Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Prorosyjska mapa

Prorosyjska mapa

Adam Tomasz Witczak

W odniesieniu do rozgrywającego się obecnie konfliktu pomiędzy Ukrainą a tzw. Noworosją (czy też po prostu Rosją) zasadniczo można przyjmować trzy postawy, jeśli ujmować rzecz w największej ogólności. Sama logika sugeruje, że można być nastawionym albo proukraińsko (i w konsekwencji antyrosyjsko oraz do pewnego stopnia prozachodnio), albo prorosyjsko (i wówczas odwracają się dwa pozostałe wektory) – albo wreszcie silić się na zupełną neutralność i brak zainteresowania. Ściślej rzecz ujmując, neutralność nie musi iść w parze z désintéressement rozumianym jako brak jakiejkolwiek analizy zagadnienia i negowanie sensu jego obserwacji. W każdym razie na pewno nie powinno tak postępować państwo czy też te środowiska, które w jakiś sposób poczuwają się do odpowiedzialności za swój kraj.

Partia, którą umownie można określić jako prorosyjską, nie cieszy się obecnie w Polsce dużym poparciem ani też dużym wpływem. Lub może inaczej: ocenianie faktycznych wpływów Rosji (gospodarczych czy agenturalnych) to zupełnie co innego, niż ocenianie potencjału grup politycznych i metapolitycznych jawnie opowiadających się za Rosją – albo też bardziej za Rosją niż za Ukrainą i Zachodem.

Konflikt ukraiński nieoczekiwanie (a może w gruncie rzeczy – zupełnie oczekiwanie…) połączył wiele środowisk, pozornie od siebie odległych. Jak to ktoś powiedział, wszyscy dziś mówią Kaczyńskim. Putinem i Rosją straszą media zupełnie głównonurtowe i politycy, nie tylko opozycyjni. Środowiska takie jak „Gazeta Polska” czy portal Fronda.pl dochodzą wręcz do skrajności w swym zacietrzewieniu antyrosyjskim i proukraińskim, a w przypadku tego drugiego medium – także proamerykańskim. Cel tego swoistego wyścigu jest zrozumiały: chodzi o to, by zdusić wszelką, choćby nawet częściową i umiarkowaną, refleksję nad sensem proukraińskiego zaangażowania naszego państwa i narodu. Stąd też mnożące się już pod byle pretekstem oskarżenia o bycie ruskim agentem, pożytecznym idiotą Kremla czy ostatecznie – gawnojadem.

Dobrych kilka lat temu na jednym z forów narodowych (co później rozdmuchała prasa) pojawiło się hasło trzeba nakręcić paranoję. Dziś specjalizują się w tym media pokroju Fronda.pl, gdzie Ruch Narodowy określa się jako byłe TPPR (Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej), a agentem Putina stał się nawet Stanisław Michalkiewicz, mimo tego, że wprost (i przecież bez sympatii, a raczej w tonie gorzkiej ironii) pisze on o aktywności stronnictwa ruskiego (walczącego o wpływy ze stronnictwami pruskim i amerykańsko-żydowskim).

Oczywiście po drugiej stronie propaganda też rozwija się w najlepsze, jakkolwiek – przynajmniej na naszym podwórku – poziom „Myśli Polskiej” czy Xportal.pl wydaje się jednak wyższy i poważniejszy niż enuncjacje Frondy. Być może to po prostu kwestia smaku.

Tak czy inaczej, padły tu już dwie nazwy z obszaru prorosyjskiego. Wypada więc pokrótce przeanalizować, co kieruje tymi w Polsce, którzy uchodzą za poputczików Putina. Zaznaczam tu, że nie mam zamiaru zagłębiać się w cokolwiek poza teorią i oficjalnie wyrażanymi poglądami – a więc nie będę rozważał PAX-owskich życiorysów weteranów „Myśli Polskiej” ani doszukiwał się podejrzanych powiązań u aktywistów organizacji Falanga. Poprzestańmy na tym, co jawne i wyrażone wprost.

