Jesteś tutaj: Publicystyka » Remigiusz Okraska » Upadek cywilizacji zachodniej według Floriana Znanieckiego

Upadek cywilizacji zachodniej według Floriana Znanieckiego

Remigiusz Okraska

Rozważania poświęcone tematyce cywilizacyjnej zajmują w łonie myśli społecznej szczególne miejsce ze względu na doniosły charakter tych problemów, ich znaczenie w refleksji dotyczącej stanu szeroko pojętej człowieczej kultury. Wśród autorów piszących o dziejach cywilizacji, prawidłach nimi rządzących oraz konkretnych przykładach rozwoju, trwania i upadku cywilizacyjnego, największą popularność i szeroką recepcję swych dzieł zyskali Arnold Toynbee, Oswald Spengler, Pitrim Sorokin, Jose Ortega Y Gasset, Nikolaj Bierdiajew i Christopher Dawson. Takie dzieła, jak „Study of History” Toynbee'ego, „La rebelion de las masas” Ortegi Y Gasseta czy „Der Untergang des Abendlandes” Spenglera należą dziś do klasycznych prac składających się na humanistyczny dorobek ludzkości. Także Polacy wnieśli znaczący wkład w rozwój tej subdziedziny wiedzy jaką stanowi nauka o cywilizacjach: odkrywamy dziś na nowo wegetujący przez kilka dziesięcioleci na marginesie kultury narodowej dorobek profesora Feliksa Konecznego, wciąż zapoznane pozostaje dzieło Mariana Zdziechowskiego, a przecież na tych dwóch postaciach nie kończy się lista rodzimych uczonych i myślicieli, którzy pokusili się bądź to o syntezę poszczególnych wątków, bądź o próbę odpowiedzi na konkretne wyzwania stojące przed którąś z cywilizacji.

Mówiąc o polskich badaczach interesującego nas problemu zapominamy częstokroć o postaci Floriana Znanieckiego, najwybitniejszego rodzimego socjologa i uczonego o niezwykle szerokich zainteresowaniach, który winien być brany pod uwagę przy każdej próbie refleksji nad wyrosłą na naszym gruncie kulturowym odpowiedzią na pytania dotyczące praw jakimi rządzą się cywilizacje, ich kondycji, niebezpieczeństw na jakie są narażone i sposobów na przezwyciężenie kryzysów nawiedzających każdą spójną całość kulturową. Znaniecki znany jest przede wszystkim jako socjolog i trudno się temu dziwić, bowiem autorstwo takich prac, jak „Wstęp do socjologii”, „Ludzie teraźniejsi a cywilizacja przyszłości”, „Socjologia wychowania”, „Społeczne role uczonych”, „Chłop polski w Europie i Ameryce” (wspólnie z W. Thomasem) czy wreszcie wieńczące wysiłek badawczy „Nauki o kulturze” stawia go w rzędzie uczonych, bez znajomości których dorobku nie sposób wyobrazić sobie uprawiania nauk społecznych. Jednak Znaniecki nie był li tylko doskonałym socjologiem, lecz także wszechstronnym analitykiem zjawisk kulturowych, filozofem, któremu niewiele zabrakło do stworzenia własnego, oryginalnego systemu filozoficznego, i wreszcie uczonym, który na styku szeroko pojętej socjologii i filozofii umieścił zainteresowanie problematyką cywilizacyjną. Ciekawym przykładem jego wysiłków twórczych na polu tej ostatniej dziedziny jest stosunkowo niewielkich rozmiarów dzieło zatytułowane „Upadek cywilizacji zachodniej. Szkic z pogranicza filozofii kultury i socjologii”, któremu chcemy poświęcić nieco uwagi w niniejszym artykule.

Praca będąca przedmiotem naszych zainteresowań zajmuje szczególne miejsce w dorobku uczonego i posiada specyficzny charakter, bowiem autor, ograniczony wymogami, jakie nałożył nań wydawca — poznański Komitet Obrony Narodowej — zmuszony został do pominięcia całego aparatu naukowego i pomocniczego, niezbędnego w przypadku dzieł pretendujących do miana stricte naukowych. Całość ma więc surowy charakter: brak tu przypisów, cytatów, etc., rozważania autora i wynikające z nich wnioski podane zaś są w niezwykle skondensowanej formie (dzieło liczy niespełna 200 stron, co przy bogatej tematyce i braku zbyt daleko idących uproszczeń jest samo w sobie wyczynem wskazującym na możliwości naukowe i umiejętności pisarskie) takie, a nie inne oblicze „Upadku cywilizacji zachodniej” wynika przede wszystkim z faktu, iż w przeciwieństwie do innych dzieł Znanieckiego, pełnić miało ono funkcję praktyczną, by nie rzec — używając słowa niosącego negatywne konotacje — propagandową. Wydana w 1921 r. (wznowiona siedemdziesiąt lat później w zbiorze filozoficznych tekstów autora), a napisana rok wcześniej, praca ta była wyrazem troski Znanieckiego o losy dotychczasowego dorobku kulturowego Starego Kontynentu oraz akcesem w szeregi obrońców zasad konstytuujących europejską tożsamość przed rozkładowymi procesami podmywającymi gmach społeczno-kulturalnego ładu. Podjętą próbę autor wyjaśniał następująco: „Bezpośrednim motywem (…) były względy praktyczne — ściśle mówiąc, przekonanie o wysokiej wartości kultury ludzkiej w ogóle, a cywilizacji zachodniej w szczególności, oraz poważna obawa, że cywilizacji tej zagraża w najbliższym czasie zniszczenie, o ile nie zdobędziemy się na świadomy i planowy wysiłek w celu jej uratowania”.

Znaniecki przeświadczony był, że stoimy u progu katastrofy, a swą syntezą wskazującą na zachodzące współcześnie procesy kształtujące i niszczące cywilizację Zachodu starał się wywrzeć wpływ na kulturalne i polityczne elity, w rękach których leżał klucz do ocalenia porządku i wartości tak bliskich uczonemu. Uważał on, odmiennie niż Spengler, iż proces upadku danej cywilizacji nie jest nieuchronny, zaś trwać może ona niezależne od mijającego czasu, a to z uwagi na fakt, że o jej losach decydują czynniki twórcze mogące wpływać na rozwój wydarzeń, w stopniu zasadniczym odwracając bieg procesów społecznych. Dostrzegając na horyzoncie zwiastuny upadku odrzucał jednak perspektywę deterministyczną, ów słynny Spenglerowski pesymizm i choć w momencie powstawania dzieła nie potrafił wskazać takich czynników, które mogłyby zapobiec katastrofie, to jednocześnie nie wykluczał możliwości ich zaistnienia lub ujawnienia się, a wręcz przeciwnie — oczekując uzdrowienia sytuacji społeczno-kulturowej swoją książką wychodził im na przeciw. Spróbujmy zatem szczegółowo przedstawić sprokurowany przez Floriana Znanieckiego opis współczesnego stanu cywilizacji zachodniej oraz zagrożeń, które mogą zdaniem uczonego doprowadzić do jej upadku.

