Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Pod żelaznym berłem

Pod żelaznym berłem

Adrian Nikiel

Ale jednak najmniej okrucieństwa było przez krótki czas w pewnej części świata zachodniego — to znaczy w dziewiętnastym wieku, w cesarstwie Habsburgów, za panowania Franciszka Józefa. Także ludzie poddani władzy byli wówczas bardziej ulegli. Z góry przyjmowali, że władza, której podlegają, jest najłagodniejsza. Obie strony potrafiły ustalić przez dość długi okres jakąś równowagę.

Zygmunt Kubiak, wywiad Ucieczka w antyk, „Życie” (14 września 2000 r.)

Po zamknięciu tej bardzo ciekawej xiążki jeden generalny wniosek wydaje się nieodparty: w nieznającej litości grze politycznej przegrany staje się tyranem bez względu na to, jak rządził, a nawet — czy w ogóle sprawował realną władzę, czy też dopiero do niej dążył. Oskarżenie o tyranię — oderwane od swojego klasycznego sensu — często okazuje się zabiegiem, który współcześnie określilibyśmy mianem „czarnego piaru”, zabiegiem stosowanym przez wszystkie strony politycznego konfliktu1.

Drugi wniosek, znów natury ogólnej, to konstatacja, że rewolucja protestancka okazała się największym nieszczęściem Europy, źródłem wszystkich późniejszych niepokojów społecznych, które ostatecznie unicestwiły Stary Ład. Iluż tragedyj można by uniknąć, gdyby nie odstępstwo Marcina Lutra! Ten ponury poczet herezjarchów i podżegaczy do buntu uzupełniają oczywiście Jan Kalwin i (działający na terenie Szkocji oraz w Genewie) Jan Knox.

Trzeci wniosek, może bardziej szczegółowy: nie może być stabilną monarchia, w której szkolnymi wzorcami przedkładanymi młodzieży do naśladowania są starożytni rzymscy republikanie i ateńscy demokraci.

*****

Powyższe twierdzenia, które są oczywiście niżej podpisanego wnioskami z lektury, a nie stanowiskiem wyrażanym wprost przez francuską Autorkę, panią profesor Monikę Cottret, wynikają z przywołania licznych przykładów wydarzeń od XVI do XVIII wieku. W xiążce (podzielonej na pięć części) są zatem analizowane takie — według motywacyj zbrodniarzy — akty „tyranobójstwa”, jak m.in. zgładzenie xięcia Alexandra Medyceusza, udane i nieudane zamachy na królów Francji, urągające prawu egzekucje, a de facto mordy sądowe, których ofiarami padli królowie Karol I i Ludwik XVI, a także królowa Maria Stuart2. Osobno potraktowany został przypadek przymusowej emigracji Jakuba II (VII) — w ojcobójczym geście zdradzonego przez hołdujących herezjom członków rodziny: obie córki i zięcia. W większości tych przypadków tłem dla przelewu krwi są kwestie religijne. W zależności od splotu uwarunkowań domniemany „tyran” może być zgładzony zarówno jako osoba „nie dość” wierna religii, jak też jako osoba niebezpieczna właśnie ze względu na wyznawaną przez siebie religię, od której nie zamierza odstąpić. Do odrębnej kategorii zaliczyć należy też frapujący przypadek niderlandzki, gdzie rzekomej tyranii habsburskiego króla Filipa II przeciwstawiano — w ofensywie propagandowej obozu orańskiego — zarówno „nowinkarstwo”, czyli konieczność zachowania wolności religijnej, pozwalającej na utrzymanie protestanckiego stanu posiadania, jak również zakorzeniony w tradycji obowiązek obrony pogwałconych fueros tego północnego kraju korony hiszpańskiej3. Ogłaszając detronizację Filipa, niderlandzcy buntownicy przyznali sobie iście papieskie prerogatywy.