Otóż ciekawe jest to, że opcja „prorosyjska” wynika w gruncie rzeczy z dwóch odrębnych źródeł, które być może tylko tymczasowo idą wspólnym torem. Godne uwagi jest np. to, że frontalnie po stronie Noworosji opowiedziało się środowisko Xportalu, po którym przecież jeszcze kilka lat temu można się było (teoretycznie przynajmniej) spodziewać, że będzie optować za nacjonalistami ukraińskimi, podobnie jak to obecnie zdaje się czynić Narodowe Odrodzenie Polski i portal Nacjonalista.pl. W każdym razie można było się spodziewać, że spotkają się oni na tym portalu przynajmniej z cieniem zrozumienia – ale tak nie jest.

Ad meritum: jaka można być motywacja opcji „prorosyjskiej” w Polsce? Pierwszy casus to przypadek, który symbolizuje „Myśl Polska”, a więc pismo klasycznie endeckie, a przynajmniej do takiego miana aspirujące. To środowisko nazywane przez niektórych wręcz antykwarycznym, niekryjące swego zrozumienia dla tradycji PAX i Bolesława Piaseckiego (czy nawet „Grunwaldu”), a zatem kontynuujące zasadniczy rys endeckiej polityki uznającej bliskie stosunki z Rosją za coś bezpieczniejszego od wystawiania się na wpływy Niemiec – i bardziej realistycznego od koncepcji Międzymorza.

Wydaje się, że zasadniczym trzonem jest tu przekonanie, że nawet jeśli Rosja jest lub może być dla Polski zagrożeniem, to jednak jedynie okazjonalnym i względnie słabym – w porównaniu z Niemcami. Innymi słowy, podstawowym zagrożeniem są Niemcy – jako państwo silne, poważne, dobrze zorganizowane, dążące do dominacji w Europie etc. To zresztą nie wszystko, bo przecież w Niemczech wciąż żywe są w pewnych kręgach postawy rewizjonistyczne, a zresztą ekspansja gospodarcza czy kulturalna naszych sąsiadów na ich dawne kresy wschodnie (czyli nasze Ziemie Odzyskane) jest faktem (po roku 1989).

Zachód z kolei może nas w każdej chwili rozczarować i wręcz wystawić do wiatru, a traktuje nas czysto instrumentalnie. Co więcej – właściwie zawsze gdy zostaniemy przez Zachód (z Niemcami włącznie) wykorzystani do pokrzykiwania przeciwko Rosji, rezultatem będzie ostateczne porzucenie nas, a być może nawet kolejne dogadanie się Moskwy z Berlinem ponad naszymi głowami. To w zasadzie druga teza.

Po trzecie, niebezpieczeństwem dla Polski są aspiracje Ukraińców i Litwinów – i to przynajmniej z dwóch powodów. Z jednej strony oba te narody w gruncie rzeczy budują swą tożsamość, jeśli nawet nie na jawnej antypolskości, to na pewno na kontestacji i negacji wspólnej przeszłości z Polską, tj. Rzeczpospolitej Obojga Narodów i Polski międzywojennej. Z drugiej strony, oba mogą być (nie tylko z tego powodu) wykorzystywane przez Niemcy do osaczania nas od drugiej strony.

W tej sytuacji naturalna staje się próba unormowania stosunków z Rosją, do czego dodatkowo dochodzi ten powód, że ostatecznie jest ona państwem bardziej poważnym niż np. Ukraina (co pokazują ostatnie wydarzenia) – państwem, które na wschodzie, tak czy inaczej, będzie trwać i trzeba będzie z nim rozmawiać. Tym samym filoukrainizm jest nie tylko błędny z powodów zarysowanych wyżej, ale stanowi też inwestycję w spółkę o wątpliwych fundamentach, by użyć terminologii giełdowej.