***

Pracę swą rozpoczyna Znaniecki od nakreślenia obrazu najistotniejszych elementów kształtujących cywilizację Zachodu, wychodząc od zarysowania ogólnoteoretycznej podstawy rozważań o cywilizacjach w ogóle. Czynnikiem odgrywającym niezwykle ważką rolę w procesie rozwoju kulturowego są dążności wykraczające poza kwestię zaspokojenia doraźnych potrzeb, czyli — mówiąc inaczej — ideały. To właśnie określone ideały, czy ujmując szerzej zagadnienie — ich kompleksy, są czynnikiem wyróżniającym, który przesądza o istocie danego układu kulturowego, elementem pozwalającym odróżnić poszczególne cywilizacje, decydującym o ich charakterystycznym i w swej całościowej postaci niepowtarzalnym obliczu. Ideały owe tworzą pewien obiektywnie istniejący system wartości, który funkcjonuje (a przynajmniej powinien) w jednostkowej i zbiorowej świadomości mieszkańców danego kręgu kulturowego. Czymś oczywistym jest jednak fakt, iż poszczególni członkowie zbiorowości, w obrębie których funkcjonują wypracowane w toku rozwoju kulturowego ideały, mają nierównomierny udział zarówno w tworzeniu ideałów nowych, jak i urzeczywistnianiu już istniejących. Masy zdolne są jedynie do naśladownictwa i powielania zachowań już utrwalonych, nie przejawiają ani chęci adaptacyjnych do ideałów nowych, ani wystarczających umiejętności twórczych, stąd też wynika ogromna i trudna do przecenienia rola, jaką do odegrania w każdej cywilizacji mają elity. „Każda cywilizacja — pisze Znaniecki — jest tedy wytworem niewielkiej mniejszości, której zadaniem jest nie tylko tworzenie nowych ideałów, lecz narzucanie tych ideałów niechętnym masom, nie tylko inicjowanie nowych czynności, lecz skłanianie ludu do naśladownictwa. Każda cywilizacja potrzebuje tedy przywódców, zdolnych do robienia wynalazków i posiadających władzę do narzucania tych wynalazków ogółowi”.

Wraz z rozwojem kulturalnym, z tworzeniem się niezliczonej ilości specjalizacji i dyscyplin w życiu zbiorowym, z postępującą złożonością organizacji społecznej, kształtują się zawodowe klasy przodownicze, których zadaniem jest przechowywanie dorobku poprzednich pokoleń, tworzenie ideałów nowych oraz nakłanianie ogółu społeczeństwa do wysiłków zmierzających ku ich realizacji w każdej dziedzinie kultury. Uczestnicy owych elitarnych zastępów wyróżnieni powinni być zdaniem Znanieckiego jedynie na podstawie rzeczywistych zasług, nie zaś na mocy posiadanego majątku czy przynależności rodowej lub stanowej; tak wyłoniona grupa elitarna winna tworzyć arystokrację (aristoi — najlepszy) umysłową cywilizacji. Jednak w rzeczywistości praktyki politycznej możemy jedynie zbliżać się do modelu wzorcowego, nigdy go w pełni nie osiągając, toteż istniejące uwarunkowania społeczne, kulturalne, gospodarcze, itp., sprawiają, iż wielu wybitnych osobników pozostaje poza elitarnym kręgiem, podczas gdy należne im miejsca zajmują miernoty nie posiadające umiejętności koniecznych do efektywnego piastowania odpowiedzialnych i newralgicznych stanowisk (Znaniecki zwie tą grupę arystokracją pasożytniczą. Zdominowanie kulturotwórczych elit przez nadmierną ilość osób nie posiadających ku temu wystarczającego potencjału kompetencyjnego jest główną z przyczyn odpowiedzialnych za rozkład cywilizacji. Na skutek zahamowania przypływu „świeżej krwi” do elity, niedopuszczenia w jej szeregi umysłów twórczych i energicznych powstaje zjawisko stagnacji, kiedy to ogarnięta marazmem arystokracja ani nie wytwarza ideałów nowych, ani nie podtrzymuje (nie będąc do tego już zdolną) starych, skupiając swą uwagę na kontemplacji z wolna przemijającej świetności oraz hołdowaniu materialnym zachciankom i utrwalaniu społecznego prestiżu własnej zbiorowości (podobnie kwestię tę postrzegał Vilfredo Pareto, twórca teorii krążenia elit).

W takiej sytuacji pojawia się niebezpieczeństwo polegające na zdegenerowaniu się dotychczasowej arystokracji, niemożności wykształcenia się elity mogącej przejąć jej zadania na skutek różnych przyczyn, przede wszystkim zaś na potencjalnej możliwości uformowania się takiej kontr-elity, która usiłowała będzie narzucić masom ideały nie osadzone w tradycji kulturowego dorobku tej cywilizacji, będące de facto wartościami obcymi i spychającymi zbiorowość z dotychczasowej drogi rozwoju. Na ogół rozkład starej elity kulturotwórczej nie będącej już w stanie pełnić swych dotychczasowych funkcji przywódczych pociąga ze sobą następstwa, których kulminacją są wydarzenia o nader burzliwym przebiegu. Mamy w takim przypadku do czynienia albo z najazdem zewnętrznym, albo z wewnątrz cywilizacyjnymi procesami odśrodkowymi, a każda taka sytuacja jest krokiem wstecz na drodze cywilizacyjnego rozwoju. Znaniecki pisze, iż: „Ożywienie cywilizacji po kryzysie wymaga lepszego przygotowania, silniejszej władzy kontrolującej, wyższych ideałów kulturalnych niż jej podtrzymywanie w normalnych czasach. Tymczasem masy wywołujące kryzys nie posiadają przygotowania, odrzucają kontrolę i drwią ze wszelkich ideałów, przewyższających ich pojmowanie. Ruina jest nieunikniona. Po wielu pokoleniach nowa cywilizacja niekiedy powstaje na miejsce dawnej i z czasem nawet pod wieloma względami przewyższyć ją może; lecz ciągłość ewolucji społecznej jest przerwana, stracone stulecia odzyskać się nie dają i liczne pierwiastki, które zniszczona cywilizacja zawierała, nie mogą już być odtworzone lub zastąpione”.

