Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Namięta: Stary, zmęczony świat

Stary, zmęczony świat

Adam Namięta

Burka rozpostarta nad wieżą Eiffla zdobi okładkę polskiego wydania najnowszej powieści Michała Houellebecqa. Obraz tyleż proroczy, ile już – co również symptomatyczne – banalny. Jeśli jakiś europejski kraj nasza wyobraźnia byłaby skora zobaczyć w tym egzotycznym przyodzieniu, byłaby to właśnie najstarsza córa Kościoła i zarazem pierwsza – rewolucji. Francuski pisarz ma dar wstrzeliwania się swoimi utworami w aktualną sytuację, nie inaczej było z Uległością, której pojawienie się zbiegło się w czasie z atakiem w redakcji „Charlie Hebdo”, a promocyjną żywotność zapewniły jej tragiczne wydarzenia z 14 listopada 2015 roku1. Po tamtym dniu wielu z nas patrzy zapewne na tę okładkę z uczuciem grozy pomieszanej ze współczuciem i może rodzajem zażenowania; zażenowania, że spełnienie kasandrycznych prognoz wydaje się tak bliskie, że to tak oczywiste – aż wstyd za tych, którzy mimo tej oczywistości dali się jednak wmanewrować w mit radosnej Europy bez barier. Ale to już kwestia objawów, do których zaliczyć też można przedstawione w Uległości przejęcie władzy we Francji przez fikcyjne Bractwo Muzułmańskie. W istocie powieść Houellebecqa nie mówi, na co zwracało uwagę wielu recenzentów, o symptomach, a więc również o ekspansji islamu, tylko o źródłach i przyczynach tytułowej uległości. Zresztą jak wszystkie, w mniejszym bądź większym stopniu, utwory kontrowersyjnego pisarza.

Przedstawiony w książce Franciszek, intelektualista, literaturoznawca i akademik, to postać sztandarowego dla twórczości Houellebecqa nowoczesnego Francuza – uwikłanego w introspektywne seanse, w jakiś sposób zmęczonego życiem, któremu nie patronuje już żadna idea (idee uległy bowiem dekonstrukcji w toku emancypowania się rozumu w ciągu ostatnich dwóch wieków) i zamykającego się wyłącznie w kręgu potrzeb czysto biologicznych, na czele z seksem. Jest jeszcze wprawdzie Jerzy Karol Huysmans, autor, któremu Franciszek poświęcił rozprawę doktorską, ale ten stanowi obiekt adoracji, rodzaj przygody – nie seksualnej, tylko intelektualnej. Cezura, którą przekroczył modernistyczny pisarz, autor słynnej powieści Na wspak, jest dla zafascynowanego nim badacza nie do przyswojenia, a tym samym również nie do powtórzenia. Mimo pewnych prób Franciszkowi nie dane będzie, wzorem Huysmansa, przeżyć nawrócenia.

Nowością w prozie Houellebecqa jest skonfrontowanie postaci takich jak Franciszek z rzeczywistością wymykającą się dotychczasowym przyzwyczajeniom, których odzwierciedleniem na polu politycznym był powielany do znudzenia wybór między partią centroprawicową a lewicową. Tutaj nadchodzące wybory nie pozostawiają złudzeń: Front Narodowy ma przewagę na pozostałymi partiami, ale w drugiej turze stanie do walki z Bractwem Muzułmańskim. Komu odda swoje głosy lewica? Czytelnicy już na okładkach Uległości otrzymują odpowiedź na to pytanie. W 2022 roku władzę we Francji przejmuje Bractwo Muzułmańskie w koalicji z socjaldemokratami. Można się zżymać na socjologiczne czy polityczne prawdopodobieństwo takich rozwiązań, jak również na miękkość przedstawionego w książce islamu, bynajmniej nie o obliczu terrorysty obwiązanego pasem szahida, choć forsującego część rozwiązań bliskich prawu szariatu (usunięcie kobiet z uczelni państwowych czy konieczność przejścia na islam tych, którzy w nich uczą). Ale Houellebecqowi najpewniej o to właśnie chodziło – chciał pokazać, że wystarczy zatrzymać się w połowie drogi, a społeczeństwo zegnie ulegle kark, zadecydują o tym pieniądze płynące od naftowych potentatów, zapewniony dostęp do kobiet i przede wszystkim brak idei, którą można by przeciwstawić nowej kulturowej sile. Ta pustka to znak rozpoznawczy jego prozy.

Większość z nas po przeczytaniu najnowszej powieści Francuza przytaknie mu, zobaczy w niej bowiem prostą konstatację – nasz kontynent wydaje się stary i zmęczony, nowe ideały nie przyniosły żadnej żywotnej, kulturotwórczej siły, przeciwnie, były jeszcze jednym gwoździem do trumny starej Europy, którą wprowadziły w epokę społecznej atomizacji, konsumpcjonizmu i biurokratyzacji (także myślenia). W Uległości znajdziemy również echa dzieci kwiatów, tych, które zostawiły Francję zużytą i wyjałowioną duchowo. To pokolenie rodziców Franciszka, najczęściej dogorywające w samotności, jak ojciec głównego bohatera, albo w otoczeniu zblazowanych kochanków i kochanek, jak jego matka. Houellebecq nie daje, co nie jest przecież niespodzianką, żadnego programu pozytywnego – i w tym Uległość jeszcze raz przypomina inne jego utwory. Przenika ją niewiara, doszczętna atrofia ducha.

