Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Stary Porządek i Novus Ordo Seclorum

Stary Porządek i Novus Ordo Seclorum

Adam Danek

W artykule „Liberalizm a państwo” („Najwyższy CZAS!” nr 27-28/2008) p. Janusz Korwin-Mikke przypisał mi niezrozumienie istoty liberalizmu, w szczególności zaś liberalnego modelu państwa. W swej polemice nie tyle jednak odpiera, ile raczej potwierdza krytykę owej ideologii, jaką powtórzyłem za mądrzejszymi ode mnie myślicielami XIX i XX wieku. Kreśląc poniższe uwagi, zamierzam podtrzymać zajęte wcześniej stanowisko.

Zanim wszelako przejdę do meritum, pozwolę sobie zwrócić uwagę na użyte przez p. Korwin-Mikkego sformułowanie „Mustafa Kemal Pasza (…) – taki turecki Stalin czy Piłsudski”. Stanowczo sprzeciwiam się porównywaniu Marszałka Piłsudskiego z siepaczami postępu pokroju Atatürka i Józefa Wissarionowicza. Pomijając ocenę samego Marszałka, wykazuje ono zwykły brak logiki. Piłsudski, tak w oczach swoich zwolenników, jak i przeciwników, uosabiał polską tradycję, uchodził za epigona dawnego, minionego świata. Bruno Schulz pisał o nim: „(…) wyszedł z podziemi historii, z grobów, z przeszłości (…). Ciągnął za sobą przeszłość, jak płaszcz ogromny na całą Polskę”. Atatürk i Stalin to postacie przeciwnego typu – niszczyciele tradycji, w imię nowego konsekwentnie anihilujący świat wyrosły z przeszłości. (Osobiście natomiast uważam stawianie Marszałka w jednym szeregu z tymi ikonami diabelskiej Rewolucji za bezczelną potwarz.)

Ale do rzeczy. P. Korwin-Mikke próbuje dowodzić, że ancien régime – czyli tradycyjny europejski ład monarchiczny – był liberalny, i to w stopniu nieporównywalnym z jakimkolwiek państwem nowoczesnym. W tym celu przytacza znany passus z książki Pawła Jasienicy poświęconej kontrrewolucyjnemu powstaniu w Wandei: „Najbardziej liberalna republika współczesna wydawałaby się człowiekowi [sprzed rewolucji – przyp. JKM] jednym wielkim domem niewoli. Stary Porządek był wręcz naszpikowany niepojętymi dzisiaj dla na wolnościami”. W innym miejscu artykułu pisze zaś: „(…) najwyższą wartością dla liberałów jest zazwyczaj nie ‘jednostka ludzka’, lecz Wolność – nie dlatego, by liberałowie nie cenili jednostki ludzkiej, tylko dlatego, że Wolność (jako brak zakazów) ma sens konkretny”. To oczywiście prawda, że w Starym Porządku człowiek cieszył się znacznie większą swobodą, niż obecnie pod reżimem liberalno-demokratycznym, ale nie miało to nic wspólnego z liberalizmem. W obrębie Starego Porządku funkcjonowały właśnie wspomniane wolności – konkretne, dotyczące poszczególnych dziedzin życia, różnie określone dla różnych osób, w zależności od statusu tych ostatnich w hierarchii społecznej. Liberałowie roją natomiast o pisanej majuskułą Wolności, która jest kategorią ideologiczną: czymś (rzekomo) wszechogarniającym, (rzekomą) pierwotną kondycją człowieka, przynajmniej początkowo taką samą dla wszystkich. W przeciwieństwie do nich, obrońcy Starego Porządku wiedzą, iż abstrakcyjna i uniwersalna Wolność nie istnieje, iż każda wolność ma charakter z natury ograniczony, ponieważ wyprzedza ją ład, który umożliwia w ogóle jej zdefiniowanie i praktykowanie. Jeden z nich, reakcjonista Ryszard Weaver (1910-1963), zauważył: „Amerykański pisarz polityczny ostatniego stulecia postawiony wobec twierdzenia, że wszyscy ludzie są stworzeni wolni i równi, zapytał, czy nie właściwszym byłoby powiedzieć, że żaden człowiek nie był stworzony wolny i żadnych dwu ludzi nigdy nie było stworzonych równymi”.