Florian Znaniecki uważa jednak, że nie grozi cywilizacji zachodniej kryzys spowodowany w głównej mierze procesem degeneracji arystokracji umysłowej, bowiem istniejące mechanizmy wyłaniania członków elit, mimo pewnych niedoskonałości, są wciąż ulepszane, a system selekcji pozwala zahamować przenikanie w ich szeregi osobników nie mających ku temu wystarczających umiejętności. Podobne jest zdanie uczonego, jeśli chodzi o ogólną kondycję cywilizacji: wbrew Spenglerowi twierdzi, iż nie znajduje się ona bynajmniej w przededniu naturalnej śmierci, lecz jest żywotniejsza niż kiedykolwiek. Ów stan cywilizacyjnej prosperity symbolizowany jest przez rozwój gospodarczy (wynalazczość, powstanie złożonych struktur ekonomicznych, akumulacja i obrót kapitału na poziomie niespotykanym w dziejach, etc.), wykrystalizowanie się demokratycznego ideału narodowego (powszechność świadomości narodowej opartej o wspólnotę języka, obyczajów i etosu; państwo w roli narzędzia narodowej wspólnoty), polepszenie warunków bytowych ogółu ludności (nowe rozwiązania techniczne i organizacyjne, dominacja moralnego przekonania o konieczności eliminowania cierpień i nieszczęść) oraz dalekosiężny, wszechstronny i błyskawiczny rozwój nauki. Znaniecki dostrzegał oczywiście wiele wad tych rozwiązań i nie uważał by osiągnięto na wymienionych polach stan optymalny, sądził jednak, iż istniejące niedociągnięcia są możliwe do wyeliminowania na drodze stopniowych reform. Wady funkcjonującego systemu, choćby nawet były chwilowo dotkliwe i wprowadzające pewien stopień destabilizacji nie zaprzeczają jednak tezie o żywiołowym rozwoju cywilizacyjnym, nie są też nawet najmniejszym zagrożeniem dla jej trwałości i stabilności. Cywilizacji zachodniej nie grozi naturalny uwiąd, lecz procesy odśrodkowe zachodzące w jej łonie. Ani rozwój gospodarczy, ani demokratyzacja życia społecznego, ani stopniowa egalitaryzacja, ani też rozwój nauki same w sobie nie stanowią zagrożenia, lecz mogą stać się częścią składową szerszych procesów, które będą w stanie zakłócić na stałe trwanie i rozwój cywilizacji Zachodu oraz sprawić, że wspomniane szczytne dokonania będą miały nader krótkotrwały charakter. Wyzwolenie człowieka z dawnych więzów nakładanych prowadzić może do niekontrolowanego chaosu, o ile okaże się, że brak współczesnym dostatecznej dyscypliny wewnętrznej, rozwój technologiczny może prowadzić do sytuacji, w której system maszynerii wydostawszy się spod kontroli narzuci ludziom anormalne style egzystencji w zdehumanizowanych warunkach, bogactwo łatwo może przekształcić się w hedonizm oraz wywołać stan napięcia między krezusami a spauperyzowanymi masami, ideały demokratyczne mogą zaowocować rządami motłochu, narodowe zaś szaleńczym i samobójczym szowinizmem, nowe zasady moralne przeciwstawione dotychczasowym przynieść mogą relatywizm etyczny. Jednak każda ze zdobyczy cywilizacji traktowana z osobna nie grozi trwałą destabilizacją ładu moralnego i społecznego. Dzieje się tak dopiero, gdy ujmiemy je w szerszej perspektywie, jako część składową czterech procesów stanowiących zdaniem Znanieckiego śmiertelne niebezpieczeństwo dla kulturowego dorobku Europy: wzrostu materializmu, wzrostu ochlokracji, imperializmu rasowego oraz fali bolszewizmu. Spróbujmy przyjrzeć się im szczegółowo.

***

Epoka nowożytna wyróżnia się na tle poprzednich przewagą wartości materialnych nad duchowymi. 0 ile dawniej duchowość (zwana przez Znanieckiego spirytualizmem) przenikała we wszystkie dziedziny życia zbiorowego i kształtowała je w istotnym stopniu, promując takie rozwiązania, które umożliwiały rozwój wewnętrzny przy jednoczesnym zaspokojeniu materialnych dążeń, o tyle w obrębie kulturowego wzorca ukształtowanego w cywilizacji zachodniej w dobie renesansu i epokach późniejszych niepomiernie wzrosło znaczenie filozofii materialistycznej. Triumf materializmu przypadający na lata rewolucji francuskiej i przemysłowej sprawił, że aspekt duchowy kultury europejskiej znalazł się na marginesie zbiorowej świadomości, materialistyczno — racjonalna interpretacja rzeczywistości zyskała zaś nieprzeliczone rzesze zwolenników i adeptów, zaś jej wpływ na istniejące i tworzone wzorce, wartości i postawy wydaje się niezwykle silny oraz daleko posunięty. Dzieje się tak z dwóch powodów: odwiecznej tęsknoty nurtującej ludzkość, wyrażającej się w pragnieniu stworzenia spójnego, całościowego systemu opisowego, który zawierałby treści powszechnie zrozumiałe i łatwo przyswajalne; zdezawuowania się dotychczasowych teoretycznych podwalin i uzasadnień ziemskiego porządku, uzasadnień o charakterze religijnym, które nie wytrzymały naporu sił rozkładowych, a w dodatku jako wykorzystywane zbyt często w niegodnych celach straciły wiele ze swego autorytetu. Doszło więc do sytuacji paradoksalnej, gdy materializm nie mający wiele do zaoferowania urósł w sprzyjających warunkach do rangi nowoczesnego, popularnego a także noszącego znamiona doskonałości poglądu oraz jedynego systemu teoretycznej analizy rzeczywistości. Znaniecki nie próbuje epatować czytelników wizjami tajemnych spisków, w wyniku których dawne, daleko doskonalsze, a przynajmniej osadzone głęboko w wartościach transcendentalnych i spuściźnie kulturowej systemy upadły, lecz uważa, iż przyczyną owego bezprecedensowego zwycięstwa materializmu stały się liczne błędy i uchybienia, jakich dopuściły się władze świeckie i duchowne na przestrzeni wieków, ich niezdolność do reform społecznych i nieumiejętność sprostania wyzwaniom zmieniającej się sytuacji społeczno — kulturowej.

Następstwem opanowania przez materialistyczne koncepcje świadomości zbiorowej i zdominowania rzeczywistości kulturowej jest przede wszystkim przeświadczenie o tym, że racja stoi po stronie większości, po stronie dysponującej większymi siłami. Skrajnym przypadkiem takiego pojmowania relacji między elementami struktury społecznej są idee socjalistyczne: „Najważniejszym argumentem — pisze Znaniecki — na korzyść twierdzenia o bliskim zwycięstwie socjalizmu nie jest dla rewolucjonistów moralna wartość jego sprawy ani też mądrość i heroizm jego zwolenników, lecz fakt, że reprezentuje on najliczniejsze masy i dlatego będzie miał do swego rozporządzenia największą siłę fizyczną, gdy masy te zostaną zorganizowane”. Innym aspektem posiadającym w socjalizmie najwyższe usankcjonowanie, a należącym przy tym do dziedzictwa materialistycznego światopoglądu, jest skrajny determinizm, który daje niezachwianą pewność powodzenia zwolennikom doktryny Marksa, uodparniając ich na wszelką krytykę ukazującą odmienny rozwój wydarzeń niż w teorii swej zakładali. Wpływ determinizmu nie ogranicza się tylko i wyłącznie do bojowników spod czerwonych sztandarów, lecz ogarnia znacznie szersze kręgi społeczne, czego przykładem jest rozprzestrzenienie się poglądu o linearnym i niepowstrzymywalnym postępie w dziejach ludzkości. Ten miraż wiecznego postępu sprawia, że lekceważy się i traktuje z rosnącą pogardą dokonania minionych epok, dziedzictwo i nauki przodków sytuując na zakurzonych pólkach i wspominając o nich z drwiącym uśmieszkiem. Historia nie jest już nauczycielką życia, zaś zapatrzeni w świetlaną przyszłość ludzie współcześni eliminują z praktyki życia zbiorowego konieczną ostrożność i baczny ogląd potencjalnych symptomów kryzysu, osłabiając w efekcie moc instynktu samozachowawczego.

