Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Fałszywa prawica to prawdziwa lewica

Fałszywa prawica to prawdziwa lewica

Adrian Nikiel

Liczy się tylko dusza i to ona powinna panować nad wszystkim innym.
Krótkie czy długie, życie ludzkie jest coś warte jedynie wtedy, jeśli nie będziemy musieli się go wstydzić, gdy przyjdzie zeń zdać rachunek.

Leon Degrelle Płonące dusze

Fałszywą prawicę poznać można po tym, że śmiało sięga po styl myślenia i retorykę lewicową. Nie dostrzega sprzeczności, więc akomoduje lewicowe schematy przy próbach opisu naszej doczesnej rzeczywistości. Najnowszym przykładem tego niepokojącego zjawiska są niektóre argumenty sformułowane po wybuchu „afery Nergala”. Celują w nich tzw. judeochrześcijanie, a ich publicystyka nie stroni od stylistyki donosu à la „Nigdy Więcej”. W ten sposób kompromitują sprawę, o którą walczą.

Metoda tautologii à la „Nigdy Więcej” polega na tworzeniu łańcuszków skojarzeń, gdzie np. fakt, że X działa w grupie Y, lecz równocześnie ma brata Z, który zna kogoś z firmy muzycznej Q wydającej płyty zespołu P, który 10 lat temu wystąpił na koncercie po zespole R, a zespół R oskarżany jest o „neofaszyzm”, jest najcięższym oskarżeniem pod adresem grupy Y oraz wszystkich jej byłych członków, również tych, którzy od 15 lat nie mają nic wspólnego z grupą Y. A ponieważ, jak wiadomo, istnieje internetowa reguła, że od dowolnej osoby na kuli ziemskiej dzieli nas zaledwie sześć adresów e-mailowych, kreując łańcuszek skojarzeń, można udowodnić wszystko i każdemu.

Taki łańcuszek nie służy wyjaśnieniu danej sprawy, ale stworzeniu „atmosferki”. W tym przypadku jest to o tyle dziwaczne, że przeciwko wymierzonej we wszystko, co święte, działalności Adama Darskiego dysponujemy niepodważalnymi argumentami wynikającymi z Magisterium, a tymczasem judeochrześcijanie sięgają po „garotę antyfaszyzmu”. Gdzieś nikną religijne i prawne, dające się zracjonalizować punkty odniesienia, zostają puste emocje.

Obsesyjne międlenie i przypominanie w (prawie) każdym artykule tej grupy publicystów, że Darski przed przyjęciem imienia Nergal używał pseudonimu Holocausto, budowanie na tym aktu oskarżenia, jest jak kopanie po kostkach. Irytujące, ale dla kopanego w praktyce raczej mało szkodliwe. Za to idealnie dopasowane do najnowszego odkrycia red. Katarzyny Wiśniewskiej, która otwarcie oznajmiła na łamach „Gazety Wyborczej”, że (…) większą czujność należy okazać w bronieniu Żydów przed potencjalnymi aktami nienawiści niż katolików, także ze względu na ciągle bliski cień Holocaustu. Dlatego okrzyki „Żydzi do gazu” są groźniejsze niż – powiedzmy – „chrześcijanie do lwów”. Zdaje się, że judeochrześcijanie i redaktorzy „GW”, nawet wtedy, gdy się różnią i kłócą, posługują się tymi samymi ideowymi matrycami. Mogliby wymienić się personelem — że odwołam się do klasyka.

Zastanówmy się, w czym dla katolika słowo „Nergal”, które jest imieniem sumeryjskiego bóstwa odpowiedzialnego za zarazy, jest lepsze od słowa „Holokaust”? Czy w świetle Pierwszego Przykazania obecne miano Adama Darskiego nie jest aby bardziej obraźliwe i bluźniercze? Czy użycie jako nazwy własnej terminu „Holokaust” jest lub było bluźnierstwem (przeciwko komu)? Można jednak podejrzewać, że judeochrześcijanie są zdania, iż prosta obrona czci Trójcy Świętej przed bluźnierstwem oraz świętokradztwem nie będzie już nośna społecznie. Spotka się ze wzruszeniem ramion? A zatem trzeba sięgnąć po moralniacki szantaż: to zły człowiek, bo kiedyś brzydkiego i niepoprawnego pseudonimu używał. „Holocausto! Holocausto!”, furda, że wróg Boga, ale… antysemita! Antysemitnik, tylko to jest dziś ważne. W dodatku okazało się, że ma znajomych o poglądach lewicowych, bo narodowo-socjalistycznych vel faszystowskich. Albo może to jacyś jego koledzy mają takich lewicowych znajomych, wszystko jedno. Grunt, że był w kręgu podejrzeń! Inaczej czytelnicy prasy pseudoprawicowej nie pojmą, skąd to rozgorączkowanie moralne?

Na marginesie warto zauważyć, że w Polsce jest co najmniej jeszcze jeden muzyk, który używał takiego pseudonimu. Czy nasza swojska policja myśli nie powinna zająć się tym delikwentem? Były też przynajmniej dwa projekty muzyczne o nazwie Holocaust. A może – nakręcając spiralę absurdu – pomyślimy o „rozmowach ostrzegawczych” z polskimi miłośnikami amerykańskiego wokalisty znanego jako Jimmy Gestapo? Never stop the madness

Judeochrześcijanie występują (o zgrozo!) pod szyldem katolickim. Czy naprawdę nie wiedzą, nie pojmują, że ich fałszywe argumenty, które zaczerpnęli z demoliberalnej popkultury, szkodzą sprawie katolickiej? Zastanówmy się, jakie merytoryczne znaczenie ma to, czy wróg Boga ma poglądy narodowo-socjalistyczne, komunistyczne, socjaldemokratyczne, demoliberalne czy anarchistyczne? Czy powinno nas obchodzić, co Darski myśli o wydarzeniach historycznych, o dowolnej innej religii lub o dowolnym narodzie, gdy przede wszystkim on jawnie obraża Stwórcę i Jego Kościół?

Apeluję: demaskujmy, protestujmy i przeciwstawiajmy się rzeczywistemu Złu! Jeżeli ktoś występuje pod szyldem publicysty katolickiego, niech jawnie, bez przyłbicy broni czci Boga oraz dobra dusz zwodzonych przez diabła, a nie wymyśla chwyty, które musiały chyba zaistnieć w zdesperowanym umyśle, iż „sami nie damy rady, pies z kulawą nogą nie zwróci na nas uwagi, trzeba na Darskiego poszczuć Żydów”.

Prawica stoi w obliczu potężnego wroga, który każdą niezręczność, a tym bardziej głupotę wykorzysta przeciwko nam. Nasz sprzeciw musi być jednoznaczny. Excytowanie się użyciem przed dwoma dekadami określenia „Holokaust” jako pseudonimu, jakieś dziwaczne zafixowanie, prowadzi do zamazania prawdy o tym, czym naprawdę jest zjawisko satanizmu, na czym polega jego autentyczne zło. Prowadzi także do ulegania terrorowi politycznej poprawności, bo nagle większym problemem, skandalem i grzechem niż znieważanie Boga staje się domniemane znieważenie wyznawców judaizmu przez użycie słowa na „h”, które to słowo ludzie przyzwoici wymawiają z zabobonną grozą.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.