Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » W poszukiwaniu cywilizacji sakralnej

W poszukiwaniu cywilizacji sakralnej

Adam Danek

Spotkałem się ostatnio z zarzutem ni mniej, ni więcej, tylko obskurantyzmu religijnego – i to rzuconym z pozycji ponoć konserwatywnych. Inaczej bowiem nie potrafię zrozumieć oskarżeń o głoszenie pochwały cywilizacji sakralnej. Ta ostatnia najwyraźniej została uznana za byt obcy i nieprzyjazny łacińskiej Europie, a nawiązujące do niej idee za przywleczone z despotycznej czy samodzierżawnej Azji.

Tego rodzaju oceny wynikają zazwyczaj z założenia, że o sakralności cywilizacji decyduje to, co prof. Feliks Koneczny (1862-1949) zdefiniował jako bizantynizm – instytucjonalne zlanie się Kościoła bądź religii z państwem. Z tego punktu widzenia cywilizacji łacińskiej nie można uznać za sakralną nawet w arcykatolickiej epoce Średniowiecza, nie wspominając w ogóle o znacznie późniejszych czasach, gdy Europy przed zalewem rewolucji bronił sojusz Tronu i Ołtarza. Kto jednak podważałby sakralność średniowiecznego Okcydentu? Z powyższych względów wchłonięcie Kościoła przez państwo (czy na odwrót) nie wydaje mi się trafnym wyznacznikiem charakteru sakralnego – może, ale nie musi mu towarzyszyć. Za wyróżnik cywilizacji sakralnej uważam natomiast przesycenie normami religijnymi zasad etyki, estetyki, polityki, prawa, nauki, ekonomii etc. Tak pojmowanej sakralności nie byli niechętni katoliccy kontrrewolucjoniści. Przeciwnie, wskazywali oni na jej utratę jako na główną przyczynę kulturowego kryzysu Europy, a w powrocie do niej widzieli jedyny sposób, by ocalić Stary Ląd przed stoczeniem się w nowe barbarzyństwo.

Obraz wspólnoty ufundowanej na prawach religijnych pojawia się wkrótce po wybuchu Wielkiej Rewolucji Antyfrancuskiej w pismach jednego z niemieckich romantyków politycznych, Franciszka von Baadera (1765-1841). Rewolucyjnym rojeniom o kontraktualnym pochodzeniu społeczeństwa przeciwstawiał on chrześcijańską naukę, która wszelkie więzi międzyludzkie wyprowadzała z miłości człowieka do Boga. Człowiek, istota niedoskonała, dążył do jedności z doskonałym Stwórcą, a przez dążenie do Niego odkrywał swe powinności wobec drugiego człowieka; miłość do Boga jednoczyła ludzi i wiązała ich ze sobą nawzajem. To ona stanowiła podwalinę pod wszystkie stosunki społeczne, w tym decydowała o kształcie porządku prawnego. Z czasem jednak ów ład wyrodził się w chaos nowoczesności, gdzie istnieją już tylko społeczeństwa „cywilne”, oparte na czystym prawie pozytywnym, lub „polityczne”, oparte na władzy czystej siły fizycznej. Sposób na odzyskanie przez Europę zagubionej równowagi dostrzegał Baader wyłącznie w ponownym nasyceniu całokształtu relacji społecznych miłością do Boga – nawrocie do stanu, w którym stanowiła ona również o treści aktów prawnych.

