Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: The Third Eye Foundation — „The Dark”

The Third Eye Foundation — „The Dark”

Adam Tomasz Witczak

Zadymiona ta muzyka. Zakopcona, przysypana szarym, gryzącym kurzem ulic drżących nerwową codziennością industrialnego społeczeństwa. Skrzypiąca dźwiękami żelastwa pracującego w fabrykach z czerwonej cegły, z kominami pnącymi się ku niebu o sinej, smutnej barwie. I do tego dzika – w swojej plemiennej rytmice wywiedzionej z przeróżnych gatunków pokręconej, połamanej elektroniki. Drum and bass, house, jungle, UK garage czy jak się nazywają te wszystkie skisłe, pulsujące, bulgoczące nurty, przynoszące kojące oszołomienie współczesnym mieszkańcom tej lepszej (ponoć) części świata. Tu zresztą cały ten beatowy background przywodzi na myśl raczej tych śniadych i ciemnoskórych ludzi, którzy gdzieś w zagraconych zaułkach wielkiego miasta wybijają swoje sekwencje na pudłach i koszach na śmieci, dłońmi w dziurawych rękawicach.

Ale nie samym technicznym rytmem ta muzyka stoi. Bo przecież jej nieodzownym, a może nawet kluczowym komponentem jest nostalgia, bolesna melancholia wyłaniająca się z beatowej burzy, niesiona przez rzewne melodie fortepianu, płaczliwe partie smyczków i chóralne zaśpiewy, pełne religijnego uniesienia, a dobiegające z oddali, z tych zapomnianych kościołów czy cerkwi, skrytych gdzieś pomiędzy kamienicami czynszowymi a oszklonym budynkiem nowego banku. Z kawiarenki á la France, w której można powspominać utraconą młodość… Z gramofonu, odtwarzającego niemodne szlagiery w oknie starego człowieka, w podwórzu oficyny…

To sample – zapewne. Skąd, jakie? A któż to wie, a komuż to potrzebne? W zgiełku ponowoczesnego miasta to już tylko poszatkowane urywki, okruchy lirycznego piękna i uduchowienia, niesione tym samym wiatrem o zapachu benzyny, który rozwiewa porzucone przez przechodniów ulotki pizzerii i szkół językowych.

Obok siebie sacrum i profanum, natura i organizacja. Introspekcja i kontemplacja, którym oddaje się jednostka wplątana w wir „tego wszystkiego”. Ktoś, kto w amoku biegnie tymi wijącymi się ulicami, pragnąc uchwycić coś, co ciągle mu umyka, a co pochodzi tyleż z głębin duszy, co i z prawdziwego zewnętrza.

Prawosławie, jazz przegrańców i nutka fin-de-siècle’owego dandyzmu w gęstym sosie ambientalnych pogłosów, elektronicznego brudu i drapieżnych rytmów dudniących w sercu rzeczywistości, której sednem jest pośpiech i ucieczka donikąd. Tak brzmiałaby Rewolucyjna Armia Dzieciątka Jezus, gdyby bardziej zainteresowała się trip hopem, glitchem, dubem i resztą owego stukotania.

Solidna płyta, choć w środku przydałoby się parę refleksyjnych przerw, w których łoskot całkiem, choćby na parę chwil, ustępowałby miejsca muzycznemu spleenowi. Ale tak nie jest: natłok wrażeń wdziera się do uszu i nicuje nasze jestestwo. Cóż, może tak miało być?

The Third Eye Foundation – „The Dark”, wyd. Ici D’Ailleurs, 2010

1. Anhedonia, 2. Standard Deviation, 3. Pareidolia, 4. Closure, 5. If You Treat Us All Like Terrorists We Will Become Terrorists

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.