Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Kriegsfall-U – s/t

Kriegsfall-U – s/t

Adam Tomasz Witczak

Złe wieści dla Bestii — wróciliśmy — takim hasłem Kriegsfall-U reklamuje swój najnowszy album. Przypomnijmy: Kriegsfall-U zadebiutował na scenie militarno-industrialnej w roku 2004, wydając siedmiocalowy, winylowy split z Wappenbund. Rok później ukazał się winyl dziesięciocalowy, tym razem dzielony z Autopsią, a także pełnoprawny, niezatytułowany album na kompakcie. Zespół pojawił się na kilku składankach, a w 2009 roku wydał na CD-R płytę (również pozbawioną tytułu) z kilkoma nowymi nagraniami i koncertowymi wersjami paru starych utworów. Rok 2011 przyniósł, nakładem czeskiej Epidemie Records, kolejny materiał (znów „untitled”). Rzecz trwa niespełna 37 minut, nie jest więc zbyt długa, ale odnoszę wrażenie, że twórcy powiedzieli w tym czasie właśnie to, co powiedzieć chcieli.

W materiałach promocyjnych album ten polecany jest miłośnikom starego Dernière Volonté, Der Blutharsch, Sophia, czy Arditi. Cóż, porównanie do Dernière Volonté (nawet wczesnego) nie jest zbyt trafne — zwiewność, lekkość muzyki Geoffroya D. nijak ma się do surowości, posępnej atmosfery i ciężaru Węgrów. Skojarzenia z pierwszymi albumami Der Blutharsch lub twórczością Sophii i Arditi są bardziej na miejscu, trzeba tu jednak powiedzieć sobie wprost — najnowsze dzieło Kriegsfall-U jest przez większość czasu na tyle ostre i hałaśliwe, że przywodzi na myśl raczej Folkstorm, Wappenbund, czy nawet Brighter Death Now, Mental Destruction i Genocide Organ. Szczególnie uwidacznia się to w kompozycji „Sententia”, która jest po prostu ścianą oczyszczającego hałasu, zza której dobiegają okrutnie zdeformowane okrzyki i deklamacje — całość wpisuje się wręcz w estetykę power-electronics. Takich brutalnych fragmentów jest więcej, choćby w utworach „Interregnum! Interregnum!” czy „Usd a Bestiat!”. Węgrzy bez skrępowania operują metalicznymi, zgrzytliwymi dźwiękami, łącząc je z ponurymi, monotonnymi rytmami werbli i kotłów czy strzępkami muzyki żołnierskiej i ludowej. Nie brak też elementów dark ambientu, a więc głębokich dronów, rozmytych szmerów i grobowych melodii, malujących się gdzieś w tle.

Są w tej muzyce obecne emocje (widać to w textach, słychać w wokalu), ale nie ma nic „osobistego”, jeśli rozumieć przez to własne wynurzenia i rozdrapywanie zakamarków prywatnego życia. Tu wszystko podporządkowane jest określonej idei — poglądy Węgrów są klarowne, a ten konkretny album dedykowany jest dwóm postaciom historycznym — Tomaszowi Molnarowi (myślicielowi konserwatywnemu) i legendarnemu prymasowi Mindszenty’emu.

Jest to — moim zdaniem — bardzo dobry materiał, zarówno pod względem kompozycyjnym, jak i technicznym (w sensie realizacji studyjnej). Zwraca uwagę eleganckie wydanie (i mówię tu o zwykłej wersji, a przecież jest jeszcze specjalna — w drewnianym pudełku, z plakatem i dodatkową płytką) oraz fakt, że w książeczce wydrukowano wszystkie texty (w dwóch wersjach językowych — węgierskiej i angielskiej). Ostatecznie trzeba mieć jednak na uwadze, że jest to muzyka, która dla wielu może się okazać zbyt trudna, ciężka i surowa (pomimo lżejszych momentów, jak choćby wieńczący płytę akustyczny utwór neofolkowy). Niemniej — warto się z nią zapoznać.

Kriegsfall-U — s/t, wyd. Epidemie Records 2011

1. Ezek Vagyunk, 2. Usd a Bestiat!, 3. Interregnum! Interregnum!, 4. Tisztak, Hosok, Szentek, 5. Sententia, 6. Aeterna Hungaria, 7. A kiralysagunk megment

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.