Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Wieża wzgardy

Wieża wzgardy

Adam Danek

W dzisiejszych czasach wielu konserwatystów popada w daleko idącą autotematyczność. Ich ulubionym przedmiotem rozważań, pochłaniającym lwią część ich pracy koncepcyjnej, wydaje się być „Kondycja konserwatysty we współczesnym świecie” – w świecie, w którym nie ma już na dobrą sprawę nic wartego konserwowania i który ani w ząb nie chce konserwatysty słuchać. Osobiście nie przepadam za tego typu refleksją, ponieważ odnoszę wrażenie, że konserwatywni autorzy nieraz posługują się nią jako elegancką formą użalania się nad sobą bądź parawanem umożliwiającym zakamuflowane ogłoszenie kapitulacji. Pragnąc wyrazić dezaprobatę wobec podobnych postaw, pozwolę sobie i ja – jakkolwiek niechętnie – na kilka słów w tej materii.

Niektórzy konserwatywni myśliciele wywodzą zatem, iż nie sposób opierać się nurtom rządzącym (po)nowoczesnym światem. Po dżentelmeńsku radzą pozostałym konserwatystom, by dostosowali swą naukę do mentalności współczesnych ludzi, starali się przekazać im ją w ich własnym języku. Trzeba, ich zdaniem, uznać obiektywność przemian (zwłaszcza kulturowych), jakim uległo i ulega społeczeństwo, nie mają zaś sensu próby opierania się im, bo nie zatrzymają się ani nie cofną, za to i tak poniosą konserwatystę – i wszystko wokół niego – gdzie zechcą. A w końcu lepiej nauczyć się unosić na powierzchni dzisiejszego świata, niż w nim utonąć.

Jak bowiem można bronić twierdz dawno zdobytych, o których mało kto pamięta, że kiedyś stały i dlaczego zostały wzniesione? Zachowywać ciągłość czegoś, co nie istnieje? A świat królów i cesarzy, arystokratów ducha i krwi, szuanów, inkwizytorów i Papieży w potrójnej koronie po prostu nie istnieje, empirycznie rzecz biorąc, i ktoś tu najwyraźniej nie zauważył, kiedy został unicestwiony. A o takich, co żyją w świecie duchów każdy rozsądny człowiek dobrze wie, co sądzić. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a wasza rzeka wyschła.

To prawda: dopóki konserwatysta próbuje walczyć ze współczesnym światem, tkwiąc wewnątrz niego – a więc na jego regułach – będzie się tylko daremnie miotał, gdyż reguły konstytuujące współczesny świat są anty-konserwatywne per se. Dlatego nie powinien płynąć ani z jego prądem, ani pod prąd, lecz wyjść z niego. A kiedy już wyjdzie, od razu zobaczy płyciznę, mętność i jałowość nurtów, które sprawiają wrażenie nowych i niepokonanych tak długo, jak długo ogląda się je od środka, z ich własnych pozycji. Trzeba wyjść z bieżącego nurtu, by móc ruszyć w stronę źródeł, a im dalej idzie się wstecz jego biegu, tym bardziej staje się on czysty.

Ale najpierw konserwatysta urodzony w XX wieku – na „ziemi jałowej”, jak chce Tomasz Stearns Eliot (1888-1965), czy też w „atmosferze bagna”, jak chce Ernest Jünger (1895-1998) – musi wyjść ze strumienia współczesnego świata, tzn. wyzbyć się narzucanych przez niego sposobów myślenia. Mikołaj Gómez Dávila (1913-1994) napisał: „Aktualność jest określeniem tego, co najmniej istotne.” – a świat dziś najbardziej obchodzi właśnie to, co najbardziej aktualne, czyli najszybciej przemijające. Złoszcząc się na niego, konserwatysta obdarza go niezasłużonym komplementem, bo to żałosne kłębowisko przypadkowych impulsów nie zasługuje nawet na gniew, a jedynie na wzgardę. Konserwatysta powinien nań spoglądać z wyżyn tej wzgardy jak z wieży.

Pewien młody, acz niezwykle uzdolniony konserwatywny publicysta lansuje tezę, iż dzisiejszy zachowawca powinien przyjąć wobec (po)nowoczesnego świata postawę „konserwatywnego cynizmu” – za której prekursora uchodzi, nawiasem mówiąc, jeden z amerykańskich „pesymistycznych konserwatystów” Henryk Adams (1838-1918) – tzn. kpić w żywe oczy z tandetnych atrap wartości, na jakich ów świat chce się opierać. Od cynizmu jednak właściwszy wydaje mi się swoisty stoicyzm w konserwatywnym wydaniu: wznoszenie przez konserwatystę, wzorem Marka Aureliusza,, by potem z jej murów spoglądać w dół, na świat kłębiących się, demokratycznych żyjątek. Uśmiechnie się z rozbawieniem, obserwując, jak podniecają się tym, która partia wygra najbliższe wybory i kłócą się o to, jak to wpłynie na bieg wszystkich ważnych spraw. Taki konserwatysta to opisany przez Jüngera Anarcha, patrzący obojętnie, jak na jego oczach korodują nowomodne typy państw, ośmieszają się wpływowe układy polityczne i bankrutują popularne ideologie. Cóż go może obchodzić w świecie, który utracił substancjalność dawno temu, na własne życzenie? Ten świat, podpowiada mu Gómez Dávila, „rodzi jedynie demokratów, biurokratów i dziwki” – i on miałby się zadawać z podobną czeredą, w dodatku na równych prawach?

Właściwy dla konserwatysty ogląd współczesności to ogląd dokonywany z blanków Okopów Świętej Trójcy, skąd rozciąga się widok na obóz obywatela Pankracego, pełen pokracznych, wylęgłych nie wiadomo gdzie nomadów, wyjących, że oto posiedli ziemię. Za sobą konserwatysta ma majestatyczne ruiny – szczątki zamków i katedr Starego Porządku, splądrowanych i spalonych przez zrewoltowany motłoch. Co bardziej uprzejmi poplecznicy Pankracego pouczają go, tonem buty właściwej parweniuszom, iż jego szacownych monumentów nie będzie się dało nigdy odbudować i musi się z tym pogodzić. Cała reszta kamratów „obywatela-boga” nawołuje zaś, żeby iść dalej z duchem czasu i zrównać z ziemią nawet ruiny, bo drażnią wolnych i równych ludzi. Jeśli nie da się odbudować Ładu – niech odpowie spokojnie konserwatysta – to nie warto już budować niczego. I wara ci od jego ruin, hołoto.

Zdaniem wybitnego badacza myśli konserwatywnej, prof. Bogdana Szlachty (ur. 1959), ta ostatnia konstatacja sprawia, że konserwatysta przestaje być konserwatystą, a zamienia się w archaistę. Nawet jeżeli tak – to co w tym złego? Zresztą konserwatysta nie musi trwać nieustannie w „wewnętrznej twierdzy”. Niemniej jeśli pragnie zmierzyć się ze współczesnością, musi nauczyć się dystansować od jej zniewalających podszeptów, znaleźć do rozmyślań i prac miejsce, gdzie nie sięga duchowe „władztwo miernot”, jak je określił jeden z przywódców niemieckiej Rewolucji Konserwatywnej Edgar Juliusz Jung. Inaczej ani się obejrzy, kiedy współczesność skorumpuje go, po czym przerobi na własny obraz i podobieństwo.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.