W tejże endeckiej koncepcji podkreśla się, że mitem są twierdzenia, jakoby celem Rosji – zwłaszcza w dającej się przewidzieć przyszłości – było dotarcie czołgami do Lizbony czy choćby Warszawy. W istocie Rosja jest tu po prostu normalnym państwem, które chroni swoje strefy wpływów i de facto broni się przed naporem Zachodu.

Wydaje się – oczywiście z dokładnością do pewnych niuansów – że taki jest trzon myślenia, które można napotkać choćby w „Myśli Polskiej” (ale nie tylko). Pewne znaczenie mają tu być może także kwestie wspólnoty i pokrewieństwa narodów słowiańskich, ale nie jest to najistotniejsze. Nawiasem mówiąc, grupy lansujące prorosyjskość na bazie mitu słowiańskiego nie są obecnie zbyt słyszalne (aczkolwiek kilka lat temu na pewien czas zaktywizował się znów legendarny Bolesław Tejkowski).

Ciekawsza od sentymentów „pansłowiańskich” jest natomiast ta koncepcja, która dominuje na Xportalu lub w publicystyce Ronalda Laseckiego (związanego m.in. z Europejskim Centrum Analiz Geopolitycznych).

Gdy analizuje się newsy publikowane na Xportalu, a także tamtejszą publicystykę, to charakterystyczny jest fakt, że Rosji i Putinowi poświęca się tam zasadniczo niewiele miejsca. Dominuje natomiast Noworosja, przewijają się postaci Gubariewa i Striełkowa, a także Dugina tudzież rozmaitych aktywistów europejskich, którzy w trwającym konflikcie poparli separatystów (mowa tu np. o członkach francuskiej Unité Continentale).

To bardzo szczególne i istotne zjawisko, ponieważ w klasycznej narracji „prorosyjskiej” (tej z „Myśli Polskiej” i pokrewnych środowisk) promuje się raczej koncentrację na samej Rosji – i to od czasów dużo dawniejszych niż obecny konflikt (w sumie „od zawsze”). To Rosja i jej działania, działania Putina, są punktem wyjścia i stroną w negocjacjach czy rozmowach Polski, a polski interes (przynajmniej nominalnie) jest istotą rzeczy.

W narracji Xportalu, Falangi i Laseckiego kładzie się nacisk na coś zupełnie innego. Tutaj środkiem ciężkości jest Noworosja – którą przedstawia się nie jako projekt kremlowski, putinowski czy stricte rosyjski, ale jako coś samodzielnego, nowego i nowatorskiego. W gruncie rzeczy możliwe byłoby nawet swoiste przeciwstawienie Noworosji (tej „nowej” Rosji) owej Rosji starej, oligarchicznej i często zdemoralizowanej. Uwidacznia się to szczególnie w podejmowanej przez Laseckiego intensywnej i zgoła pogardliwej krytyce Putina. Krytyki tej nie powtarza być może Xportal, który przyjmuje raczej rzeczy takie, jakimi są (a więc akceptuje działania Rosji i jej prezydenta) – ale także i to medium kładzie nacisk na rewolucyjny i odrębny aspekt powstania w Donbasie.

O co chodzi? Otóż w optyce klasycznie „prorosyjskiej” liczy się (tak czy inaczej pojęty) interes państwa polskiego i jego relacje z Rosją. W nowej na polskim gruncie optyce Xportalu Noworosja jest tylko i aż częścią globalnego konfliktu geopolitycznego, ale ostatecznie też kulturowego i wręcz duchowego. W publicystyce autorów Xportalu niemal nie pojawiają się ostrzeżenia przed Niemcami i ich rewizjonizmem, nawet tematyka banderowska i kresowa jest poruszana o tyle tylko, o ile przydaje się na bieżąco do flekowania rządu kijowskiego. Kwestią istotną tak naprawdę jest to, że Noworosja to jeden z bastionów oporu świata wielobiegunowego czy świata tożsamościowego przeciwko zakusom imperialistów zachodnich. Sama Rosja jest na tym tle istotna nie tyle jako partner dla państwa polskiego (a przynajmniej nie na tym się skupiają opisywani publicyści), ale jako siła na rzecz przebudowy świata na zasadach nieliberalnych. To ostatnie sformułowanie to wprost cytat z Ronalda Laseckiego. Noworosja, Wenezuela, Palestyna, Syria, niektóre ruchy wyzwoleńcze w Ameryce Środkowej czy Afryce – to wszystko różne twarze tego samego zjawiska.