Wkrótce po Baaderze, lecz w zupełnie innym kontekście kulturowym, zbliżone dezyderaty wysunął katolicki konserwatysta z USA, Orestes A. Brownson (1803-1876). Norm wyłącznie ziemskiego pochodzenia nie uważał za prawdziwe prawo, ponieważ nie są one wiążące dla sumienia, a posłuch gwarantuje im nagi przymus fizyczny, co obnaża ich grubą, materialistyczną naturę. Trwały i stabilny porządek polityczny może się opierać tylko na transcendentnych normach dobra i zła – na nakazach i zakazach religijnych. Normatywnych fundamentów wspólnocie nie dostarczy jednak dowolna religia. Zawarte w niej prawdy muszą być niezależne od partykularnych poglądów i indywidualnych mniemań, co w przypadku chrześcijańskiego Zachodu wyklucza wszelkie odmiany protestantyzmu. „Religia, która spełniłaby nasz cel, musi być ponad ludźmi i musi kierować nimi (…). Tak więc, w celu utrzymania wolności niezbędna jest religia rzymskokatolicka, ponieważ wolność może być podtrzymana tylko przez taką religię, która nie podlega kontroli ludu, znajduje się ponad ludźmi, przemawia do nich z góry i jest w stanie im rozkazywać”. Kilkadziesiąt lat po uchwaleniu poprawki do konstytucji USA wykluczającej istnienie religii państwowej Brownson sformułował żądanie przeistoczenia Stanów Zjednoczonych w katolickie państwo wyznaniowe, podobnie jak Baader oczekując przyszłej reintegracji ładu doczesnego z wiecznym. Zdumiewająco podobną postawę prezentował wówczas i polski myśliciel konserwatywny, ks. Walerian Kalinka (1826-1886), gdy pisał: „Nie, nie wystarcza ludzkie prawo i policyjna moralność, by ubezpieczyć społeczeństwo i rządzić krajem. Potrzeba wpływu głębszego, który by wiele krzywizn ukrytych mógł prostować po cichu; potrzeba obrzędów jawnych, które by umysłom lgnącym do ziemi przypominały, że jest jeden Pan nad wszystkimi wszystko widzący, jest sędzia wszechmocny a sprawiedliwy, którego nikt nie podejdzie. ‘Między sobą filozofujcie jak chcecie, ale kiedy chodzi o rządzenie choćby najlichszą mieściną, bez religii panującej obejść się ona nie może.’ Te słowa powiedział nie żaden teolog średniowieczny, powiedział je Voltaire. W braku wiary i sumienia miał on przynajmniej zmysł praktyczny, który dzisiejsi doktrynerzy całkiem już zatracili”.

W następnym stuleciu przekonanie o potrzebie odzyskania przez cywilizację zachodnią nieobce było niemieckiej Rewolucji Konserwatywnej, w tym katolickim członkom tego ruchu, którzy tak właśnie chcieli widzieć przezwyciężenie chaosu, w jakim pogrążyły się na początku XX wieku zwłaszcza ich rodzinne Niemcy. Jeden z nich, Marcin Spahn, obok ojczyzny (czyli Rzeszy) i organicznie pojmowanego narodu do składników przyszłego państwa niemieckiego zaliczył również wiarę chrześcijańską. Stefan George (1868-1933), katolicki poeta związany z Rewolucją Konserwatywną, posługiwał się terminem „Cesarstwo Boga” (zwane także przezeń „duchową Rzeszą” oraz „tajemniczymi Niemcami”), oznaczającym byt zarazem polityczny i religijny – przeciwieństwo zeświecczonych, relatywistycznych społeczeństw nowoczesnych. Józef Magnus Wehner wyobrażał sobie odrodzone Niemcy jako „potężną katedrę duchową”, która połączy wojnę z liberalnym systemem wersalskim z walką przeciw anomii moralnej i obojętności religijnej.

Ład zakorzeniony w Tradycji to porządek polityczny istniejący w świecie doczesnym, którego najgłębsze podwaliny bytują jednak poza tym światem, a ziemskie instytucje i prawa są tylko na nich nabudowane. Kontrrewolucjoniści stawiają sobie za zadanie mozolną odbudowę owego porządku, co znaczy: odbudowę cywilizacji sakralnej. Jeden z tytanów Kontrrewolucji, prof. Pliniusz Corrêa de Oliveira (1908-1995), napisał w swym klasycznym eseju „Rewolucja i Kontrrewolucja” (1959): „Z powyższego wynika implicite, ze taki porządek rzeczy jest sakralny od podstaw i pociąga za sobą uznanie całej władzy Kościoła, a szczególnie tej należącej do Papieża: bezpośredniej władzy nad rzeczami duchowymi i pośredniej władzy nad rzeczami doczesnymi, gdy dotyczą one zbawienia dusz. Rzeczywiście, celem społeczeństwa i państwa jest cnotliwe życie we wspólnocie. Otóż cnoty, do których praktykowania jest wezwany człowiek, są cnotami chrześcijańskimi, a pierwszą z nich jest miłość Boga. Społeczeństwo i państwo mają więc cel sakralny”. Oto jest civitas Dei, ku której przez pustynię upadłego świata pielgrzymują kolejne pokolenia niegodnych chorążych sztandaru Kontrrewolucji.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.