Innym z następstw triumfu materialistycznego światopoglądu jest rosnące znaczenie pracy fizycznej przy jednoczesnym malejącym uznaniu dla wysiłku umysłowego. Praca fizyczna traktowana jest powszechnie jako ta, która z punktu widzenia interesu społecznego jest znacznie bardziej wartościowa i pożądana, jako zaspokajająca niewspółmiernie istotniejsze potrzeby społeczne niż zawodowa aktywność umysłowa. Ta rosnąca pogarda dla dziedzin nie związanych z wysiłkiem fizycznym sprawia, że cywilizacji współczesnej zagraża niebezpieczeństwo trywializacji, odrzucenia dotychczasowego dorobku kulturowego, lekceważenie wysiłków wykraczających poza zaspokojenie doraźnych potrzeb, czyli brak należytej uwagi dla kultywowania i tworzenia ideałów, tak ważnych z punktu widzenia trwania i rozwoju cywilizacji. Wyniesienie aktywności fizycznej na piedestał, nadanie jej rangi czynnika niezwykle istotnego z punktu widzenia interesów zbiorowych, przy jednoczesnym podkopywaniu autorytetu osób i zawodów związanych z wysiłkiem umysłowym, grozi sprowadzeniem ludności danego kręgu kulturowego do stadium na poły zwierzęcego, do poziomu niegdysiejszych niewolników. Brak harmonii między akceptacją oraz prestiżem towarzyszącymi pracy umysłowej i fizycznej może zagrażać powolnym regresem kulturowym, zmarnowaniem wielu dziesięcioleci wytężonych wysiłków i starań na rzecz rozwoju cywilizacyjnego.

Wszystkie dotychczas przedstawione niebezpieczeństwa związane z hegemonią materializmu są jednakże tylko pochodną najgroźniejszego zjawiska charakterystycznego dla epoki nowożytnej. Owym nieprawym potomkiem ideologii materialistycznej jest bowiem przede wszystkim swoista „ekonomania”, czyli przypisywanie nadmiernego znaczenia procesom ekonomicznym, kosztem innych dziedzin ludzkiej kultury. W tym momencie najbardziej widoczny staje się fakt, że socjalizm nie stanowi kolejnego wcielenia doktryn gnostyckich, jak chciałby to widzieć Eric Voegelin, lecz jest nieodrodnym dzieckiem swej epoki, zwieńczeniem procesów narastających na długo przed edycją „Manifestu Komunistycznego”. Socjalizm jest przypieczętowaniem popularności pewnych trendów kultury współczesnej, ich zideologizowaną i doprowadzoną do absurdu postacią, radykalnym wskazaniem kierunku, w którym i tak nieświadomie podążano, choć nieco inną ścieżką. Niespotykane dotychczas zainteresowanie ekonomiczną sferą człowieczej egzystencji jest charakterystyczne dla czasów współczesnych, epoki nowożytnej. Wynika ono bezpośrednio z upadku dawnych ideałów, z popularności materializmu, doktryny będącej jedyną, która zdaniem Znanieckiego: „(…) otwarcie i wyraźnie propaguje nie tylko względną, lecz absolutną wszechwładzę celów ekonomicznych, i tym sposobem usuwa wszelkie przeszkody umysłowe, jakie by mogły stać na ich drodze do wyłącznego panowania”. Efektem dominacji postrzegania świata przez pryzmat kategorii ekonomicznych jest przybierający na sile regres innych dziedzin życia społecznego, przejawiający się bądź to w zarzuceniu kultywowania pewnych, istotnych elementów kultury, bądź też w spłyceniu, banalizacji formy i treści przekazu kulturowego, co szczególnie widoczne jest w przypadku tzw. kultury masowej. W procesie tym wszystkie dziedziny cywilizacyjnego dorobku, których nie sposób ująć w karby ekonomicznej organizacji i racjonalizacji ulegają zmarginalizowaniu, tracą na znaczeniu i wegetują gdzieś na marginesie życia zbiorowego. Nie jest przypadkową sytuacja, w której częstym dywagacjom poświęconym „wzrostowi gospodarczemu” nie towarzyszy nawet próba ujęcia jego wpływu na kwestie kulturowe, zaś technokratyczni doktrynerzy nie dopuszczają do siebie myśli, że ów wzrost dokonuje się często kosztem innych wartości.

Myliłby się ktoś sądząc, że Znaniecki nie dostrzeże, iż znaczącą rolę w procesie podporządkowania innych dziedzin kultury ekonomicznym wymogom odgrywa system kapitalistyczny. Dokonująca się w jego ramach koncentracja własności w rękach stosunkowo wąskiej grupy, przy jednoczesnej pauperyzacji („proletaryzacji”, jak rzekłby Chesterton) szerokich rzesz wegetujących na poziomie nie pozwalającym na aspiracje szersze niż zaspokojenie podstawowych potrzeb, są czynnikami, które nie tylko wpływają na powszechne lekceważenie wartości wyższych (ze środków czyniąc cele), lecz jednocześnie przygotowują masy na przyswojenie socjalistycznych idei i ich akceptację. Socjalizm bowiem, negując ideały wzniosłe (lub wyrażając się o nich mgliście, w odległej perspektywie, w utopijnej otoczce), kładąc przy tym nacisk na pełne zaspokojenie potrzeb (czy raczej — w wielu przypadkach — zachcianek) doraźnych trafia w sedno powszechnych zainteresowań i oczekiwań wyrosłych na gruncie materializmu. I na niewiele zda się tu twierdzenie, iż kapitalizm jest systemem optymalnym pod względem ekonomicznym, że wolny rynek zapewnia możliwie pełne zaspokojenie aspiracji materialnych. Po pierwsze — zdaniem Znanieckiego wyraźnym symptomem kryzysu jest już samo rozpatrywanie całokształtu życia społecznego przez pryzmat wartości ekonomicznych (a tak robią wszyscy, którzy głosząc peany na cześć rynku zwracają uwagę jedynie na jego pozytywny wpływ na dostęp do dóbr i usług), po drugie — nawet najbardziej efektywny system ekonomiczny w najbardziej sprzyjających warunkach nie jest w stanie zaspokoić wszelkich żądań i oczekiwań, dlatego też kapitalizm, który zaspokaja jedne potrzeby materialne i jednocześnie tworzy nowe, nigdy nie będzie w stanie odsunąć groźby socjalizmu, groźby rewolty osobników spragnionych jego wytworów. Stwarza on takie wzory zachowań, takie aspiracje i oczekiwania, które rugując wartości wyższe są hołdem składanym postawom konsumenckim i przygotowują grunt dla antagonizmów klasowych i warstwowych. Popularność materializmu jawi się Florianowi Znanieckiemu jako główne zagrożenie dla dorobku kulturowego cywilizacji zachodniej. „Tak więc materializm — pisze on — dając pozorne usprawiedliwienie teoretyczne wszelkiego rodzaju dążnościom zwierzęcym, stale działa przeciwko naszej cywilizacji i przeciwko kulturze w ogóle na każdym polu, na którym jego zasady są praktycznie stosowane. Wzniósł on sztandar, dokoła którego zbierają się i organizują te siły, które pchają ludzkość wstecz, do stanu dzikości”.