Mamy tu więc perspektywę globalną, w której kluczem nie są endeckie rozumowania dotyczące Niemiec, Polski, Rosji, Ukrainy, banderowców, Kresów itd., ale wizja ogólnoświatowego, manichejskiego konfliktu, zaczerpnięta zresztą w dużej mierze z Dugina. Wizję tę można oczywiście podważać – i to co najmniej z dwóch powodów. Można mianowicie negować słuszność samej koncepcji Eurazji i tego, co ona reprezentuje, ale można również zgadzać się z nią samą, jednocześnie jednak zwracając uwagę na to, że w obecnych realiach może ona okazać się tylko maską dla „zwykłego”, szowinistycznego imperalizmu i nacjonalizmu rosyjskiego. Co ciekawe, to drugie podejście zaczął ostatnio prezentować Lasecki (por. jego O co chodzi w konflikcie na Ukrainie?), zauważając, że nawet sam Dugin zaczął przemawiać typowym językiem patriotycznym i wielkomocarstwowym (autora niniejszego tekstu wcale to nie dziwi). Tymczasem na Xportalu wydaje się nadal dominować narracja swoistej zgodności między działaniami Rosji a wzniosłymi celami Noworosji (a przynajmniej temat ewentualnej sprzeczności nie jest jakoś szczególnie poruszany).

Czy dwie opisane wyżej opcje „prorosyjskie” (endecka i rewolucyjno-tożsamościowo-eurazjatycka) koniecznie muszą iść ze sobą razem? Sam Ronald Lasecki wprost przyznał, że ta zbieżność nurtu tożsamościowego/antyliberalnego z endekami jest więc czysto powierzchowna i przypadkowa (wypowiedź pochodzi z Facebooka, ale była jawna i publiczna, a nastały takie czasy, w których media społecznościowe stają się, czy tego chcemy czy nie, równoprawnymi kanałami komunikacji).

Pewnym symbolicznym wyrazem tego, iż rzeczywiście tak jest, są wypowiedzi z okresu, w którym siły Noworosji tymczasowo przegrywały swe boje z Kijowem. Konrad Rękas, bliski narracji endeckiej, pisał wówczas (podobnie jak Korwin-Mikke), że republiki separatystów prawdopodobnie przegrają wojnę i nie ma sensu się do nich przywiązywać czy też rozczulać nad nimi. Równolegle Ronald Lasecki w rozmaitych wypowiedziach wyrażał rozczarowanie brakiem konkretnej interwencji ze strony Putina, trzymając się optyki, w której Noworosja to jeden z zaczynów nowego, lepszego świata.

Celem powyższego artykułu nie było w zasadzie wyrażanie własnego zdania, a raczej krótki przegląd i opis możliwych postaw (w łonie opcji rosyjskiej). Sam autor, jeśli już miałby się utożsamiać z którąś szkołą, wybrałby raczej wizję klasyczną. Owszem, w epoce przedrewolucyjnej być może nie powinno się budzić nacjonalizmów, ale skoro już powstały i tak naprawdę nadal mają się dobrze, to wypada myśleć w kategoriach interesu narodowego (a nie imperium galaktycznego), ten zaś, kto o tym zapomni, zachowuje się jak strona, która dobrowolnie pierwsza rozbraja się w czasie wojny.

