Jesteś tutaj: Publicystyka » Remigiusz Okraska » Szukanie obczyzny: na manowcach ksenofobii i ideofobii

Szukanie obczyzny: na manowcach ksenofobii i ideofobii

Remigiusz Okraska

„Człowiek pozbawiony pamięci jest ledwo że człowiekiem, reprezentuje okaleczone człowieczeństwo”

Czesław Miłosz

Zdanie, które posłużyło mi za motto, pochodzi z wydanej przed kilkoma laty książki Czesława Miłosza pt. „Szukanie ojczyzny”, a wybrałem je nieprzypadkowo. Miłosz bowiem — jako jeden z niewielu rodzimych twórców współczesnych — potrafił uniknąć dwóch najgroźniejszych pułapek towarzyszących rozumieniu zakorzenienia w macierzystej zbiorowości i identyfikacji z własną ojczyzną. O Miłoszu można bez przesady powiedzieć, że odnalazł ojczyznę, czego nie sposób stwierdzić w odniesieniu do szukających obczyzny ideofobów i ksenofobów, niemiłosiernie niszczących własną i zbiorową pamięć, okaleczających jednostkowo i zbiorowo pojmowane człowieczeństwo. Postawy takie, mimo pozornych różnic, mają w rzeczywistości bliźniaczy charakter, zaś ich cechą wspólną, przesądzającą o istocie obydwu zjawisk jest niechęć wobec ojczyzny realnie istniejącej.

Ksenofobia zasadza się na tworzeniu i rozpowszechnianiu takiego obrazu ojczyzny, w którym nie starcza miejsca na jakiekolwiek wzmianki o „obcych”, bądź też ich wpływ na oblicze rodzimego etosu zostaje zmarginalizowany za pomocą przekłamań i niedomówień lub — co zdarza się najczęściej — przedstawiany jest jako pasmo negatywnych i szkodliwych oddziaływań niszczących daną kulturę. Modelowy wizerunek przeszłości i teraźniejszości zrodzony w ksenofobicznym kręgu nie jest bynajmniej, choć za taki pragnie uchodzić, prezentacją rzeczywistych elementów (i ich właściwych proporcji) składających się na całokształt kultury ojczystej. Wizerunek ten przypomina czarno-białą fotografię pozbawioną jakże bogatej palety barw towarzyszącej wszystkim zjawiskom związanym z działalnością człowieka lub z istnieniem natury. Rugowanie wpływów zbiorowości i wybitnych jednostek powiązanych z odmiennymi wzorcami kulturowymi bądź też ich siłowe przypisywanie do jedynego słusznego kanonu prowadzi do stworzenia kalekiej wizji fundamentów tożsamości danej grupy.

Tak powstały etos, mimo iż znajduje swoiste potwierdzenie na tysiącach kart rozpraw i w setkach dzieł sztuki różnego kalibru, w dodatku zaś posiada zaplecze instytucjonalne nadające mu uprawomocnienie — nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i staje się ilustracją stwierdzenia „ideologia sobie, a życie sobie”. Sztuczna kreacja, choćby nie wiadomo jak sprawnie zorganizowana, bez osadzenia w realiach pozostanie tylko i wyłącznie atrapą, której bezużyteczność i nieadekwatność prędzej czy później wyjdzie na jaw, zaś cały konstrukt rozpadnie się niczym domek z kart. Rzecz jednak w tym, że ksenofobiczne hochsztaplerstwo przyczynia się w ostatecznym rozrachunku do zubożenia substancjalności ojczystej kultury, do zatraty pamięci o jej prawdziwych i życiodajnych korzeniach. Działalność taka przybiera szczególnie groźną postać, gdy uprawiające ów proceder środowiska pretendują do miana jedynego (i ostatniego) bastionu patriotyzmu, szermując retoryką i symbolami odwołującymi się do samego rdzenia tożsamości. Niejednokrotnie zdobywają możliwość faktycznego zmonopolizowania wykładni patriotyzmu i wyeliminowania alternatywnych czy choćby zmodyfikowanych odmian jego pojmowania. Z ustami pełnymi „dobra ojczyzny” — osłabiają w istocie jej rdzeń, umacniając „narodowe tradycje” — hamują ich rozwój i przyczyniają się do stopniowego obumierania. Ich ojczyzna jest starannie skonstruowanym skansenem (lub modelem), który — i owszem — może podobać się zwiedzającym, nikt jednak nie zechce w nim zamieszkać i w razie potrzeby wymienić przegniłą strzechę bądź pomóc w gaszeniu pożaru — o budowie nowych domostw nie wspominając.

