Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Gareth B.: W obronie rewolwerowca

W obronie rewolwerowca

Gareth B.

Termin „rewolwerowiec” odnosi się zasadniczo do mężczyzn z epoki Dzikiego Zachodu, którzy zyskali reputację dzięki sprawnemu posługiwaniu się bronią. W szeregach owych legendarnych postaci znajdują się zarówno bandyci, jak i stróże prawa, aczkolwiek dziś wiemy, że dzielące ich różnice były często niewyraźne. Stąd też do rewolwerowca przyległa na stałe opinia nieprzewidywalnego i przebiegłego oportunisty.

Jednakże na potrzeby tego artykułu, pojęcia „rewolwerowiec” będę używał na określenie uzbrojonego mężczyzny, oferującego swe umiejętności w celu ochrony interesów klienta.

Jeśli wierzyć temu, co pokazuje Hollywood, Dziki Zachód nie był miejscem dla nieuzbrojonych — wszystkie spory, od oskarżeń o kradzież bydła i szulerkę po nielojalność i zwykłą alkoholową bójkę, rozwiązywane były na ulicy w strzeleckim pojedynku. Rzeczywistość wyglądała jednak znacznie bardziej banalnie, a społeczeństwo „Dzikiego” Zachodu było co najmniej równie spokojne jak współczesne. Mit anarchicznego chaosu, panującego w owym okresie historycznym, ma swoje źródła raczej w ludowych legendach, otaczających rewolwerowców, niż w tym, jak faktycznie funkcjonowały społeczeństwa, w których władza państwa była znikoma lub nieobecna.

Dla większości mężczyzn na Dzikim Zachodzie bycie silnie uzbrojonym przez cały czas nie było niczym nieodpowiednim. Skoro większość mężczyzn nosiła broń oraz istniał państwowy wymiar sprawiedliwości, to nasuwa się pytanie, z czego wynikał popyt na rewolwerowców jako dostawców usług ochrony. Otóż, rewolwerowiec pozwala rozwiązać kilka problemów.

Po pierwsze, jest chętny wziąć na siebie ryzyko, jakie musiałby ponieść jego zleceniodawca, chcąc osobiście chronić swoje interesy. Rewolwerowiec jest czymś więcej niż tylko strachem na wróble, bowiem, służąc innym, aktywnie naraża siebie samego na niebezpieczeństwo. A jednak powszechna niechęć wobec interesowności i dążenia do zysku powoduje, iż nie jest on określany mianem bohatera — w odróżnieniu od jego współczesnych, noszących odznaki odpowiedników, pracujących dla rządu.

Po drugie, jest on specjalistą. Rewolwerowiec, jak sama nazwa wskazuje, będzie prawdopodobnie posiadał większą zręczność i celność w posługiwaniu się bronią niż większość społeczeństwa. Dzięki doświadczeniu będzie bardziej świadomy i lepiej przygotowany na zetknięcie się z potencjalnie niebezpiecznymi ludźmi bądź sytuacjami. Spędza swój czas na zapewnieniu bezpieczeństwa, dzięki czemu nie musi tego robić jego zleceniodawca. W ten sposób obecność rewolwerowca zapewnia jego zleceniodawcy spokój, by mógł on skoncentrować swe wysiłki na innych, bardziej pożądanych i produktywnych przedsięwzięciach.

Po trzecie, rewolwerowiec działa na korzyść szerszej, praworządnej wspólnoty. Poprzez odstraszanie bandytów i zwalczanie przestępczości chroni on interesy całej społeczności, nie obciążając jej mieszkańców dodatkowymi kosztami. Rząd natomiast przeciwnie — może próbować zapewniać tego typu usługi jedynie poprzez przymusowe ściąganie opłat od danej społeczności.

Czy jednak we współczesnym społeczeństwie znalazłoby się miejsce dla rewolwerowców?

Niewiele państw na świecie złagodziło regulacje dotyczące broni na tyle, by ich obywatele mogli ją posiadać, nie mówiąc już o noszeniu jej w miejscach publicznych. Na szczęście istnieje jeszcze prywatny sektor usług ochrony — i to nawet w państwach, gdzie policja jest wyjątkowo dobrze dofinansowana, a wskaźniki przestępczości są relatywnie niskie. Widać zatem wyraźnie, że rynek nie tylko zgłasza popyt na ochronę ze strony owego sektora, ale wręcz potrzebuje go, by funkcjonować.

Poważne braki w budżecie, szkoleniu i personelu to najczęstsze przyczyny, jakie podaje się, tłumacząc porażkę państwowej policji w kwestii ochrony obywateli i ich własności przed przestępcami, a także jej nieudolność w ujmowaniu sprawców. Jako środki do walki z plagą przestępczości nieustannie proponuje się zwiększenie funduszy oraz ochotniczą pomoc ze strony społeczeństwa.

