Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Przeciw Obozowi Małej Polski

Przeciw Obozowi Małej Polski

Adam Danek

Nacjonalizm w jego odmianie etnicznej rodzi fundamentalne błędy polityczne. Sprowadzając ideę narodową do postulatu ochrony i wspierania pewnych cech biologicznych czy antropologicznych oraz grupy ludności będącej ich nośnikiem, dąży do oparcia wspólnoty politycznej (państwa) na podstawach etnicznych. Uniemożliwia to państwu prowadzenie ekspansji terytorialnej, ponieważ przyłączenie przez nie ziem zamieszkanych przez odmienne narody, lub inne grupy etniczne, prowadziłoby do podważenia jednonarodowego (etnicznego) charakteru państwa, a tym samym podważenia jego legitymizacji. Etnocentryzm uniemożliwia również integrację polityczną z innymi państwami, ponieważ wzbudza ona obawy o zachowanie w przyszłości etnicznego charakteru państwa. Dla rządu kierującego się nacjonalizmem etnicznym polityka ekspansji okazuje się wykonalna jedynie drogą drastycznych praktyk, takich jak zbiorowe deportacje, masowe przesiedlenia i wypędzenia, bądź rozmyślne wynaradawianie (przymusowa „polonizacja”) mniejszości etnicznych. Nacjonalizm etniczny wiedzie wówczas do barbarzyńskiego niszczenia lokalnych wspólnot terytorialnych, a z nimi podstawy konserwatywnego ładu – związku człowieka z ziemią, lub też do celowego odzierania ludności z jej partykularnych tradycji historycznych.

W praktyce nacjonalizm etniczny pociąga za sobą albo zmniejszenie rozmiarów państwa (okrojenie jego terytorium do obszaru etnicznego danego narodu), albo represje na tle narodowościowym w stosunku do kresowych grup etnicznych (co skutkuje destabilizacją sytuacji w pasach przygranicznych i trwale zagraża bezpieczeństwu granic). Jego propagatorów wypada przeto ochrzcić mianem Obozu Małej Polski, choć oni sami nierzadko gardłują, a nawet wrzeszczą, o „Wielkiej Polsce”, leżącej na antypodach ich prawdziwych poglądów. W okresie międzywojennym, myśliciel geopolityczny dr Wacław Mejbaum (1887-1948), sam nacjonalista i były działacz narodowej demokracji, widział w nich „obóz małego człowieka w Polsce”, natomiast inny myśliciel geopolityczny i teoretyk polskiego imperializmu, Włodzimierz Bączkowski (1905-2000), pisał o nich „pomniejszyciele Rzeczypospolitej”.

Dziś, gdy już od dawna rozpoznajemy dokładnie zgubne konsekwencje etnicznego nacjonalizmu, jego miejsce musi zająć nacjonalizm o odmiennej treści. Przedmiotem jego nie powinna być grupa ludności o określonych cechach etnicznych, lecz terytorium geograficzne. To ziemia w długich procesach dziejowych stwarza naród z grup o różnym pochodzeniu. Ziemia łączy ludzi, krew ich różnicuje – dlatego rdzeń zdrowego nacjonalizmu stanowi kult ziemi, nie krwi. Nacjonalizm terytorialny (nacjonalizm ziemi) unieszkodliwia pułapkę nacjonalizmu etnicznego (nacjonalizmu krwi). Francuski konserwatywny nacjonalista Maurycy Barrès (1862-1923) mądrze powiada, iż „Ojczyzna to ziemia i groby”, a „Naród to wspólne posiadanie starożytnego cmentarza i chęć zachowania go niepodzielnym”. Wszelako terytorium potrzebuje obrońcy, ziemia i cmentarze – strażnika. Jest nim państwo: wspólny dla wszystkich żyjących na jego terytorium i związanych z jego ziemiami grup ludności ośrodek mocy politycznej i obiekt mistyki politycznej, depozytariusz ich wspólnej historii (obecnej obok lokalnych tradycji partykularnych) i źródło wspólnej dziejowej chwały.

Tak pojmowany nacjonalizm różni się od etnicznego nacjonalizmu Obozu Małej Polski, ponieważ jego przedmiotem pozostaje ziemia (element trwały, umiejscowiony – konserwatywny) w przeciwieństwie do ludności (elementu ruchomego, zmiennego) oraz państwo (siła odgórna) w przeciwieństwie do ludności (siły oddolnej). Polska potrzebuje zatem takiego nacjonalizmu, jaki dla obszaru postsowieckiego postuluje czołowy przedstawiciel neoeurazjatyzmu Aleksander Dugin (ur. 1962).1 Do polskich prekursorów tego rodzaju nacjonalizmu należał m.in. myśliciel polityczny i geopolityczny dr Stanisław Bukowiecki (1867-1944), konserwatysta i były endek. W książce „Polityka Polski niepodległej. Szkic programu” (1922) Bukowiecki wywodził:

„Jest więc pojęcie narodu pojęciem politycznym. Łączność terytorialna, rasowa, językowa, wyznaniowa, obyczajowa, gospodarcza nie jest dostateczna dla nadania zbiorowości charakteru narodu, konieczny jest tutaj czynnik polityczny, a więc własna państwowość rzeczywista, albo przynajmniej państwowość potencjalna t. j. tradycja własnej państwowości i co ważniejsze, oparte na tej tradycji, aspiracje do odzyskania państwowości.

