Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Pokusa katolickiego nietzscheanizmu

Pokusa katolickiego nietzscheanizmu

Adam Danek

Filozofia nietzscheańska – mimo swego amoralizmu – ma w sobie coś, co czyni ją pociągającą nawet (zwłaszcza?) dla ludzi o twardych zasadach. Wpisane w nią duma i dostojeństwo, heroiczna koncepcja życia, pogarda dla słabości (przede wszystkim duchowej) – wszystko to stawia przed oczyma wzór osobowy, wobec którego trudno nie odczuwać podziwu i który mimowolnie pragnie się naśladować. Dotyczy to zwłaszcza dusz poszukujących w życiu rzeczy wyższych nad lansowany we współczesnych społeczeństwach ślepy hedonizm. Nietzscheanizm – ze swoją apoteozą potężnych osobowości, narzucających wolą mocy porządek światu pogrążonemu w chaosie – wydaje się być stworzony dla tego, kto odrzuca rozplenioną w ich bezkształtnej masie konsumpcyjną mentalność i pragnie odwrócić nienormalną relację panowania materii nad duchem. Oto właściwa filozofia dla tych, co prowadzą militia super terram.

Nic zatem dziwnego w fakcie, iż sporadycznie próbowano pogodzić filozofię Nietzschego z odrzucanym przezeń chrześcijaństwem. Autorzy podejmujący takie próby najczęściej starali się wykazać, że nietzscheanizm ma charakter negatywny, a nie pozytywny: stanowi krytykę i odrzucenie pewnego systemu wartości, lecz w gruncie rzeczy nie wskazuje, czym należałoby go zastąpić. O jaki system wartości chodziło? Otóż ostrze myśli nietzscheańskiej zwrócone jest przeciw płaskiej kulturze mieszczańskiej. Nietzsche przypuszcza frontalny atak na jej przyziemność. Obnaża jej skupienie na dobrach i interesach materialnych, a także skłonność do wygodnictwa kosztem rezygnacji z jakichkolwiek wyższych celów. Wykazuje absurdalność jej dążenia do „racjonalizacji” i „optymalizacji” całego życia, do uczynienia świata bezpiecznym, sterylnym, bezkonfliktowym – i, co za tym idzie, śmiertelnie nudnym (śmiertelnie w sensie dosłownym – zabijającym wszelką aktywność duchową) miejscem, gdzie można będzie spokojnie dobijać targów. Rozbija w pył „oświecenie”, z jego wiarą w postęp, ubóstwieniem indywidualnego rozumu oraz obsesyjnym „unaukowieniem” ludzkiego stosunku do świata. Taka krytyka kultury mieszczańskiej istotnie nie stoi w sprzeczności z chrześcijaństwem, a nawet zgadza się z nim w wielu kwestiach. W oczach chrześcijańskich apologetów Nietzschego uzasadniał on potrzebę odejścia od liberalnej, materialistycznej spuścizny XVIII i XIX wieku, a przy tym niezwykle ostro wskazywał na potrzebę wypełnienia normatywnej pustki, jaka się pod nią kryje – ale nie zdążył dojść do tego, co powinno ją wypełnić. Nie przeoczyli oni również punktów wspólnych chrześcijaństwa i nietzscheanizmu: wielkiego wezwania do wewnętrznego doskonalenia się, pozytywnej waloryzacji cierpienia (wedle Nietzschego wszystko, co wartościowe rodzi się w bólach i znoju). Godzić filozofię nietzscheańską z katolicyzmem próbowali Leopold Staff czy Walery Gostomski, który w eseju „Tragedia myśliciela (Fryderyk Nietzsche i jego ideał humanitarny)” z 1906 r. widział w tej pierwszej „wielką satyrę, krwią serdeczną spisaną i rzuconą w twarz naszej epoki”. Wiele lat później podobnym tropem poszedł kolumbijski reakcjonista Mikołaj Gómez Dávila (1913-1994), gdy pisał: „Odczytywać Nietzschego jako odpowiedź to go nie rozumieć. Nietzsche jest ogromnym pytaniem”. Odpowiedzi dostarcza zaś oczywiście ortodoksja chrześcijańska.