***

Drugim z procesów odśrodkowych zachodzących w łonie cywilizacji europejskiej, budzącym u Znanieckiego niepokój jest ciągły wzrost tendencji ochlokratycznych. Ów zaczerpnięty z dorobku Arystotelesa termin oznaczający panowanie motłochu i wypaczenie klasycznej zasady demokratycznej, przywołuje uczony obserwując liczne przykłady wskazujące na degenerowanie się istoty ludowładztwa w społeczeństwie nowożytnym. Znaniecki uznaje system demokratyczny za najdoskonalsze rozwiązanie, bowiem elity rządzące są w jego ramach kontrolowane przez lud (utrudniony rozwój egoizmu warstwowego i prywaty), a wielu jego przedstawicieli wchodzi w skład elit (utrudniony proces degeneracji i kostnienia elit). Uważa jednak, że aby ustrój oparty na zasadzie demokratycznej mógł funkcjonować poprawnie powinny zostać spełnione trzy warunki. Po pierwsze istnieć winno to, co dzisiaj nazywamy równością szans, czyli należy stworzyć takie regulacje, by każdy osobnik odpowiednio uzdolniony mógł rozwijać swe talenty i zasilić szeregi arystokracji umysłowej, po drugie — należy wykształcić odpowiednie mechanizmy, które uświadomią ludowi, że istnieją funkcje mogące być spełnianymi jedynie przez przedstawicieli arystokracji, po trzecie arystokracja i lud muszą akceptować w pełni ustrój demokratyczny oraz pracować dla dobra wspólnego, nie zaś na rzecz wąsko pojętych interesów warstwowych. Tak nakreślone warunki opisują pewien wzorzec, weberowski „typ idealny” demokracji, jednak uczony zdaje sobie doskonale sprawę, iż rzeczywistość może jedynie w mniejszym lub większym stopniu wykazywać podobieństwo do niego, nigdy nie odzwierciedlając w pełni. Ustrój demokratyczny narażony jest na ryzyko wypaczenia jego istoty, na sytuację, w której jeden lub więcej ze wspomnianych warunków nie będzie spełniony, sama zaś idea władzy ludu dryfować pocznie ku mieliznom ochlokracji.

Demokratyczne ideały ulegają dewaluacji na skutek opacznego zrozumienia ich charakteru w społeczeństwie nowożytnym, masowym. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest funkcjonowanie w świadomości zbiorowej przekonania o zasadniczej równości wszystkich członków danej grupy, równości, która jakże często rozumiana jest niczym jednakowość, czy też identyczność, a co za tym idzie — wyzwala przeświadczenie o nieistnieniu takich funkcji społecznych, które nie mogą być pełnione przez dowolnie wybraną personę, o ile nie posiada ona jakichś szczególnie dyskwalifikujących przymiotów (czyż inna jest wymowa leninowskiego stwierdzenia o państwie, którym rządzić będzie mogła nawet i kucharka?). Innymi słowy, zagrożeniem zasady demokratycznej jest wzrastająca niechęć do uznania niższości osobistej względem innych członków zbiorowości. Powszechnie panuje przekonanie, że gdyby tylko wielu spośród ludu zostało dopuszczonych do sprawowania odpowiedzialnych funkcji, to niewątpliwie piastowaliby je równie godnie, jak robią to obecni ich posiadacze. Takie przeświadczenie sprawia, że lud skłonny jest powierzać sprawowanie władzy osobom do tego nie przygotowanym i niezdolnym, lecz uznanym za podobnych ludowi, bądź też demagogom, którzy poparcie mas zdobywają na drodze niecnych sztuczek. W efekcie coraz słabiej ceniony jest talent, wysiłek, pracowitość, zasługi, wysokie wymogi stawiane osobom pełniącym funkcje publiczne, kompetencje i kwalifikacje. Przynosi to lekceważenie dorobku przeszłych pokoleń, rodzi się zamiłowanie do blichtru i tandety: „W sztuce, w literaturze, w filozofii konieczność długiego i trudnego ćwiczenia jest pomijana. Nieznajomość wielkich dzieł przeszłości uważa się za oryginalność. Miernota wprowadza modę tworów efemerycznych, zamiast pomnikowych dzieł, wymagających geniuszu, techniki i cierpienia. Masy wymagają, aby wszystko było na poziomie ich rozumienia i nie chcą się zdobyć na niezbędny wysiłek, aby nauczyć się z czasem rozumieć to, co ten poziom przewyższa”.

Masy przekonane o absolutnej równości wszystkich ludzi coraz powszechniej kwestionują konieczność rozróżnienia pomiędzy funkcjami ludu a tymi, które winny być koniecznie sprawowane przez przedstawicieli arystokracji intelektualnej. Tendencje te wzmaga dodatkowo system edukacyjny, sposób popularyzacji wiedzy, który — zdaniem Znanieckiego — „Doprowadza ludzi do tego punktu, gdy są przygotowani do zdobywania wiedzy, i wypuszcza ich z przekonaniem, że ją zdobyli”. Następstwem tego jest przeświadczenie o własnych kompetencjach i idące w ślad za nim powszechne krytykanctwo dotyczące wszelkich dziedzin życia społecznego, tych zwłaszcza, w których stopień przekonania o znajomości prawideł nimi rządzących jest wśród ludu najwyższy, czyli w polityce, ekonomii, kwestiach ustrojowych, etc. (do podobnych wniosków doszedł w swym „Buncie mas” Ortega Y Gasset). Autor „Upadku cywilizacji zachodniej” nie podąża jednak głębokimi koleinami wydeptanymi przez tych krytyków społeczeństwa nowożytnego, którzy w imię sentymentalnych hołdów składanych przeszłości oskarżają masy o zburzenie idealnego rzekomo porządku. Uczony dostrzega, iż za istniejący stan rzeczy odpowiedzialne są także, kto wie czy nie w większym stopniu, elity. Uważa on, że lud o tyle może zaakceptować i uznać przewodnictwo elit w newralgicznych dziedzinach życia, o ile same elity służą rzeczywistym interesom wspólnym, nie zaś priorytetom grupowym. Jeśli dzieje się odwrotnie, to lud zaczyna dążyć do sprawowania kontroli i pozbawienia elity samodzielnego kierownictwa. I tak jak masy działają niejednokrotnie w imię egoistycznych dążeń, nie licząc się z interesem społecznym, podobnie elity przejawiają skłonność do zachowania oraz wzrostu przywilejów i pozycji swej warstwy kosztem reszty zbiorowości. W dodatku zaś nie jest już możliwy powrót do sytuacji jaka miała miejsce w przeszłości, kiedy to elita kierownicza podporządkowywała sobie masy za pomocą siły i prestiżu, bowiem masy współczesne są znakomicie zorganizowane, zaś wiele kulturowych uzasadnień takich relacji uległo zdemistyfikowaniu i straciło siłę oddziaływania. Obecnie mamy do czynienia z innymi rodzajami antagonizmu między ludem a klasą kierowniczą, wyrażającymi się przede wszystkim pogardą, niechęcią a częstokroć nawet całkowitym odrzuceniem ideałów kulturalnych elit („kultura burżuazyjna”) przez masy. Nauka, sztuka, doktryny polityczne i religijne traktowane są przez masy wrogo, jako obce i nie wyrażające ich interesów, dążeń i przekonań.