Ta współzależność między religią i polityką, Ołtarzem i Tronem nie może dziwić. W społeczności tradycyjnej monarcha jest postacią wyjątkową, strażnikiem Ładu, łącznikiem między Niebem a Ziemią, gwarantem zachowania hierarchii i porządku świata. Panujący nie może poddać się osądowi poddanych, gdyż jego jedynym sędzią jest Bóg. Zamach na władcę nie jest zatem atakiem jedynie na konkretną osobę, lecz próbą unicestwienia dotychczasowej harmonii świata, wtrącenia go w najstraszniejszy stan pierwotnego chaosu. Mordercy królów stawiają się poza rodzajem ludzkim — w wyniku ich działań społeczności grozi rozpad. Dlatego również samo planowanie czy pochwalanie takich działań musi być postrzegane jako zbrodnia zasługująca na zgładzenie bluźniercy.

Patrząc szerzej i wychodząc nawet poza ramy zakreślone w xiążce prof. Cottret, w tak rozumianym tyranobójstwie mieści się suma wszelkich działań zmierzających do desakralizacji osoby i roli monarchy. Przemocy wymierzonej w tradycyjny Ład towarzyszyła trucizna intelektualna: xiążki, czasopisma i druki ulotne, które podważały legitymizację Ancien régime’u, kwestionowały prawdziwość religii i sprawiedliwość dotychczasowej hierarchii społecznej4. Wraz z zalewem tych pism i polemik narastał spór o rolę monarchy: czy król (lub inaczej tytułowany władca) to porucznik Boga i przyrodzony pan, czy też tylko państwowy urzędnik, owszem — najwyższy w hierarchii, ale ostatecznie odpowiedzialny przed poddanymi, którzy mają prawo go odwołać lub nawet obalić i osądzić? Czy władza dawana jest z góry, czy ma umocowanie w woli dołów? Czy w końcu papież ma własną rolę w procesie kreowania lub osądzania władcy, czy też jako średniowieczny przeżytek powinien być usunięty z przestrzeni publicznej wraz z całym Kościołem i łącznie z Panem Bogiem?

Historia XX wieku przyniosła z kolei dość dowodów, że mordowanie, czy nawet „tylko” detronizowanie króla nie jest już potrzebne, aby świat stanął na głowie — wystarczy z dotychczasowego jedynowładcy zrobić, drogą stopniowego ograniczania prerogatyw, urzędnika żyrującego wolę większości. Nowoczesne rewolucje przeprowadzane są w białych rękawiczkach…

W tym kontekście, gdy rozważamy bieg spraw z perspektywy wieków, mądrzejsi o doświadczenia kilkunastu pokoleń, kluczowym wydarzeniem ciążącym na pamięci o męczeństwie króla Francji i Nawarry Ludwika XVI — przy całej jego odwadze w obliczu śmierci — zdaje się to, że w ogóle wziął on udział w farsie procesu i stanął przed sądem, w obliczu którego bronił się jako „król konstytucyjny”. W przeciwieństwie do „poprzednika” na szafocie, króla Anglii, Szkocji i Irlandii Karola I, który nie ukrywał, że jest przyrodzonym suwerenem, odrzucającym wszelkie roszczenia zbrodniarzy do władzy nad jego nietykalną osobą, szukał — niemożliwych do osiągnięcia — kompromisów, a równocześnie nie był szczery w swoich deklaracjach i działaniach5. Nie można przecież jednocześnie „być Francją z woli Boga” i podlegającą kontroli władzą wykonawczą z woli stanu trzeciego. Wychowanie delfina w duchu oświeceniowym zaowocowało w decydującej chwili zwątpieniem monarchy w jego najwznioślejsze posłannictwo — nawet jeżeli Jakub Hébert dostrzegł w nim coś prawdziwie nadludzkiego. Ten sui generis grzech zwątpienia, „uznania realiów”, w ciągu kolejnych dwóch wieków sprawił, że dziś żaden europejski król nie panuje na wzór i podobieństwo swoich przodków.