Podobnym wpływem na istotę patriotyzmu cechują się postawy określone przez Antoninę Kłoskowską mianem ideofobii. Zdaniem profesor Kłoskowskiej ideofobia jest niczym innym, jak tylko ksenofobią `a rebours, czyli odrzuceniem i niechęcią do tego, co własne i bliskie. Mamy tu do czynienia z bezrefleksyjnym napiętnowaniem i wyparciem się kultury, która ukształtowała — czy im się to podoba, czy nie — także ideofobów, z celowym (w przypadku ksenofobów o wiele częściej mamy do czynienia z działaniem nieświadomym) karczowaniem własnych korzeni, z rozpowszechnianiem poczucia wstydu i odrazy do tego, co swojskie. Ideofobia przybierać może kilka postaci: wyparcia się kultury rodzimej i ostentacyjnego manifestowania identyfikacji z odmiennymi wartościami i wpływami zewnętrznymi, lekceważenia samoistnych i oryginalnych dokonań rodzimych potraktowanych jako niewiele znaczące, indyferentyzmu wobec wszelkich wartości — i „tutejszych”, i „tamtejszych”. Ideofob świadomie wypiera się pierwotnej ojczyzny, z premedytacją dokonuje jej niwelacji i rekonstrukcji bądź też w ogóle nie jest zainteresowany posiadaniem pamięci zbudowanej z czegoś więcej niż tylko przypadkowy zlepek wrażeń. Owo przywołane przez Miłosza „okaleczone człowieczeństwo” staje się udziałem rosnących zastępów ideofobów, składających się z osób wrogich najbardziej naturalnej formie zakorzenienia, dającej się wyrugować ze świadomości tylko i wyłącznie za cenę zubożenia własnej osobowości i zbiorowości, która winna była dać oparcie porzucającym ją jednostkom. Straty poniesione w wyniku takiej wypaczonej konwersji przewyższają częstokroć ubytki spowodowane wydarzeniami o gwałtownym przebiegu i negatywnych następstwach — historia zna wiele przypadków destrukcji elementów lokalnej i globalnej różnorodności kulturowej, które odeszły w niepamięć na skutek ideofobicznie motywowanego zaniedbania i zaniechania.

Między ksenofobią a ideofobią zachodzi związek, który w ostatnich dziesięcioleciach staje się coraz bardziej namacalny. Współzależność między rozwojem zmonopolizowanej wizji wspólnoty kulturowej a narastaniem skłonności do lekceważenia identyfikacji z „własnym podwórkiem” objawia się z coraz większą siłą. Im mocniej biją w werble „ostatni prawdziwi patrioci” zachłystujący się pokrzykiwaniami o swoiście przez nich pojmowanej narodowej lub etnicznej kulturze, tym większe zniechęcenie towarzyszy jakimkolwiek formom identyfikacji z rodzimym dziedzictwem u osób postronnych. Im bardziej zmarginalizowana i deprecjonowana jest kultura własna, tym szybciej rosną szeregi jej samozwańczych i zapalczywych obrońców i interpretatorów w duchu ksenofobii. Rozwój skrajności nie pozostawia wiele miejsca na zdrowy rozsądek, wyważone sądy i spokojną refleksję. Używając terminologii Benjamina R. Barbera, coraz większego znaczenia nabierają i Dżihad, i Mc Świat w najbardziej skrajnych i absurdalnych postaciach. Scylla etnicznych czystek i nienawiści oraz Charybda kosmopolitycznego troglodytyzmu — to rozwiązania po prostu smutne i głupie. Nie dajmy się zwariować, szukajmy ojczyzny, jak Miłosz…

(Tekst pierwotnie ukazał się w biuletynie „ZaKORZENIEnie” nr 7)

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.