Jednak najważniejszą z przyczyn narastającego zagrożenie „buntem mas” są zdaniem Znanieckiego istniejące stosunki własnościowe. Gwarantując wszystkim członkom zbiorowości pośredni udział w podejmowaniu decyzji i odpowiedzialności za dobro wspólne, przy jednoczesnym uniemożliwieniu im wzniesienia się na taki poziom własności, który pozwoliłby na zrealizowanie aspiracji wykraczających poza podstawowe potrzeby, doprowadzono do tak dalece posuniętego solidaryzmu wewnątrz klasy pracowników najemnych, że grozi to zburzeniem fundamentów cywilizacji i ostatecznym triumfem postaw ochlokratycznych. „Solidarny ruch masowy klas robotniczych — pisze uczony — (…) doprowadziłby w każdym razie do najgorszej ochlokracji, jaką historia kiedykolwiek znała, ponieważ byłaby to nie bezrefleksyjna, lecz zorganizowana ochlokracja”. Własność zgromadzona w rękach nielicznych, którzy w dodatku niejednokrotnie jej posiadaczami nie stali się w wyniku osobistych zasług, oraz postępująca pauperyzacja wywłaszczanych (zwłaszcza ze środków produkcji) mas to największe z niebezpieczeństw, istny zapalnik procesów destrukcyjnych mogących obrócić w ruinę dorobek wielu pokoleń. Mogą one prowadzić do sytuacji, którą Florian Znaniecki opisuje następująco: „Wielkie ideały twórczości i rozwoju duchowego będą zastąpione przez zbiorowe wysiłki w celu otrzymania maksimum zadowolenia materialnego i powierzchownego podniecenia. Wspaniałe wartości kulturalne, przekazane nam przez przeszłość, zamiast służyć do tworzenia nowych, a jeszcze doskonalszych, dzieł na przyszłość, będą bezużyteczne w rękach tych, którym brak miłości, cierpliwości i umiejętności niezbędnej dla ich zrozumienia. Żyjąc wyłącznie dla teraźniejszości, brutalnie pewni siebie w swej niewiedzy, ceniąc jedynie korzyści widzialne i bezpośrednie, nowi panowie świata, jak fellachowie egipscy, używać będą głazów z dawnych świątyń do budowy mieszkań dla siebie”.

***

Kolejnym czynnikiem zagrażającym ładowi cywilizacji Starego Kontynentu jest wzrost imperializmu rasowego. Nie powinno nas jednak mylić takie sformułowanie, gdyż uczonego nurtuje w rzeczywistości problem antagonizmów między narodami. Rasa rozumiana jest tu w sensie socjologicznym, jako wspólnota etniczna, kulturowa, religijna, etc., nie zaś w prymitywnym, czysto biologicznym kontekście, który nie posiada żadnego znaczenia dla przebiegu procesów społecznych. Poczucie wspólnotowości o charakterze narodowym ma swoje korzenie w tak właśnie rozumianej rasie, a istota narodowości kształtuje się na takiej podbudowie rasowej, wzbogaconej o solidarność wewnątrzspołeczną i wynikającą z niej samoorganizację. Mając tak głębokie podstawy, zakorzenione w najdawniejszych dziejach zbiorowości i człowieczych instynktach (świadomość wspólnoty gatunkowej, nieufność wobec obcych, przywiązanie i identyfikacja z zamieszkiwanym terytorium), istota narodowości oraz wynikające z niej poczucie solidarności są niezwykle trwałym i w praktyce niemożliwym do wyeliminowania składnikiem ludzkiej egzystencji. Im dłuższe tradycje życia zbiorowego, im trwalsza wspólnota etniczno — kulturowa, tym silniejsza jest owa identyfikacja, czego dobitnym przykładem są dzieje społeczności żydowskiej.

Dla Znanieckiego kwestia narodowościowa nie jest sama w sobie problemem, bowiem uczony uznaje istnienie narodu i wynikającego zeń poczucia wspólnoty za fakt obiektywny, nie podlegający dyskusji czy nawet ocenie. Naród stanowi bowiem końcowy rezultat przekształcenia dążności o charakterze psychologiczno-kulturowym w toku zachodzących w społeczeństwie zmian organizacyjno-strukturalnych. Dlatego też rzecz nie w tym, by zastanawiać się nad pozytywnymi lub negatywnymi następstwami zaistnienia na arenie dziejów wspólnoty narodowej, lecz w rozpoznaniu na ile zachodzące w łonie tejże wspólnoty procesy mogą osłabić lub zniweczyć spójność cywilizacji zachodniej. Znaniecki wychodząc z pozycji przeciwstawnych do zajmowanych przez kosmopolitycznych krytyków „szowinizmu narodowego”, „krwiożerczej nietolerancji” i innych „demonów ksenofobii” dostrzega niebezpieczeństwo, jakie dla kulturowo-społecznego ładu stanowi rosnący w siłę nowoczesny nacjonalizm. Narodowe dążenia charakterystyczne dla czasów współczesnych mają bowiem charakter wypaczony: skrajny egoizm prezentowany przez nacjonalistów poszczególnych zbiorowości rośnie w siłę kosztem jedności cywilizacyjnej, zaś przemoc — główny czynnik napędowy i narzędzie nowoczesnych nacjonalizmów zagraża ładowi społecznemu.