*****

Ci, którzy odwołują się do Judyty, oraz ci, którzy wspominają Brutusa, nie są do końca tacy sami. Są ci, którzy posługują się sztyletem, i ci, którzy organizują proces; są królobójcy indywidualni i są zbiorowi. (str. 371)

W części opisanych w xiążce przypadków za zbrodnią następuje też uzurpacja władzy. Oczywiście każdy przypadek jest nieco inny. Można mówić o straceniu prawowitej królowej Anglii Marii Stuart na rozkaz już wcześniej exkomunikowanej heretyczki i uzurpatorki Elżbiety (córki króla, ale pochodzącej — w świetle Prawa Bożego — z nieprawego łoża). Elżbieta już jednak od wielu lat sprawowała realną władzę, ciesząc się poparciem wielu „poddanych”, wrogów katolicyzmu i katoliczki Marii. W innych przypadkach uzurpacja, połączona z próbą wykreowania ustroju opartego na tzw. woli ludu, podejmowana była ex post przez ludzi, którzy nie zamierzali brać władzy w ramach dotychczasowego systemu, lecz celem ich było unicestwienie tradycyjnej hierarchii. Przykładami mogą być w tym kontekście np. uzurpacje dokonane przez Oliwera Cromwella w XVII wieku i przez kolejne, szybko zmieniające się ekipy rewolucyjnych zbrodniarzy w osiemnastowiecznej Francji. Rzecz jasna, pewna część opisanych w xiążce ataków kończyła się tylko sprawiedliwą, okrutną śmiercią tyranobójców i zgodnymi z regułami sukcesji zmianami personalnymi na szczycie władzy6.

Analizując uzurpację elżbietańską, Autorka przypomina także katolicką naukę o władzy, w ramach Magisterium Kościoła sformułowaną po raz kolejny przez papieża św. Piusa V w bulli z 1570 r. Jakże szokująco brzmi to streszczenie dzisiaj, kilka dekad po rewolucji Vaticanum II i samozniszczeniu hierarchii kościelnej! Papież stoi ponad królestwami, a zatem także ponad królami i królowymi. Ma do dyspozycji środki przede wszystkim represyjne: „zniszczenie”, „wydarcie”, „unicestwienie”, „rozproszenie”… Władcy „heretyccy” lub nieposłuszni są zagrożeni bezpośrednio. (…) Tych, którzy stawiają się „poza związkami wzajemnej miłości”, należy się pozbyć (str. 55). Nieco dalej prof. Cottret cytuje natomiast odnoszące się do tej samej kwestii słowa sekretarza Stolicy Apostolskiej, kardynała Galliego: Ponieważ za sprawą tej kobiety wiara katolicka doznała tak wielkich szkód i straciła miliony dusz, nie ma wątpliwości, że kto pozbawi ten świat jej osoby, mając pobożną intencję służenia Bogu, nie tylko nie zgrzeszy, ale zyska wiekuiste zasługi (str. 90).

