Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Zapach lasu i wody, czyli Szwecja egzotyczna

Zapach lasu i wody, czyli Szwecja egzotyczna

Adrian Nikiel

Wydane przed kilkoma miesiącami dzieło pana dra Macieja Zborowskiego, zapis fascynacji krajem bliskim położeniem geograficznym, lecz od Polski odległym mentalnie, można śmiało zaliczyć do kategorii silva rerum. Są tu bowiem krótkie rozdziały poświęcone historii, muzeom i zabytkom, obyczajom, tradycjom i przepisom kulinarnym, postaciom, które współtworzyły współczesną Szwecję, a także wydarzeniom o różnej wadze gatunkowej, ale zawsze wartym odnotowania. Do tego dużo przepięknych ilustracyj, sprawiających, że publikacja nabiera cech minialbumu, acz trochę szkoda, że nie wszystkie zdjęcia pochodzą z aparatów znakomitego Autora i jego żony.

Pięć głównych rozdziałów – Ludzie, Miejsca, Zdarzenia, Jedzenie oraz Kultura – a w każdym rozdziale subiektywnie skonstruowana mozaika tematów. Nie jest to bowiem typowy przewodnik turystyczny, wskazujący to, co najważniejsze do obejrzenia po drugiej stronie Bałtyku, lecz zbiór autorski, próba wytyczenia własnych szlaków. Należy od razu podkreślić, że pan Zborowski nie jest bezkrytycznym apologetą Szwecji, przeciwnie – jego xiążkę cechuje powściągliwa, stroniąca od kategorycznych ocen narracja. Nie pomija tematów wstydliwych, jak np. polskiej projektantki mody wspierającej szwedzkich miłośników grzechu sodomskiego (ten znany od XIX wieku i zaktualizowany w warunkach przewrotu obyczajowego stereotyp, że Polak na obczyźnie musi być rewolucjonistą!). Każdy monarchista zwróci z kolei uwagę na wstrząsający fragment poświęcony politycznej poprawności – w 2012 roku marszałek dworu królewskiego musiał tłumaczyć się dziennikarzom, dlaczego wnuczka króla Szwecji, JKW xiężniczka Estella, została ochrzczona. Kiedy pamięta się przy tym, że dziecko wzrastać będzie w tzw. Kościele Szwecji, który w swojej aktualnej doktrynie błogosławi grzechy wołające o pomstę do Nieba, trudno uciec od myśli, że szwecjalizm to nienormalność. A może jednak dziennikarze mają rację, bo trzeba skończyć z tą parodią monarchii (która nie ma już nic wspólnego z legitymizmem) i chrześcijaństwa? Jedynym uzasadnieniem dla jej dalszego trwania może być nikła, przyznajmy, nadzieja, że mała xiężniczka kiedyś, za wiele lat, podejmie próbę zrealizowania na gruncie szwedzkim scenariusza zarysowanego w słynnej Amerykańskiej papieżycy autorstwa Estery Vilar.

Odnotować przy okazji trzeba dość powszechny błąd (str. 19, zapewne do poprawienia w kolejnym wydaniu) – pastorzy Kościoła Szwecji, podobnie jak wszyscy inni protestanci, nie sprawują Mszy. Nawet jeżeli w świątyni rozbrzmiewa uroczyste Te Deum, można mówić jedynie o nabożeństwie, które w języku szwedzkim z Mszą Świętą ma wspólną tylko nazwę.

Nie warto jednak wbrew intencjom Autora skupiać się na tych najbardziej ponurych przejawach szwecjalizmu. O panu Zborowskim trzeba bowiem stwierdzić, że jest po prostu wyśmienitym, obdarzonym poczuciem humoru gawędziarzem, słowami i obrazem wyczarowującym niezwykłe zjawiska, miejsca i krajobrazy, za którymi naprawdę się tęskni. Samo wyliczanie zagadnień, które poruszył w swojej xiążce, mogłoby zająć resztę tej recenzji. Szwecja to przecież nie tylko król, który panuje, ale nie rządzi, za to czasami ma dziwne, „proekologiczne” pomysły, to nie tylko lewica, ateistyczna mentalność oraz deklaracje, że Szwecja należy do wszystkich – lecz także wielkie przestrzenie i niezwykłej urody przyroda, wielka kultura i inspirująca kuchnia, nowatorska architektura i wspaniałe zabytki, jakie tylko może mieć kraj położony na uboczu głównego teatru wojen światowych. Podejrzewam, że w wiele miejsc Autor przybył jako pierwszy Polak w historii, choć opisuje też obszary turystyczne i obiekty dobrze znane naszym rodakom, jak choćby futurystyczny wieżowiec Turning Torso w Malmö. Jednak nawet w takich przypadkach dodaje sporo nowych wiadomości.

Dzięki wciągającej, z ducha felietonowej opowieści p. Zborowskiego xiążka będzie interesująca nie tylko dla miłośników lekkiej formy literackiej, którzy nic jeszcze nie wiedzą o naszym północnym sąsiedzie, lecz także dla wielu przyjaciół Szwecji chcących ją lepiej poznać. O takich właśnie wydawnictwach mówi się przecież, że są istną „kopalnią ciekawostek”. Wiele informacyj jest autentycznie zaskakujących, choć oczywiście Autor raczej sygnalizuje niż dogłębnie omawia przywołane przez siebie tematy. Np. w rozdziale o niezwykle popularnym ciastku zwanym semla zabrakło wzmianki o odniesieniach do niego w kulturze – czyli o utworze Disgusting Semla równie popularnego zespołu Morbid (ale to już takie przekomarzania w gronie miłośników nordyckiej kultury).

W jednym zdaniu: starannie wydana, dobrze napisana, przekonująca zachęta, aby wyruszyć do Szwecji. Jak już zresztą wielokrotnie pisałem – każdy Polak powinien poznać Północ. A jeśli wbrew namowom pozostanie w kraju, niech przynajmniej włączy do swoich świątecznych posiłków przepyszną pokusę Janssona.

Wkrótce po napisaniu tej xiążki nieubłagany Postęp obalił kolejną barykadę: dziennikarze Telewizji Szwedzkiej otrzymali zakaz używania w odniesieniu do przybyszów z Azji i Afryki określeń mogących kojarzyć się negatywnie. Jedźmy zatem, póki w Szwecji są jeszcze jacyś Szwedzi… Gdy Szwedzi zaczną uciekać do Polski, może być już za późno na uleganie niewątpliwemu czarowi ich ojczyzny.

Maciej Zborowski, Na północ. Szwecja znana i nieznana, wyd. Bezdroża, Kraków 2015, str. 224.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.