Nacjonalizm naszej doby ma charakter separatystyczny, przejawiający się w coraz dalej idącym negowaniu wartości prezentowanych przez odmienne wspólnoty, jak również w niechęci wobec wartości wspólnych wszystkim nacjom danego kręgu kulturowego lub w próbach narzucenia własnej wykładni tych wartości innym. Grozi to, po pierwsze- zubożeniem kulturowej substancji poszczególnych narodów na skutek odcięcia się od wzbogacających wpływów z zewnątrz (Znaniecki pisze: „Dla każdego narodu istnienie innych narodów, równie cywilizowanych i równie specyficznych w swej kulturze, jak on sam, jest (…) niezbędnym warunkiem trwałości i żywotności jego postępu kulturalnego”), po drugie — narzuceniem całej cywilizacji homogenicznych wzorców kulturowych przez naród — hegemona, który swe własne rozumienie wartości wpoić chce pozostałym, nie dostrzegając, że istotą cywilizacji jest jedność w różnorodności, po trzecie — zniszczeniem sporej części dorobku kulturowego cywilizacji zachodniej na skutek bratobójczych wojen między narodami, których następstwem będzie swoisty powrót do ery barbarzyńskich hord łupiących się nawzajem, po czwarte wreszcie — takim wyniszczeniem sił narodów wchodzących w skład cywilizacji zachodniej, które sprawi, że stanie się ona łatwym kąskiem dla rosnącego w silę imperializmu obcych cywilizacji (wśród potencjalnych agresorów widzi Znaniecki którąś z cywilizacji azjatyckich, zwłaszcza chińską). Czynnikiem mogącym zapobiec narastającej tendencji do samobójczej polityki rozbudzania nienawiści między nacjami, byłby podbój dokonany przez mocarstwo na tyle roztropne, by nie dążyło do kulturowej uniformizacji i zastąpienia dotychczasowego pluralizmu jakąś sztucznie wykreowaną kulturą kontynentalną, a jednocześnie na tyle silne, by potrafiło zapewnić trwałość wewnętrznie zróżnicowanego układu. Byłoby to coś na kształt niegdysiejszego Pax Romana, jednak Znaniecki sądzi, że nie istnieje obecnie państwo, które mogłoby sprostać temu zadaniu. Drugim, znacznie korzystniejszym rozwiązaniem byłoby doprowadzenie do sytuacji, w której partykularne interesy narodowe na mocy ogólnego porozumienia zeszłyby na plan dalszy, ustępując miejsca priorytetowemu traktowaniu stabilności cywilizacji europejskiej, każdy zaś z narodów pełniłby funkcję strażnika i kontynuatora pewnej części kulturalnego dziedzictwa kontynentu. Jednak i to rozwiązanie nie jest możliwe, gdyż kulturowy kryzys, w jakim pogrążyła się Europa sprawia, że jedyne na co dziś stać poszczególne nacje to podsycanie wzajemnych antagonizmów i odrzucenie wartości uniwersalnych o charakterze religijno — kulturowo — obyczajowym.

***

Ostatnim z zagrożeń, których widmo krąży nad Europą i jej dorobkiem kulturowym, jest zdaniem Floriana Znanieckiego fala bolszewizmu. Niezwykle interesujące i jakże przenikliwe wydaje się rozpatrywanie przez uczonego bolszewickich dążeń nie tylko w kontekście starań o urzeczywistnienie Marksowskiej wizji przyszłości, lecz również w kontekście procesów zachodzących w społeczeństwie nowożytnym. Wspomniane uprzednio ochlokratyczne i materialistyczne trendy, które osiągnęły niezwykłą popularność, są podłożem, na którym wyrasta bolszewizm, a Rosja drugiej dekady dwudziestego stulecia jest niczym soczewka skupiająca wszystkie niszczycielskie trendy rozwijające się w Europie od kilku stuleci. Jest właściwie dziełem przypadku, że to właśnie pod czerwonymi sztandarami znajdują one tak gwałtowne ujście, bowiem zdaniem Znanieckiego każda materialistyczna idea nowego porządku społecznego, naznaczona ukłonem w stronę mas przyniosłaby podobne efekty.

Korzeni bolszewizmu i przyczyn jego popularności należy szukać nie u Marksa i Engelsa, nie u Saint-Simona i Owena nawet, lecz w trwającym znacznie dłużej rozkładzie wartości kulturowych Starego Kontynentu. Na istotę bolszewizmu składają się zjawiska, które opisaliśmy, przede wszystkim wzrost tendencji ochlokratycznych i materialistycznych (dobrze wyrażały je już hasła wolności, równości i braterstwa w specyficznej interpretacji rewolucjonistów z 1789 r.) wzbogacone w przypadku „pierwszego państwa robotników i chłopów” o charakterystyczne rosyjskie cechy. Rosja, mimo powierzchownej okcydentalizacji, pozostała w gruncie rzeczy wschodnią despotią, gdzie wszelkie zachodnie rozwiązania wprowadzano bądź to państwowym dekretem, bądź też ograniczały się do wielkomiejskich elit, były więc dla większości społeczeństwa zjawiskiem nienaturalnym, a ze względu na ów odgórny charakter znienawidzonym. Natomiast wschodnia kultura aprobowana przez lud, wyrastająca z jego tradycji i obyczajów, zawierająca wiele cennych elementów, była przez biurokratyczne i scentralizowane państwo tłamszona a elity traktowały ją instrumentalnie. Dzisiaj istnieje już bogata literatura poświęcona owym związkom między „białym i czerwonym caratem”, lecz nie zapominajmy, że Znaniecki pisał swe dzieło trzy lata po wybuchu rewolucji w Rosji, gdy poglądy takie nie należały bynajmniej do najpopularniejszych. Państwo carskie i istniejący w nim porządek, okazały się nader kruche, gdyż masy nie utożsamiały się ani z przenoszonymi bezrefleksyjnie z Zachodu wzorcami, ani z tworzoną odgórnie i przykrawaną do ram pożądanych przez biurokratyczny aparat kulturą rodzimą. Jednocześnie istniejący w Rosji brak tradycji organizacji społecznej (poza najniższym, gminnym szczeblem), w której spod kurateli państwa wyjęty byłby znaczny obszar rzeczywistości życia zbiorowego sprawił, że załamanie dotychczasowego porządku pociągnęło za sobą tak dotkliwe straty, gdyż nie istniały zastępcze formy, mogące przejąć jego podstawowe zadania, natomiast tworzone naprędce przez bolszewików namiastki okazały się i kalekie i niezdolne do wyeliminowania błędów poprzedniego systemu.

Ów brak tradycji samo-organizacji społecznej, wzbogacony o istną nienawiść jaką szerokie masy odczuwały względem wyobcowanych kulturowo elit sprawił, iż pod hasłami komunistycznymi ujawniły się niespotykane w takim nasileniu dążności antycywilizacyjne, wymierzone w dotychczasowy dorobek kulturowy, cofające Rosję do poziomu plemiennych zastępów zainteresowanych jedynie zaspokojeniem podstawowych potrzeb bytowych. Bolszewicy z jednej strony zezwolili na rozładowanie destrukcyjnych popędów, z drugiej zaś swym zamordyzmem i terrorem doskonale wpisali się w tradycje rosyjskiej państwowości, zyskując z czasem poparcie ludu, który nienawidząc krwawych porządków czuł jednocześnie graniczący z uwielbieniem respekt przed bolszewicką władzą i jej potęgą. „To, że bolszewizm oficjalnie rządzi Rosją — zauważa Znaniecki — z zamiarem popierania interesów szerokich mas i zniszczenia raz na zawsze przewagi dawnych klas panujących i uprzywilejowanych, nie zmienia jego wschodniego charakteru, gdyż rządy despotyczne nieraz czyniły to samo. Dzieje Rosji dostarczają doskonałego przykładu podobnej polityki za panowania Iwana Groźnego. Wobec tego zaś, że ta patologiczna osobistość stała się jedną z najbardziej wyidealizowanych postaci tradycji ludowej, jasne jest, że system, którego on był symbolem, doskonale odpowiada psychologii ludu rosyjskiego. Bolszewicy odnowili ten system na szerszą skalę i urzeczywistnili go daleko gruntowniej za pomocą nowych narzędzi przemocy, które dał im do rąk polityczny, militarny i ekonomiczny postęp Rosji w ciągu ostatnich dwóch wieków. Ta harmonia między bolszewicką organizacją polityczną a tradycyjnymi dążnościami ludu rosyjskiego, jest źródłem mocy bolszewizmu w Rosji”.