Co do liberalnego modelu państwa, pisze p. Korwin-Mikke między innymi: „Rzeczywiście liberałowie żadnego chyba obrządku nie mogą zgodzić się z tym, by jakaś grupa narzucała innym swoje wartości. (…) Tu wszelako ważna uwaga: taka wolność może istnieć tylko w silnym państwie – państwie silnym wojskiem, policją i zdecydowaniem w tej podstawowej sprawie. Takie państwo może pozwalać na głoszenie dowolnych poglądów – przy jasnym postawieniu kwestii: jak spróbujecie siłą je narzucić, bez cienia wahania będziemy strzelać!”. Otóż „nienarzucanie wartości innym” stanowi kolejny doktrynerski wymysł liberałów. Państwo bowiem zawsze „narzuca” pewne treści, gdyż każde państwo — w tym i liberalne – posiada jakąś podstawę aksjologiczną bądź normatywną. W moim szkicu, z którym Autor polemizuje („Jednostka i państwo, czyli obłuda liberalizmu”, „Najwyższy CZAS!” nr 26/2008), pokazywałem jedynie, że państwo o liberalnych podstawach aksjologicznych obiecuje chronić człowieka przed przymusem i pozostawić mu swobodę kształtowania własnej tożsamości, podczas gdy w rzeczywistości samo wywiera na niego nacisk oraz oddziałuje nań w sposób sprzyjający zacieraniu wszelkich wyrazistych, spójnych tożsamości. Jeśli natomiast państwo ma wpisywać się w porządek rzeczy ustanowiony przez Boga, musi opierać się na zasadach katolickich i konserwatywnych (tradycjonalistycznych) – a zatem z definicji antyliberalnych.

P. Korwin-Mikke dalej następująco precyzuje kształt liberalnego państwa: „Reasumując: państwem liberalnym w sensie klasycznym przez czas dłuższy może być tylko monarchia dziedziczna – gdzie przyszli monarchowie są wychowywani od maleńkości w duchu liberalnym, ale też w duchu całkowitej tolerancji dla ludzkich wartości i podstawowego prawa człowieka: by żył w warunkach, jakie mu odpowiadają”. Jako monarchista z całą świadomością odpowiadam: niech nas Pan Bóg broni przed monarchią ufundowaną na „duchu liberalnym”, „tolerancji” i „prawach człowieka”! To właśnie ten model monarchii – laicki, wolteriański, fryderycjański, wolnomyślicielski – doprowadził zasadę monarchiczną do dewaluacji i upadku. To on, poprzez zeświecczenie władzy, pozwolił trony albo zniszczyć, albo skazać na rolę ozdoby w zachodnioeuropejskich „koronowanych republikach”, gdzie król – „z łaski ludu” – „panuje, ale nie rządzi”, bo rządzą partie polityczne i demokratyczny parlament. Co zaś do proponowanego przez Autora wychowania następców tronu, to przypomnijmy, iż właśnie liberalny, humanitarny Ludwik XVI świadomie skapitulował przed Wielką Rewolucją Antyfrancuską, gdyż nie chciał rozlewu krwi swych poddanych – zamiast skoczyć w siodło i zapędzić zrewoltowany motłoch z powrotem tam, gdzie jego miejsce.

Zachwalając ową modernistyczną, oświeceniową wersję monarchii, p. Korwin-Mikke powołuje się na Benjamina Constanta, klasycznego liberała doby Restauracji. Constant jednak bynajmniej nie zaliczał się do monarchistów. Hołdował przekonaniom republikańskim, ale radził dla ostrożności zachować atrapę królestwa, gdyż w jego oczach na otwarte ustanowienie republiki było jeszcze zbyt wcześnie. Na forum francuskiej Izby Parów toczył Constant słynne, zacięte polemiki z reakcjonistą Ludwikiem wicehrabią de Bonaldem (1754-1840). To Bonald konsekwentnie bronił „pryncypu monarchicznego” – przeciw Constantowi. I stoję w tym sporze po jego stronie.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.