Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Szaty nowe i szaty rozdarte

Szaty nowe i szaty rozdarte

Adam Tomasz Witczak

Wydawało się, że w tym roku temat przejdzie bokiem – niezauważony. Ale gdzież tam! Bardzo prawdopodobne, że kampania się rozkręci – do 11 listopada zostało jeszcze sporo czasu. Do akcji ruszył już p. Grzegorz Szymanik, autor tekstu „Nowe szaty narodowców”, opublikowanego w środowym wydaniu organu „Agory”. Pisząc o szatach narodowców, postanowił rozedrzeć własne.

Chodzi o Marsz Niepodległości, który w dzień Święta Niepodległości Polski przejdzie ulicami Warszawy. Marsz przeszedł również rok temu, ale publicystów „Gazety” chyba rozczarował, bo narodowcy nie bardzo chcieli wpasować się w role przypisane im zawczasu na ul. Czerskiej i nie dopuścili się aktów barbarzyństwa, dzikości czy ludożerstwa. Postanowiono więc zmienić taktykę. Już przed rokiem na łamach „GW” i „Metra” pisano, że narodowcy szykują wielką przebierankę, teraz stało się to głównym „argumentem”. Pan Szymanik zaczyna od stwierdzenia, że na plakacie reklamującym marsz nie ma nazwy tych, którzy go organizują: Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej. Jest tajemnicze Stowarzyszenie Marsz Niepodległości. Skoro formalnym organizatorem jest to stowarzyszenie, to czemu miałoby być napisane co innego? Autor mógłby mieć też żal, że poszczególni organizatorzy nie są wymienieni z nazwiska. Nawiasem mówiąc, można sobie wyobrazić takie zdanie: „na okładce ‘Metra’ nie ma nazwy ‘Gazety Wyborczej’”. No tak – bo i dlaczego miałaby być? Co więcej, środowisko stojące za Marszem jest już na tyle szerokie, że dwie wymienione przez p. Szymanika organizacje nieomal „nikną w tłumie”…

Dalej czytamy, że niektórym nie podoba się plakat Marszu, przedstawiający m.in. chłopca w garniturze i dziewczynę w garsonce. Co to za banany w garniturach? oraz Tak wyglądają nacjonaliści? – mają pytać owi niektórzy na forach narodowców. Być może p. Szymanik ma dostęp do jakichś tajnych for, bo wrzucenie obu tych zdań w potężną przecież wyszukiwarkę Google daje raptem dwa wyniki – oba to linki do… artykułu Szymanika. Tak, ja rozumiem, że licencia poetica, że uogólnienie – ale nie przedstawiajmy jako cytatu czegoś, co chyba nim nie jest.

Mamy też akapit o pudrowaniu nacjonalizmu, w ramach którego już rok temu oenerowcy (…) zachęcali, by piaskowe koszule zmienić na białe. Chyba na dowód tego mamy tuż obok zdjęcie z Marszu, na którym kroczy kilkadziesiąt osób – trudno jednak orzec, w jakich koszulach, bo wszyscy są w kurtkach (listopad!). Skądinąd łatwo się zresztą przekonać (choćby przeglądając Internet), że oenerowcy dalej publicznie pokazują się w koszulach piaskowych.

Czytamy też o neonazistach z Blood&Honour, którzy zawsze chętnie szli w listopadowych marszach. Cóż to znaczy – zawsze chętnie? Na przykład ja byłem kilka razy bezpośrednio na miejscu i nigdy zastępów neonazistów z Blood&Honour nie widziałem (nie wiem, czy w ogóle jest ich wystarczająco dużo, by zebrał się choć jeden zastęp…). W roku 2007 kilku takich panów przyniosło ponoć jakieś groteskowe flagi – ale wyolbrzymianie tego i rozciąganie na cały pochód jest grubym nadużyciem. Co pan Szymanik napisze, jeśli na „blokadę antyfaszystowską” ktoś przyniesie symbole totalitarnego ZSRR (o ile już nie miało to miejsca)?

Autor „Gazety” cytuje opinię niejakiego Rafała Zieleniewskiego z Porozumienia 11 Listopada, który twierdzi, że jedną z grup wspierających marsz są nieświadome środowiska konserwatywne, które dają się złapać na wizerunek marszu patriotycznego, a nie wiedzą, z kim maszerują. Czy to ładnie tak – traktować dorosłych ludzi (pp. Rafał Ziemkiewicz, Janusz Korwin-Mikke) jak zagubione we mgle dzieci? Szczególnie, że rok temu byli i widzieli.

Na koniec dowiadujemy się, że wszystko to mistyfikacja – Ta złagodzona wersja marszu to ułuda, pod spodem nic się nie zmienia. My nie zgadzamy się na taką wizję świata: białego, hetero, Polaka, katolika (…) – mówi pan Zieleniewski. I jesteśmy w domu. Nieistotne jest to, co widać, co słychać: ważne, że czujni badacze zjawiska wiedzą, jak jest naprawdę. Nie trzeba wnioskować z widocznych faktów – wystarczą domniemania, podejrzenia, skojarzenia i argumentacja w rodzaju „X zna Y, Y jest bratem Z, Z pisywał do pisma Q, do którego pisywał także R – więc można powiedzieć, że X jest z tej samej bajki co R”.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.