Swego czasu o próbę pożenienia nietzscheanizmu z katolicyzmem pokusił się również Jan Emil Skiwski (1894-1956), wybitny krytyk literacki i publicysta polityczny. Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych sugerował, że „(…) samo zetknięcie się z religią o wyrobionym systemie sakramentalnym, utrwalonym tradycją i niezwykle zwartym formalnie, ogniskującym w sobie wiekowym doświadczeniem zdobyte postawy człowieka wobec Boga – miałoby niewątpliwie wpływ decydujący na stosunek Nietzschego do katolicyzmu. Właśnie formalizm katolicki, tkwiące w nim poczucie potrzeby dyscyplinowania życia duchowego, rezerwa w stosunku do sentymentalizmu religijnego, mocny instynkt polityczny – mogłyby, gdyby Nietzsche zetknął się był bliżej ze światem katolickim, wywrzeć decydujący wpływ na jego filozofię”. Jego przypuszczenie ucieka jednak od pewnych istotnych faktów. Otóż, gdyby autor „Woli mocy” znalazł się w odpowiednim momencie swego życia pod wpływem wiary katolickiej, jego filozofia mogłaby nigdy się nie narodzić. Nie jest przypadkiem, że Nietzsche wychował się w religii protestanckiej. Protestantyzm polega na religijnym subiektywizmie; subiektywizuje i indywidualizuje wszystko, co zachodzi między konkretnym człowiekiem a Bogiem, pozostawiając to jego swobodnej interpretacji. Filozofia nietzscheańska idzie tym samym tropem, ale jeszcze dalej: subiektywizuje i indywidualizuje wszystkie dziedziny rzeczywistości. Jest subiektywizmem absolutnym, nie pozwalając uznać istnienia żadnej prawdy. W rzeczywistości nie ma odtąd nic obiektywnego, niezależnego od ludzkiej woli i interpretacji – wskutek czego traci sens samo pojęcie rzeczywistości. Skoro nie ma rzeczywistości, nie sposób też znaleźć zakorzenionych w niej obiektywnych zasad moralnych, estetycznych etc. Wybitna osobowość sama tworzy dla siebie zasady. Siłą woli narzuca kłębiącemu się wokół niej chaosowi zjawisk – czyli światu – wymyślony lub tylko chciany przez nią porządek, który poza tym nie posiada żadnego głębszego uzasadnienia.

Oczywiście, z katolickiego punktu widzenia ów światopogląd pozostaje nie do przyjęcia. Nieomylne Magisterium Kościoła wyklucza wszelki subiektywizm religijny. A naucza ono, że prawdziwym Stwórcą, zdolnym do kreacji ex nihilo, jest jedynie Pan Bóg, który nadał stworzonemu przez Siebie światu obiektywne prawa i porządek. Zresztą, nieprzystawalność nietzscheanizmu i katolicyzmu potwierdza przykład samego Skiwskiego – próba wypracowania katolickiej wersji filozofii nietzscheańskiej stanowiła niezbyt długi przystanek na jego drodze duchowej, wiodącej od wiary katolickiej do porzucenia jej właśnie dla niechrześcijańskiego nietzscheanizmu. Wygląda więc na to, iż nietzscheanizm może być pogodzony z chrześcijańską ortodoksją tylko wtedy, gdy zredukuje się go do pewnej postawy życiowej, nacechowanej dostojeństwem, heroizmem, arystokratycznym i bojowym duchem. Ale po co w ogóle poszukiwać inspiracji owej postawy poza chrześcijaństwem? Dość sięgnąć po dzieła takiego choćby św. Bernarda z Clairvaux (1090-1153), by usłyszeć chrzęst zbroi i huk kopyt rumaków krzyżowców Zachodu, niosących Prawdę na ostrzach swoich włóczni. Jak zwykle, wystarczy powrócić do własnych korzeni, aby naciągane syntezy filozoficzne okazały się niepotrzebne.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.