Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Po rewolucji… czas uzurpatorów

Po rewolucji… czas uzurpatorów

Adrian Nikiel

Xiążka p. Piotra Napierały, doktoranta w Instytucie Historii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, jest równocześnie interesująca i irytująca. Interesująca, gdyż prezentuje mniej znany polskim czytelnikom okres historii Wysp Brytyjskich i kładzie przy tym nacisk na polityczną biografię męża stanu tak znaczącego, iż okrzykniętego pierwszym (jeszcze nieformalnym) premierem nowego państwa zaistniałego w konsekwencji drugiej rewolucji antyangielskiej. Atutem xiążki są niewątpliwie obszerne tłumaczenia osiemnastowiecznych dokumentów źródłowych. Autor udanie przełamał barierę powszechnej wiedzy i świadomości, którą można by wyrazić słowami: Thatcher, Churchill i długo, długo nic…

Gorzej natomiast, że p. Napierała w swojej publikacji przyjmuje wigowski punkt widzenia i wydaje się nie rozumieć (lub tylko: nie uwzględniać) motywacyj obrońców prawowitej dynastii. Problem pojawia się już na poziomie przyjętego słownictwa, albowiem kolejni protestanccy uzurpatorzy konsekwentnie nazywani są „królami”, natomiast prawowici władcy zasłużyli w oczach Autora tylko na miano „pretendentów” (np. str. 40). W tym miejscu pozwolę sobie przywołać słowa obecnego króla Francji Ludwika XX, który w odpowiedzi na pytanie, czy pretenduje do tronu, stwierdził: „Nie pretenduję do tronu, ja jestem (królem — przyp. A.N.)”. Niestety, obawiam się, p. Napierała uległ oświeceniowemu przesądowi, że Prawo Boże zostało zastąpione Prawem Pięści. Dlatego też traktuje brytyjskich legitymistów – jakobitów, jak jedną z wielu frakcyj politycznych, może wręcz „wywrotowców”, a nie jak obrońców transcendentnego, wiecznego Ładu. Efektem jest spłycenie xiążki w warstwie interpretacji, a to z kolei nie ułatwia zrozumienia znaczenia wydarzeń, których Robert Walpole był uczestnikiem lub świadkiem. Kwestię właściwego nazewnictwa uważam za istotną, gdyż od niej zależy rzetelność dyskursu naukowego. Ma też ogólniejsze konsekwencje: już Józef Szujski zauważył, że fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki…

Stronnicy władzy ludowej rozumieli, że stali się nową elitą wyłącznie dzięki zdradzie i rewolucji. Wiedział o tym doskonale także Walpole, którego przodkowie zaliczali się do „kawalerów”, czyli aktywnie wspierających Restaurację Stuartów po tyranii cromwellowskiej. Rewolucja 1688 r. miała swoje źródło nieczystości w herezji i nienawiści do Świętej Wiary Katolickiej. Wrogość do Chrystusa i Jego ziemskich namiestników nie była bynajmniej jakimś jednorazowym wybrykiem, rewolucyjnym paroxyzmem, czymś odosobnionym, lecz została potwierdzona kolejnym rebelianckim aktem parlamentu (1707 r.), na mocy którego odsunięto od dziedziczenia Tronu katolików i małżonków katolików.

Pan Napierała akcentuje „prokatolickość” króla Jakuba II (VII – w Szkocji), który zamiast trzech koron ziemskich wybrał wierność Chrystusowi Królowi. Co to znaczy? Czego należałoby oczekiwać od głęboko wierzącego katolika? Pozostawię to pytanie jako retoryczne, szczególnie, gdy nie jest żadną tajemnicą, iż Jakub II (VII) wydał dwie deklaracje tolerancji religijnej, nie zamierzał prześladować swoich protestanckich poddanych, nie odsuwał ich od stanowisk dworskich i rządowych, a z kolei jego syn i następca Jakub III (VIII) podkreślał, że prawa Kościoła anglikańskiego zostaną zachowane. Autor przytacza odpowiedni cytat wraz z textem oryginału, więc nie ma mowy o żadnych wątpliwościach (str. 66).

Jest zapewne banalną prawda, że ten, kto podnosi rękę przeciwko Bogu, tym śmielej uderzy króla. Uzurpatorzy hanowerscy wyznaczyli nawet nagrodę pieniężną za głowę monarchy. Na szczęście krew Stuartów nie została po raz trzeci przelana, lecz rodzina królewska musiała przemierzać Europę, przyjmując gościnę dworów, gościnę trwającą do momentu, gdy władcy w imię źle pojętego realizmu ulegali naciskom brytyjskim. Oparciem dla wygnańców stała się Stolica Apostolska.