Appendix:

Wypada tu jeszcze wspomnieć o kilku sprawach. Otóż w grupie narracji „prorosyjskich” mamy także i tę, którą prezentują niektóre polskie środowiska mieniące się konserwatywnymi, przy czym tak naprawdę chodzi tu raczej o pojedyncze osoby. Konkretne nazwiska to np. Adam Wielomski czy Antoni Ratnik (piszący z Francji). Osobom zaznajomionym z wieloletnimi polemikami, do których dochodziło w ostatnich latach na kilku portalach prawicowych, nie trzeba tłumaczyć podstaw ekscentrycznej teorii katechonów, głoszonej z uporem (godnym lepszej sprawy) przez pierwszego z tych autorów. Słowo katechon zatraciło w niej tak naprawdę pierwotne, religijne i apokaliptyczne znaczenie (jako tego, kto powstrzymuje nadejście Antychrysta), stając się synonimem każdego dzierżymordy, który akurat utrzymuje względny porządek. Tak czy inaczej, w tej optyce takim katechonem jest naturalnie Putin – jako potencjalny, a może i faktyczny obrońca cywilizacji chrześcijańskiej (cóż z tego, że na bazie schizmatyckiego prawosławia) oraz tradycyjnego pojmowania państwa i polityki – przed zakusami liberalizmu, Zachodu, a nade wszystko ulicznych buntowszczyków (np. z Majdanu). W niektórych wypisach z Ratnika przejawia się z kolei quasi-mistyczna wiara w przeznaczenie historyczne Rosji i jej przewagę nad skarlałym Zachodem.

Optyka ta jest częściowo podobna do postawy dominującej na Xportalu czy w tekstach Laseckiego, aczkolwiek tutaj akcentuje się nie globalną rewolucyjność czy synkretyzm Dugina, ile raczej potencjał reakcyjny, konserwatywny czy kontrrewolucyjny, mogący tkwić w Rosji. Należy przy tym mieć na uwadze, że perspektywa ta nie ma jak na razie przełożenia na działalność polityczną, a przy tym w przypadku Wielomskiego nie zawsze jest jasne, kiedy wyrażana jest z całą powagą, a kiedy naznaczona polotem internetowego trollingu i świadomego, prowokacyjnego przerysowania.

Druga kwestia to drobiazg, ale charakterystyczny. Otóż ciekawe jest to, że prominentnym autorem Xportalu jest dr Adam Danek, niekryjący swoich ostrych sympatii piłsudczykowskich. Okazuje się tu więc, że zbliżoną postawę wobec bieżącej kwestii ukraińskiej prezentują z jednej strony kamienni endecy, a z drugiej – ich (nominalny) arcyprzeciwnik, równający nieraz z ziemią ich podstawy ideowe. Ten ostatni musi zapewne dokonać pewnej redefinicji czy to swego piłsudczyzmu, czy to swojej postawy globalnie rewolucyjnej, ale nie musi nas to w tej chwili zajmować.

Wreszcie kwestia trzecia – a mianowicie te osoby, którym trudno ze zdroworozsądkowego punktu widzenia przypisać bycie sługusami Putina, ale które tak właśnie etykietowane są w mediach pokroju Frondy czy „Gazety Polskiej”. Chodzi tu o osoby, których ewentualna orientacja „prorosyjska” (ten cudzysłów wypadałoby tu wręcz pogrubić), jest pochodną chłodnej refleksji, a nie ustalonych dogmatów. Mowa tu np. o Grzegorzu Braunie, który przytomnie zwrócił uwagę w swoich wypowiedziach na to, że Polska, być może niepotrzebnie i nie otrzymując nic w zamian, daje się wciągać w grę zachodnich ośrodków wpływu, po raz kolejny padając ofiarą manipulacji. Inna postać to wspomniany już wyżej Stanisław Michalkiewicz, ale także Janusz Korwin-Mikke. Ten ostatni jest w oczach niektórych sztandarowym ruskim agentem, mimo wielokrotnego podkreślania, że nie tylko nie popiera separatystycznych republik, ale wręcz zgadza się z giedroyciową tezą, iż Polskę od Rosji powinna oddzielać rozległa Ukraina.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.