Owszem, jest Huysmans, jest Peguy, jest Czarna Madonna, która daje przez moment głównemu bohaterowi uczucie zetknięcia z czymś już niedostępnym, ale… No właśnie, u Houellebecqa chrześcijaństwo nie jest nawet przedmiotem krytyki czy aprobaty, nie wymaga bowiem tak zaangażowanych odniesień, a to dlatego, że zostało zaledwie wspomnieniem czegoś nieobecnego, niezrozumiałego. Narrator prowokacyjnie informuje nas, że we Francji nie ma już żadnego katolika. Wyniki powieściowego Frontu Narodowego, które są, rzecz jasna, w jakimś stopniu odbiciem wzrostu popularności tego ugrupowania w rzeczywistości, nie robią na autorze żadnego wrażenia. On dobrze wie, że nacjonalizm to paliwo, które spala się szybko, nigdy nie rozpali ludzi tak, jak rozpalała ich przez wieki wiara, nie sięgnie tam, gdzie ona sięgała, nie postawi też przed narodem i każdym z osobna takich celów, jakie stawiało chrześcijaństwo. Nacjonalizm nie wyda żadnych wartościowych plonów. Nacjonaliści, chociaż nieprzedstawieni z bliska, to – co do fundamentów tożsamości (a więc tej przykrej pustki wypełniającej ludzi) – tacy sami Francuzi jak reszta. Zachłyśnięci chwilowym patriotyzmem, ale wciąż uwięzieni w mackach jałowego laicyzmu. Państwo wszakże to jeszcze jeden z substytutów, którymi zastąpiono Boga.

Houellebecq nie wierzy. Nie wierzy powieściowy Franciszek. To nie tak, że któryś z nich tęskni za chrześcijaństwem. Nawet groteskowa próba „uwierzenia” w wykonaniu głównego bohatera bardziej przypomina chęć zaaplikowania sobie morfiny wzorem podziwianego idola (w tym przypadku Jerzego-Karola Huysmansa) aniżeli jakieś zaczątki rzeczywistego przewrotu duchowego. Tu nic nie drga. Houellebecq wyraźnie daje znać, że chrześcijaństwo się dokonało, przeświadczenie o tym, iż nie jest ono już częścią tej historii, tej naszej współczesnej historii, emanuje z wielu kart powieści. I oczywiście nie tylko dlatego, że nie ma siły społecznej, tj. że nie porwie mas, ale również w wymiarze jednostkowym. Jest niedostępne nowoczesnemu rozumowi – to konstatacja pozbawiona wartościowania na korzyść jednego albo drugiego. Tak po prostu jest – zdaje się mówić autor Uległości.

Książki Houellebecqa mają w sobie coś takiego, że człowiek naprawdę zaczyna się czuć staro, naprawdę zaczyna odczuwać, iż pisarz opowiada o końcu świata (naszych czasów). Zniechęcenie pomieszane z nastrojami fatalistycznymi i pesymistycznymi udziela się czytającemu; potem wstaje się od książki i wraca do rytmu dnia; wydaje się, że nie jest tak źle. Czy to tylko złudzenie? Może błąd perspektywy? I czy autor opowiada wyłącznie o Francuzach, o Europie Zachodniej? A może jego powieść moglibyśmy odnieść również do nas? Gdybyśmy mieli uwzględniać tylko powierzchowne elementy polityczno-socjologiczne, to oczywiście różnimy się bardzo, różni nas też doświadczenie ostatnich dziesięcioleci – po Polsce wszakże nie przetoczył się w takim stopniu walec kontrkultury roku 1968. A jednak, chociaż może się to wydać uproszczeniem i nadużyciem w odniesieniu do kraju, który w zasadzie jest jednym z ostatnich w Europie, gdzie wciąż istnieje duża grupa wierzących (nie mityczne 90%, rzecz jasna), to przecież i my dajemy się obezwładniać nowoczesności, w której po prostu nie ma miejsca na transcendencję i na Boga (Boga żywego, obecnego, wobec którego jesteśmy zobowiązani – a nie pewnej wygodnej idei, na którą część ludzi, w tym chrześcijan, godzi się czy umieszcza zaledwie w ramach założenia). U Houellebecqa to nie kwestia wolnej woli – nie wybieramy takiej, a nie innej przyszłości. Tak musi być. To ścieżka, z której nie możemy zejść. Czysty, apatyczny fatalizm.

Michel Houellebecq, Uległość, tłum. Beata Geppert, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.


1 Dzisiaj wiemy już, że te wydarzenia miały swoją kontynuację w lipcu 2016 roku.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.