofiary

(The Bill – „Czas Rewolucji”)

Od pamiętnego Marszu Niepodległości w Warszawie minęło już trochę czasu, kurz powoli opadł, można więc pokusić się o spokojną refleksję nad sensem tych wydarzeń. Niewątpliwie było to jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w Polsce na przestrzeni ostatnich kilku lat. Warszawa dawno nie widziała tak dużej manifestacji, a i zamieszki na taką skalę nie są zjawiskiem częstym. Liczba artykułów, komentarzy i wypowiedzi rozmaitych publicystów, którzy postanowili zabrać głos w sprawie Marszu, potwierdza wyraźnie, że tegoroczne Święto Niepodległości dla wielu było wstrząsem. Mam tu na myśli zarówno przedstawicieli lewicy, jak i prawicy. Ci pierwsi byli z pewnością zaskoczeni faktem, że z inicjatywy dwóch „marginalnych” organizacji narodowych (ONR i Młodzieży Wszechpolskiej) ulicami stolicy przeszło… 15, 20, a może i 30 tysięcy ludzi – w tym wielu konserwatywnych liberałów, centroprawicowców, głównonurtowych publicystów i historyków, wielu ludzi „normalnych”, nie będących ani aktywnymi działaczami, ani tym bardziej członkami młodzieżowych subkultur. Nie milkną więc na lewicy głosy oburzenia, którym towarzyszy sprowadzanie całego fenomenu Marszu tylko do burd na placu Konstytucji (w których uczestniczyło raptem kilkadziesiąt lub kilkaset osób, głównie kibiców piłkarskich). Bagatelizowane są przy tym ekscesy bojówek lewackich, przedstawiane li tylko jako uprawniona samoobrona, wyolbrzymiona zresztą przez media i policję.

Na prawicy zdania na temat Marszu są podzielone. W środowisku trwa spór o to, czy pochód był porażką, czy sukcesem. Publicyści tacy jak Tomasz Terlikowski i Piotr Semka, ale też (wywodzący się przecież z zupełnie innej „bajki”) Adam Wielomski i Jan Engelgard podkreślali, że Marsz zniszczył (rzekomo) wizerunek prawicy i ruchu narodowego. Miałaby to być medialna katastrofa i zmarnowanie potencjału narodowo-konserwatywnego w ulicznych zamieszkach. Terlikowski zadeklarował, że na następnym Marszu się nie pojawi, zaś Semka sugerował, by za rok za organizację wzięła się „prawica mainstreamowa”. Cóż, na pewno byłby to bardzo sympatyczny, niegroźny piknik, pełen haseł tyleż oczywistych, co i ogólnikowych… Problem w tym, że głosy tych autorów nie są jedynymi, nie stanowią nawet większości. W środowiskach prawicowych słychać też nieskrywane zadowolenie z faktu, że Marsz się odbył, że przeszedł i przede wszystkim – że przyciągnął aż tylu uczestników. Marszu bronili m.in. Rafał Ziemkiewicz, Jan Żaryn czy Artur Zawisza, ale także wielu „szarych ludzi” na forach internetowych i w komentarzach pod artykułami publicystów.

Z jednej strony wojsko i głupie rozkazy
Z drugiej mali ludzie z orłem na sztandarze
Honor, Bóg, Ojczyzna — wolności my chcemy
Jeszcze nie zginęła póki my żyjemy

(The Bill – „Czas rewolucji”)

Byłem na miejscu, widziałem sytuację z bliska. Widziałem tych 15 albo i 30 tysięcy ludzi, idących całkiem spokojnie pod pomnik Romana Dmowskiego. Na tym tle grupka osób dokazujących na placu Konstytucji to margines – a i tak okolicznością łagodzącą jest (w ocenie wielu świadków) prowokacyjne zachowanie policji.

Co byśmy nie sądzili o ONR, Młodzieży Wszechpolskiej, Marszu Niepodległości, Kolorowej Niepodległej czy bojówkach Antify, jedno jest istotne – cała afera związana z tegorocznym Świętem Niepodległości to kolejny krok w zbożnym dziele odkrywania kart i oczyszczania atmosfery przez przeciwne strony politycznej barykady. Nie przesadzę, jeśli powiem, że 11 listopada na ulicach Warszawy (i po części także Wrocławia) wystąpiły przeciw sobie dwie Polski. Dwie Polski, które po prostu są sobie wrogie i nie ma powodu, by to ukrywać, jakkolwiek dla niektórych może być to przykre stwierdzenie. Błogostan wzajemnych zapewnień o szacunku i akceptacji ma do siebie to, że jest słodki i ciepły, ale na dłuższą metę trwać nie może, bo zwaśnione strony dążą do konfrontacji. Można odnieść wrażenie, że szeroko pojęta prawica ma już dość bycia spychaną do „ciemnogrodu” i przyjmowania języka demokratyczno-liberalnego – zaś szeroko pojętą lewicę irytuje konieczność kompromisów z „klerem” i „narodowymi tradycjami”.

Abstrahując nawet od mojego stanowiska w tym sporze światopoglądowym — po prostu cieszy mnie, że pojęcia powoli się wyostrzają. Kubeł zimnej wody wylany na głowę i powiew mroźnego powietrza to rzecz pożyteczna, nawet jeśli wyrywa z przyjemnego marazmu. A co przyniesie przyszłość? Drugą Grecję? Zobaczymy. Pocieszeniem niech będzie fakt, że życie w „ciekawych czasach” pozwala przynajmniej na skrzętne zbieranie kombatanckich doświadczeń, o których będzie można kiedyś opowiadać wnukom i prawnukom.

Przy tym wszystkim nie należy jednak przesadnie egzaltować się siłą tkwiącą w ulicznych ruchach protestu (prawicowych i lewicowych). Trzeba pamiętać, że każdy taki ruch, nawet jeśli u podstaw jest rzeczywiście „oddolny” i szczery, to w pewnym momencie może zostać zmanipulowany i wykorzystany przez te czy inne grupy wpływu. Niejedna rewolucja okazała się oszustwem. Dlatego nie omieszkam przytoczyć także trzeciej zwrotki piosenki, którą ubarwiłem niniejsze rozważania:

Ucichły glosy walki, składają broń przegrani
Zwycięzcy chcą władzy, oni będą sami
Tysiące okłamanych walczyć nie przestało
Nadejdzie taki dzień — oni znów powstaną

(The Bill – „Czas rewolucji”)

Marsz Niepodległości 2011

Marsz Niepodległości 2011

Marsz Niepodległości 2011

Marsz Niepodległości 2011

zdjęcia: Jerzy Dąbrowski

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.