Z drugiej strony — w tej epoce odwołania do katolicyzmu mogły równie dobrze służyć za maskę skrywającą rewolucję, o czym świadczą wydarzenia towarzyszące zmierzchowi Walezjuszy. Jawny bunt poprzedzało długotrwałe fabrykowanie czarnej legendy króla — rzekomego tyrana i fałszywego katolika. Henryk III (czyli nasz Henryk Walezy) — początkowo zresztą wobec przewrotu niekonsekwentny, podobnie jak w 1789 r. jego nieszczęśliwy następca — w obronie praw fundamentalnych Królestwa podjął ostatecznie działania, przed którymi dwa wieki później wzdragał się Ludwik XVI: książę [Henryk Gwizjusz] wzniecił bunt, zadaniem monarchy było zatem pozbycie się go. Nakazał także aresztowanie deputowanych najbardziej z jego punktu widzenia podejrzanych i w połowie stycznia 1589 roku Stany rozwiązano (str. 111). Mimo że wkrótce przypłacił to życiem, wykazując stanowczość, król ocalił monarchię przed upadkiem. O ile po dwustu latach przeciwko Francji wystąpili wrogowie naszego Pana Jezusa Chrystusa, o tyle pod koniec rządów Henryka III gwałtowna desakralizacja i rozpad Królestwa w ogniu wojny domowej następowały w imię specyficznie pojmowanego katolicyzmu, zredukowanego do rangi programu politycznego jednego stronnictwa. Zarówno tłumiąc bunt, jak i padając pod ciosem skrytobójcy, Henryk nie zapominał, że jest porucznikiem Boga namaszczonym świętym olejem. Ofiara z jego życia przywróciła monarchii sakralny charakter7.

Historia powtórzyła się w 1610 roku, gdy swoją królewską krew przelał za Francję pierwszy z Burbonów, Henryk IV, sprawujący rządy w duchu miłosierdzia i przebaczenia wrogom: (…) ostatecznie uzyskał potwierdzenie prawomocności władzy, dzięki ofierze z krwi. (…) zginął, by krew ofiarna mogła użyźnić ziemię dla drzewa nowej dynastii i by królestwo mogło się rozwijać i kwitnąć (str. 180).

Paradoxalnie, odgórnie tym razem zainicjowany proces desakralizacji katolickiej monarchii stał się mimowolnym „osiągnięciem” tych władców, których rządy uznawane są za apogeum, swoisty wzorzec europejskiego absolutyzmu. Ludwik XIV i Ludwik XV nie dostrzegali być może tej oczywistej zależności, która okazała się śmiertelna dla Ludwika XVI — jeżeli najpotężniejszy władca ówczesnej Europy zaakceptował konsekwencje antykatolickiej rewolucji na Wyspach Brytyjskich, a trzy dekady później jego następca zmusił, w imię zachowania pokoju z uzurpatorami, następcę tronu Trzech Królestw xięcia Karola Edwarda do opuszczenia Francji, przyzwolili tym samym, aby także potomkom świętego Ludwika poddani wypowiedzieli posłuszeństwo. Co zresztą stało się pod tym samym sztandarem, po który sięgnęli spiskowcy w 1688 r. — walki ze Świętą Wiarą Katolicką.

Desakralizacja francuskiej monarchii niosła złowrogie konsekwencje dla całej Christianitas. W tym kontekście w pracy pojawia się także krótki wątek polski – w 1771 roku Jan Jakub Rousseau w Uwagach nad rządem Polski wzywał do posłania na szafot króla Stanisława Augusta. Słaby władca dogorywającej Rzeczypospolitej tyranem godnym zgładzenia!8

Na koniec zaznaczyć trzeba, że pani prof. Cottret nie uniknęła w swojej pracy błędu, który zostanie zauważony przez każdego legitymistę. Wbrew jej twierdzeniu nie ulega wątpliwości, że panowanie władcy Trzech Królestw Karola II rozpoczęło się 30 stycznia 1649 roku, czego zresztą formalnymi manifestacjami były zarówno proklamacja w Edynburgu (luty 1649), jak i koronacja w Scone 1 stycznia 1651 r. Jak widać, nawet wybitny naukowiec, pisząc godne polecenia dzieło, może ulec iluzjom politycznej poprawności, przyjmując punkt widzenia morderców (por. str. 233).