Nie wydaje się jednak, by te same czynniki personalno-zasobowe ograniczały świadczenie usług przez prywatny sektor ochrony. W Stanach Zjednoczonych, w których rozwija się stopniowo od lat 80., zatrudnia on grubo ponad milion osób. Tymczasem w państwowej policji pracuje ok. 800 tys. funkcjonariuszy, a skala ich płac jest ponad dwukrotnie wyższa niż w przypadku ich odpowiedników z sektora prywatnego. Brak zasobów i wyszkolonego personelu to pusta wymówka dla nieefektywności państwowej policji. By zrozumieć problem, musimy przyjrzeć się alokacji owych czynników.

Szkoła austriacka wyjaśnia, iż jedną z fundamentalnych przyczyn, dla których uspołeczniona produkcja dóbr i usług nie może się równać z produkcją rynkową, jest to, że rządy po prostu nie są w stanie efektywnie koordynować i alokować zasoby.

Rządom brakuje bodźców, które skłaniają producentów prywatnych do kontroli kosztów, spełniania oczekiwań klientów oraz śledzenia poczynań konkurencji, mających na celu utrzymanie zyskowności. Porażka w realizacji takich zadań w sektorze prywatnym prowadzi do strat i, ostatecznie, bankructwa.

Państwowa biurokracja natomiast ma skłonność do marnotrawstwa i korupcji, a jedyne, co skłania ją do skuteczności, to instrukcje polityczne. Funkcjonariusze agencji rządowych muszą spełniać jedynie oczekiwania swoich zwierzchników — nie konsumentów — i nigdy nie muszą martwić się konkurencją, osiąganiem zysku czy możliwością bankructwa.

Krótko mówiąc, ponieważ przychody biurokracji zależą od decyzji politycznych, a nie od zadowolenia konsumentów, nie istnieją w jej przypadku żadne bodźce, by działać tak efektywnie jak prywatni producenci.

Sektor prywatny oferuje niezliczoną ilość dóbr i usług, by sprostać potrzebom konsumentów, jednak w odróżnieniu od podmiotów państwowych, ciągle musi mieć na uwadze jakość oraz ceny swoich produktów. Prywatna produkcja bezpieczeństwa gwarantuje szeroką sieć wyspecjalizowanych usług — od uzbrojonych eskort oraz ochroniarzy patrolujących posiadłości po grupy interwencyjne, zdolne w ciągu kilku minut dotrzeć na miejsce — z jaką rząd, nawet w krajach bogatych, nie może skutecznie konkurować. To właśnie jest jedną z tajemnic sukcesu.

Jak wyjaśnia Ludwik von Mises: „Jedynym źródłem, z którego biorą się zyski przedsiębiorcy, jest to, że lepiej niż inni potrafi przewidzieć przyszłe potrzeby konsumentów”1. Jest zatem zdumiewające, że rząd, mając po swojej stronie znacznie większą ilość zasobów oraz społeczne przekonanie o jego zasadniczej roli jako obrońcy porządku publicznego, nieustannie jest przewyższany przez sektor prywatny nie tylko pod względem wydajności, ale także konkurencyjności.

Jak jednak ma się to wszystko do rewolwerowca? Otóż sprawy układają się po jego myśli. Po recesji z 2008 r. zatrudnienie w branży prywatnej ochrony wzrosło ponownie. Rozrastające się państwo policyjne, walcząc rzekomo z widmami narkomanii i terroryzmu, nie jest już w stanie zaspokoić rynkowego popytu na ochronę osób i mienia. Dodatkowo, wiele zadłużonych stanów i samorządów lokalnych boryka się z cięciami budżetów, co przekłada się na zmniejszenie ilości zapewnianych usług, w tym podstawowej ochrony policyjnej. Podczas gdy państwowa policja spędza czas na uganianiu się za duchami oraz niańczeniu nieuzbrojonych demonstrantów, rynek bezpieczeństwa wraca powoli w bardziej kompetentne ręce.

W klasycznej powieści westernowej Karola Portisa, True Grit, jedna z postaci zauważa: „W miejscu tym nie kwitnie cywilizowana sztuka handlu”. Słowa te odnoszą się do terytoriów, znajdujących się poza jurysdykcją rządu. Jednak wbrew tej opinii, cudem jest raczej to, że handel kwitnie tam, gdzie swą obecność zaznacza rząd. Dzieje się tak po części właśnie dzięki tym, którzy — jak rewolwerowcy — gwarantują poszanowanie praw własności oraz bezpieczeństwo prowadzenia interesów.

tłumaczenie: Dawid Świonder


1 Zob. Ludwig von Mises, Ludzkie działanie, tłum. Witold Falkowski, Instytut Misesa, Warszawa 2007, s. 251.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.