Postępowanie króla Francji Ludwika XIV, który w Traktacie w Utrechcie uznał za królową xiężniczkę Annę, protestancką siostrę przyrodnią Jakuba III (VIII), a w konsekwencji zmusił prawowitego króla do kolejnej emigracji, każe rozważyć, czy w tym nie leży praprzyczyna, dla której możliwą stała się rewolucja antyfrancuska i wszystkie kolejne uzurpacje. Jeżeli król Francji zakwestionował zasady legitymizmu w odniesieniu do osoby, którą przez wiele lat wspierał, cóż mogło powstrzymać rebeliancki motłoch przed zakwestionowaniem władzy jego następców? Jeżeli kartka papieru okazała się ważniejsza niż prawa fundamentalne, prawem mogło stać się dosłownie wszystko. Uzurpatorzy hanowerscy mieli zresztą świadomość, że ich władza jest ontologicznym zerem, gdyż nie pochodzi od Boga, lecz tylko z łaski parlamentu, nie ma sankcji nadprzyrodzonej, dlatego też odstąpili od tradycyjnej ceremonii leczenia skrofułów królewskim dotykiem (str. 80). Leczenie dotykiem praktykowali kolejni Stuartowie.

Jeżeli zarzucam p. Napierale zbyt małe uwrażliwienie (bo chyba nie można mówić o zbyt małej wiedzy?) na kwestię legitymizmu, czynię to, bo dostrzegam tę tendencję także we wzmiankach odnoszących się do kwestii sukcesji tronu we Francji rozważanej na wypadek ewentualnego zgonu młodego Ludwika XV. Jak wiadomo, spekulacje okazały się bezprzedmiotowe i historia potoczyła się inaczej, ale jeżeli dziś królem Francji jest z kolei Ludwik XX, jest on królem na mocy tego samego prawa, które wyniosłoby na tron Francji hiszpańskiego Filipa V jako reprezentanta średniej linii Burbonów. Wszelkie roszczenia xiążąt Orleańskich są fikcją. Autor nie poświęcił też uwagi problemowi niszczenia w duchu Oświecenia fundamentów ustroju królestw hiszpańskich, choć wspomina o takich działaniach (str. 56).

Mimo że Autor wydaje się ulegać urokowi historyków o proweniencji wigowskiej, warto przeczytać jego xiążkę. Umiejętnie łączy wymogi biografii z historią polityczną Wysp Brytyjskich. Jest to jedna z tych interesujących prac, do których wystarczy zastosować prawicowy „aparat krytyczny”, aby mieć z nich dobry użytek. Dlatego też – posłużę się paradoxem – może znaleźć się na półce każdego czytelnika, który będzie miał orientację, czego w tej publikacji nie ma… Pozostaję z nadzieją, że może w kolejnych wydaniach wciąż jeszcze młody wiekiem Autor zdecyduje się wprowadzić niezbędne zmiany i uzupełnienia. Przydałby się index osobowy. [Przy okazji drobna uwaga: dissenters ze str. 26 to po prostu dysydenci.]

Walorem xiążki jest także to, że p. Napierała prezentuje w niej wojnę jako przedłużenie polityki gabinetowej. Dla nas, pokolenia, które zna przede wszystkim wojny totalne, dla którego wojna to synonim zagłady, może to być wręcz szokujące, iż w czasach tak dziś potępianego absolutyzmu walka służyła osiągnięciu konkretnych celów, a nie ideologicznemu zniszczeniu wroga. Przeciwnik z dnia na dzień mógł stać się sojusznikiem – i na odwrót (por. str. 110).

Na koniec wspomnę o pewnym znaku czasu, jakim wydaje mi się oparcie wyboru prawie całej ikonografii na zasobach Wikipedii. Jeszcze niedawno największy dziennik w Polsce podkreślał, że internetową encyklopedię może redagować każdy, zatem – w domyśle – jest ona niewiarygodna, ale już widać zmianę podejścia, naukowcy traktują Wikipedię coraz poważniej.

Piotr Napierała, Sir Robert Walpole (1676-1745). Twórca brytyjskiej potęgi, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2008, str. 214. www.press.amu.edu.pl

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.