Dla ludzi Prawicy ta pasjonująca i znakomicie napisana monografia idei i praktyki tyranobójstwa jest lekturą obowiązkową, nie tylko ze względu na to, że na podstawie liczącej setki tytułów bibliografii przypomina konkretne wydarzenia historyczne, lecz przede wszystkim dlatego, iż precyzyjnie pokazuje, w jaki sposób można rozbudzać społeczne namiętności i kreować napięcie rewolucyjne — jak „robi się” tyrana. Jest to również ważny materiał do przemyśleń i pytań o właściwy model monarchii, o mechanizmy ustrojowe utrudniające stoczenie się władzy prawowitej w autentyczną tyranię. Żadna monarchia nie jest przecież sui generis rajskim ogrodem ani tym bardziej cudownym lekarstwem na pełną słabości naturę ludzką.

Monique Cottret, Zabić tyrana? Tyranobójstwo w nowożytnej Europie, tłum. Anna Gabryś, Wojciech Prażuch, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 2012, ss. 420.

http://www.czytelnik.pl


1 Dlatego w prowincji polskiej Unii Europejskiej potencjalnym tyranobójcą chciał być Ryszard Cyba, wykrzykujący po zamachu w Łodzi, że w rzeczywistości zależało mu na zamordowaniu p. Jarosława Kaczyńskiego (którego okrzyknięto przecież głównym przegranym kolejnych kampanij wyborczych w ciągu kilku lat). W materii tyranii wystarczy sama intencja: czy to tyran prawowity, czy tyran uzurpator, czy ten, który dopiero dąży do tyranii – różnice są bez znaczenia. Niedostatki argumentacji kompensuje siła działania (str. 192).

2 Co ciekawe, całkowicie pominięty został, znajdujący się poza głównymi ramami czasowymi dzieła, casus króla Anglii Ryszarda III, który w związku z niejasnymi okolicznościami zgonu swojego poprzednika również został obwołany tyranem. Do dziś zresztą trwają gorące spory o tę postać, której śmierć na polu bitwy uznano za symboliczny koniec angielskiego średniowiecza.

3 Odnotować muszę zastanawiający błąd (autorki?, tłumaczki?, redakcji?): Władze strony katolickiej przekroczyły kolejny próg w czerwcu 1580 roku, ogłaszając Wilhelma banitą w cesarstwie. Krok ten przykuł uwagę Lutra, ponieważ tym razem dotyczył osoby księcia (str. 77). — Marcin Luter zmarł w 1546 roku, w grę zatem wchodzi albo nie dająca się teraz wyjaśnić pomyłka odnośnie do osoby, albo też Luter uwagę ku sprawom doczesnym kierował już z piekła…

4 Ludwik Antoni de Saint-Just już w wieku 20 lat, w 1787 r., napisał wiersz miotający najohydniejsze bluźnierstwa i obelgi na Kościół i monarchię.

5 Chwilami Autorka posuwa się zbyt daleko w oskarżeniach, pisząc m.in., że w 1792 r. Ludwik XVI prowadził dwulicową politykę, która zyskała znamiona jawnej zdrady (por. str. 344). Kogo mógł zdradzić król, przyjmując pomoc tych, którzy chcieli ratować Francję przed zagładą — samego siebie?

6 Legitymizm w poszczególnych państwach europejskich kształtował się stopniowo, w różnych epokach historycznych, począwszy od średniowiecza aż do XIX wieku. Np. w przypadku Anglii dojrzały legitymizm zaistniał za panowania Jakuba I (VI — w Szkocji), a w Rosji można go datować zapewne dopiero od rządów cesarza Pawła I. Dlatego też legitymizm — wyraz samoświadomości i tradycji narodowej — nie jest i nie może być „ideologią polityczną” w rodzaju programów partyjnych.

7 Oczywiście oczyszczającym elementem przywracania Ładu była także egzekucja mordercy.

8 Współcześnie ideowym spadkobiercą Rousseau jest p. Jarosław Marek Rymkiewicz. Co skłania do zadumy: jak to się stało, że ewidentny rewolucjonista, również zresztą autor rozważań o potencjalnym tyranobójstwie, stał się idolem polskiej (samozwańczej, obawiam się) prawicy?

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.