Nie sądźmy jednak, że Florian Znaniecki upatruje zagrożenia dla cywilizacji zachodniej w możliwości sowieckiej inwazji i objęcia przez bolszewików władzy na obszarze Europy. Taki przebieg wydarzeń, jaki miał miejsce w Rosji, choć w dużym stopniu uwarunkowany specyficznymi cechami sytuacji tego kraju, w pewnym stopniu możliwy jest do realizacji także w innych państwach Europy i to bez inwazji Armii Czerwonej. Znaniecki wyróżnia kilka najistotniejszych stadiów rozwoju ruchu bolszewickiego, m.in. zanik wpływu wywieranego na lud przez dotychczasowych przywódców, obalenie arystokracji intelektualnej przez masy działające pod wpływem określonej idei, reakcja klas panujących prowadząca do starć i walk, rozwój „psychiki motłochu” prowadzący do negacji dorobku kulturowego oraz eliminacji jego twórców i kontynuatorów a w końcu centralizacja władzy w rękach przywódców i inspiratorów rewolucji. W każdym kraju europejskim istnieją zdaniem Znanieckiego warunki do wytworzenia się sytuacji przedrewolucyjnej i rozwoju sytuacji we wskazanym powyżej kierunku. Wynika to, oprócz wspomnianych już tendencji ochlokratycznych i materialistycznych, ze szczególnego charakteru społeczeństwa nowożytnego. Wszelkie dotychczasowe formy cywilizacyjne swój system organizacyjny opierały przede wszystkim na grupach pierwotnych (rodzina, sąsiedzi, ród, klan) i niewielkich zbiorowościach terytorialno — etniczno — zawodowych (parafia, gmina, cech, itp.), dających swym członkom możliwość bezpośredniego udziału w życiu społecznym. Takie formy organizacji życia zbiorowego zastąpione zostały przez system społeczny, w którym dominującą rolę odgrywają grupy wtórne i wielkie struktury, mające charakter bezosobowy, ponadjednostkowy i abstrakcyjny (państwo, organizacje handlowe i przemysłowe, biurokracja, etc.).

Czynnikami spajającymi owe wielkie struktury społeczne są: autorytet przywódców, obiektywnie istniejące wartości kulturowe oraz instytucje społeczne o wtórnym (biurokratycznym — w rozumieniu Maxa Webera) charakterze. Tymczasem wzrost tendencji ochlokratycznych niszczy autorytet przywódców, których zastępują przebiegli demagodzy obiecujący złote góry i królestwo niebieskie hic et nunc, na ziemi, istota autorytetu zaś dezawuuje się coraz bardziej, gdyż egalitarny dogmat o powszechnej równości zaszczepia przeświadczenie o przypisanej niemal wszystkim umiejętności piastowania istotnych funkcji społecznych. Z tych samych powodów zagrożone są wartości kulturowe, gdyż utrata autorytetu osób dbających o transmisję dorobku cywilizacyjnego do mas będących jego kontynuatorami, skorelowana z istnym chaosem pojęciowym i światopoglądowym przynosi w efekcie kruszenie się fundamentów cywilizacji zachodniej i elementów konstytuujących ład społeczny. Instytucje publiczne zaś bądź to tracą na znaczeniu wskutek rozwoju tendencji materialistycznych (tak dzieje się w przypadku instytucji religijnych, naukowych, artystycznych, itp.), bądź też nie spełniając oczekiwań mas traktowane są z rosnącą pogardą i wrogością. Doprowadzenie do sytuacji, w której niezwykle zmalała rola grup pierwotnych i wspólnot o niewielkim zasięgu terytorialnym, przy jednoczesnym kryzysie instytucji wtórnych grozi w przypadku buntu zrewoltowanych mas identycznym rozwojem wydarzeń, jak miało to miejsce w Rosji, choć może w nieco złagodzonej formie i bardziej rozłożonym w czasie przebiegu. Dorobek dziesiątków pokoleń ulegnie zniszczeniu, gdyż w sytuacji kryzysu struktur tworzonych odgórnie, zmarginalizowane obecnie struktury oddolne, organiczne, pierwotne nie będą w stanie przejąć ich zadań. Cywilizacja zachodnia zostanie zburzona rękami jej uczestników lub zdławiona będzie przez najeźdźców z zewnątrz, którzy na gruzach europejskiej kultury stworzą bardziej trwałą cywilizację. Cywilizację o zupełnie odmiennym obliczu…

***

Tak przedstawia się analiza procesów zagrażających cywilizacji zachodniej dokonana przez Floriana Znanieckiego w roku 1920. Możemy po latach zastanawiać się na ile trafne okazały się spostrzeżenia i przewidywania uczonego, w jakim stopniu opis jego autorstwa odpowiadał i odpowiada wydarzeniom mającym miejsce na Starym Kontynencie. Owszem, można wytknąć tu sporo nietrafnych prognoz cząstkowych, jednak należy się Znanieckiemu ogromne uznanie za profetyczne zdolności objawiające się choćby w tym, iż potrafił przewidzieć i kruchość postanowień wersalskich i przekształcenie się radzieckiego systemu władzy w neocarski despotyzm oraz dalszy rozwój tendencji ochlokratycznych i materialistycznych sprawiających, że kultura Zachodu coraz bardziej przypomina obyczaje rodem z mongolskich stepów (bądź — jeśli ktoś woli — rzeczywistość Sodomy i Gomory). Jako, że uczony dokonując analizy pewnych niepokojących zjawisk nie pokusił się, co zrozumiałe, o nakreślenie chronologicznych horyzontów możliwej zagłady kultury europejskiej, wartałoby się zastanowić, czy mimo zmiany wielu realiów na przestrzeni tych siedemdziesięciu lat, jakie minęły od powstania dzieła, zagrożenie, którego widmo zmobilizowało Floriana Znanieckiego do napisania „Upadku cywilizacji zachodniej” rzeczywiście odeszło w niepamięć. Jest to jednak pytanie niezwykle trudne, wymagające przynajmniej takiego przygotowania intelektualnego, jakie było udziałem autora omówionej tu koncepcji, dlatego też pozostawimy je bez odpowiedzi.

(Tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Pro Fide, Rege et Lege” nr 35 i 36)

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.