(…)

Państwo polskie po zmartwychwstaniu ma do rozwiązania wielki problemat w stosunku do zaludniających je obcych grup etnicznych i przede wszystkim staje przed nim pytanie, czy w jego ustroju pojęcie narodu ma być identyfikowane z pojęciem obywateli państwa na podobieństwo tego, jak to się dzieje na zachodzie, czy też ma się uznać, że w państwie polskim oprócz narodu polskiego istnieją inne jeszcze narody w znaczeniu politycznym. Odpowiedź w pierwszym z wymienionych kierunków nie wywoływałaby żadnych wątpliwości, gdyby Polska zredukowana była do swojego terytorium etnograficznego. Gdyby natomiast był się ziścił program federalistyczny, t. j. gdyby były utworzone w pewnym federacyjnym związku z Polską organizmy polityczne litewski, białoruski i ukraiński w granicach pierwszego rozbioru, to kwestia musiałaby być rozwiązana w kierunku drugim. Faktycznie jednak program federalistyczny się nie ziścił, a z drugiej strony Polska nie jest ograniczona do swojego terytorium etnograficznego, wobec czego rozwiązanie zagadnienia przedstawia więcej trudności.

(…)

Zdaniem moim podstawą tego stosunku powinno być rozróżnienie pomiędzy pojęciem narodu jako pojęciem politycznym, a pojęciem narodowości w znaczeniu zbiorowości etniczno-językowych z wyłączeniem pierwiastka politycznego. W państwie polskim jest jeden naród polski; termin Polak obejmuje wszystkich obywateli tego państwa, zarówno mówiących po polsku jak tych, których językiem rodowitym jest niemiecki, czy białoruski i którzy stanowią grupy narodowościowe. Takie w stosunku do obecnie przyjętego rozumienia rozszerzenie pojęcia polskości wkłada jednak na państwo pewne obowiązki, z którymi dotąd nasza opinia publiczna oswoić się nie może. Przywykła do utożsamiania pojęcia narodu w znaczeniu politycznym z pojęciem narodowości, jako grupy etniczno-językowej, skłonną jest do wysuwania na plan pierwszy interesów i korzyści Polaków jako tej właśnie grupy w przeciwstawieniu do obywateli państwa innej narodowości, a nawet w prawodawstwie Polski niepodległej widzimy niektóre tego ślady. Z tym jednak trzeba skończyć. Skoro się żąda od wszystkich obywateli państwa, aby byli politycznie Polakami, a takie żądanie jest koniecznym warunkiem rzetelnej ich wierności dla Rzeczypospolitej, to z drugiej strony należy ich też traktować jako Polaków zupełnie równouprawnionych”.

Tak pojmowany nacjonalizm, inaczej niż Obóz Małej Polski, na poziomie politycznym utożsamia naród (bądź lud) nie z grupą ludności o tych lub owych cechach etnicznych, lecz ze zrośniętą wiekami dziejów wspólnotą historyczną, spojoną tradycją państwową.2 Ideowych źródeł takiego nacjonalizmu poszukiwać należy nie w myśli politycznej endecji, ulubionej przez Obóz Małej Polski (i słusznie, gdyż z niej biorą początek jego ordynarne uprzedzenia ideologiczne), ale w tradycjach politycznych polskich konserwatystów, piłsudczyków (np. „twórczy nacjonalizm państwowy”, głoszony w latach trzydziestych przez płk Bogusława Miedzińskiego, 1891-1972) czy krajowców działających na wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Tylko taki nacjonalizm pozwoli Polsce przekroczyć ciasne granice zakreślone jej przez Obóz Małej Polski i wzniesie się na poziom imperialny.

Triada „ziemia – kraje – państwo” widnieje na sztandarach nacjonalizmu w swej istocie zdobywczego, a jednocześnie na wskroś tradycjonalistycznego, postrzegającego organizm narodowy właśnie jako organizm: byt odznaczający się zarazem jednością i uporządkowanym zróżnicowaniem. Spod jego sztandarów wyszły niegdyś koncepcje Cesarstwa Polskiego autorstwa Karola Ludwika Konińskiego (1891-1943), „wielkiego narodu” autorstwa Adama Doboszyńskiego (1904-1949), Państwa Zachodniosłowiańskiego autorstwa prof. Karola Stojanowskiego (1895-1947), Imperium Słowiańskiego autorstwa myślicieli związanych z Konfederacją Narodu. Taki nacjonalizm obudzi też kiedyś, jeśli Opatrzność pozwoli, ducha polskiego narodu, ale i ochroni go przy tym przed sklerotycznym i w gruncie rzeczy materialistycznym redukowaniem własnego wewnętrznego bogactwa do grupy etnicznej i jej cech – czego pod hasłami nacjonalizmu zapyziałego i błędnie rozumianego domagają się tromtadraci z Obozu Małej Polski.


1 Zob. Aleksander Dugin, Nacjonalizm sowiecki, czy rosyjski?, „Templum Novum. Kanonada Narodowego Romantyzmu”, 2009, nr 8, ss. 69-72.

2 Punktem odniesienia, inspirującym pracę koncepcyjną rzeczników takiego nacjonalizmu będzie na przykład nie tyle państwowość polska w granicach jałtańskich (Republika Okrągłego Stołu, a wcześniej PRL), ile raczej Rzeczpospolita w okresie przedrozbiorowym.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.