Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Świat tamtego lata

Świat tamtego lata

Adam Tomasz Witczak

Czy w muzyce Ludoli możliwy jest jakiś „progres”? Zapewne tak, moglibyśmy wyobrazić sobie Ludolę z werblami i kotłami, podbitą gitarowym przesterowaniem i poplątanymi solówkami. Moglibyśmy pokusić się o wizję wypełnienia tej muzyki quasi-filmową orkiestrą à la Enniusz Morricone (byłby to swoisty krok w stronę estetyki Spiritual Front) – albo dywagować nad tym, jak brzmiałyby te piosenki w industrialnej stylistyce Turbund Sturmwerk czy wczesnego Krępulca. Ale czy tu jest potrzebny taki „progres”? Czy na pewno mógłby wnieść cokolwiek nowego?

Moim zdaniem – nie. Ludola przypomina mi niektóre sympatyczne niemieckie kapele neofolkowe – z Belborn na czele. Porównanie to jest zapewne trochę obrazoburcze, biorąc pod uwagę głęboko słowiańskie korzenie i nawiązania polskiego zespołu, chwilami budowane wręcz w opozycji do tego, co germańskie – ale przy bliższym zastanowieniu się powinniście się zgodzić, że coś jest na rzeczy. Tutaj esencją jest prostota: skromny garnitur instrumentów (gitara, akordeon), chwytająca za serce, porywająca melodia, tyrtejska poezja w tekstach. W istocie muzyka nie pełni tu roli jakiegoś monumentalnego, samodzielnego „dzieła” – jest (tylko i aż) akompaniamentem do słów, wehikułem dla tekstów. Jednocześnie jednak nie ma to wiele wspólnego z jakimś ideologicznym „przekaziorem”. Teksty Ludoli są tak dobrane, że choć oczywiście nie przypadną do gustu kosmopolitom, to jednak z powodzeniem będą się z nimi mogły utożsamić grupy i jednostki o nader rozmaitych zapatrywaniach.

Ludola niewątpliwie zamieszała na polskiej scenie… no właśnie – jakiej? Czy można tu mówić o neofolku? Kategorie i szufladki nie mają aż tak wielkiego znaczenia. Kilka razy o tym czy owym projekcie mówiono: „prawdopodobnie pierwszy polski neofolk”. Ale chyba dopiero Ludola jest pierwszym neofolkiem z prawdziwego zdarzenia – i od razu odrębnym, samodzielnym, rdzennym, korzennym. To nie runy, czarne uniformy, Heimat i Wandervogel – to rogatywki, husaria, powstańcy roku ‘44, żuawi śmierci, kosynierzy i konfederaci barscy, to szlacheckie dworki na Kresach, łany zbóż – „i takie tam”, chciałoby się dodać. A najciekawsze, że wszystko to nie jest wcale przaśne, nijak nie przypomina jakiegoś sztywnego festiwalu piosenki żołnierskiej rodem z PRL czy szkolnej akademii.

Czytelnik zauważy zapewne, że de facto niewiele piszę o nowym albumie. W istocie bowiem można napisać o nim to wszystko, co powyżej – i to wszystko, co o poprzednich. I będą to dobre słowa. Przyznam zresztą, że z początku byłem nieco rozczarowany, słysząc o trzecim kompakcie grupy. Oto przecież temat Powstania Warszawskiego jest, zdawałoby się, wyczerpany do granic możliwości. Mieliśmy Lao Che, mieliśmy militarną kompilację Fluttering Dragon, wiele innych utworów, komiksy, książki, w Warszawie stoi słynne Muzeum – cóż można jeszcze do tego dodać? A jednak teraz, kiedy słucham płyty, mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. I to naprawdę jakoś porywa, wznosi i orzeźwia. Na przekór nudziarzom i „realistom”. The World That Summer!

Ludola – „Świat był piękniejszy tego lata”, wyd. Bunkier Productions 2013

1. Godzina W, 2. Sierpień, 3. Żołnierzom 690. Zgrupowania, 4. Niech z nas kpią, 5. Jedyna prawda, 6. Ojczyzno Moja, 7. Słowa Pożegnania, 8. Świat był piękniejszy tego lata

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.