Jesteś tutaj: Publicystyka » Waldemar Michalak » Wybór Jarosława K., czyli całowanie diabła w podogonie

Wybór Jarosława K., czyli całowanie diabła w podogonie

Waldemar Michalak

Swego czasu twardy fundamentalista, ajatollah Chomeini, w dobie największego nasilenia konfliktu z USA (był to czas okupowania amerykańskiej ambasady przez Strażników Rewolucji) wygłosił oświadczenie, którego kluczowe przesłanie brzmiało: „Nawet największa presja ze strony Ameryki nie popchnie nas w ramiona Związku Radzieckiego”. I obojętnie, co myślimy na temat islamskiego fundamentalizmu, to przecież taka postawa budzi respekt i szacunek.

Tymczasem, w kontekście obecnych wyborów prezydenckich wystarczyła bardzo iluzoryczna szansa na uzyskanie głosów części elektoratu Grzegorza Napieralskiego, aby kandydat prawicy (?) wyraził gotowość do negocjacji na temat tego, co nienegocjowalne. Tego typu postawa, używając ulubionego zwrotu Jarosława Kaczyńskiego, budzi najwyższe zdumienie. Świadczy bowiem nie tylko o gotowości do rozmów z formacją politycznie wrogą i zagrażającą naszej katolickiej, a w szerszym planie chrześcijańskiej tożsamości, co budzi moralny dyzgust i duże zaszokowanie, lecz świadczy również o tym, że kandydat jest niezbyt sprawny politologicznie (nie mylić ze sprawnością polityczną, chociaż te dwie sfery są z sobą powiązane w takiej mierze, jak sfera refleksyjna ze sferą operacyjną).

W czym rzecz: elektorat Napieralskiego, było nie było, ponad dwa miliony głosów, można podzielić na dwa różne segmenty czy też, używając dzisiejszego języka, na dwa targety. Pierwszy z nich to segment lewicowy, a ściślej: jakobiński, wyznający zasadę skrajnego, połączonego z materializmem, laicyzmu wcielanego w życie publiczne za pomocą narzędzi represji aparatu państwowego. W przełożeniu na język programu prezydenckiego Grzegorza Napieralskiego są to deklaracje: zerwania konkordatu, wyprowadzenia religii ze szkół (oczywiście łącznie z krzyżami), akceptacja prawna związków homoseksualnych, rewizja ustawy dotyczącej zakazu aborcji, akceptacja już nie tylko metody in vitro, lecz również jej refundacji. Równie dobrze szatan we własnej osobie mógłby podsunąć Kaczyńskiemu cyrograf w postaci targu typu: prezydentura w zamian za sprzedanie duszy.

Trzeba też mieć na uwadze i to, że Grzegorz Napieralski deklaruje już nawet nie walkę z Kościołem, lecz ze światopoglądem teologicznym w imię tzw. państwa laickiego. W państwie Napieralskiego wierzący katolik byłby obywatelem drugiej kategorii, bez możliwości działania w sferze publicznej; widać to zresztą na przykładzie sprawy Alicji Tysiąc czy wyroku sądu w Szczecinie zakazującego pod groźbą surowych kar pieniężnych nazywania pedała pedałem, i określającego jakie słowa są dopuszczalne, a jakie nie, dla określenia tego zboczenia. Pardon, odmiennej, lecz równoprawnej orientacji seksualnej, bowiem w państwie laickim nikt nie może być dyskryminowany w należnym mu prawie do szczęścia. Wręcz trudno uwierzyć, że o głosy takiego elektoratu, „lewicy laickiej” według określenia Adama Michnika, chce zabiegać Kaczyński, a już wręcz jest niemożliwa do wyobrażenia taka sytuacja, w której ludzie tej formacji światopoglądowej oddadzą swoje głosy na Jarosława Kaczyńskiego, nawet pod wpływem wezwania lidera SLD. Pomijam zresztą starsze, lecz ciągle obecne w świadomości ludzi lewicy, zaszłości typu: dekomunizacja, lustracja, sprawa IPN, rola postkomunistycznego establishmentu i jego niejasnych powiązań biznesowych w obecnym życiu publicznym.

Czy Kaczyńskiemu rozum odjęło???

Pozostaje segment drugi elektoratu Napieralskiego. Nazwijmy go elektoratem socjalno-bytowym. Są to ludzie, którzy wobec obecnych trudności czas komuny wspominają jak Mickiewicz Litwę w inwokacji Pana Tadeusza. W pamięci biograficznej tych ludzi był to czas, kiedy każdy miał pracę, każdemu „należały się” wczasy, bezpłatne kolonie dla dzieci, leczenia w ubezpieczalni; można było dostać mieszkanie zakładowe lub spółdzielcze – po odpowiednim czasie oczekiwania, ale przecież można było sobie załatwić skrócenie tego okresu przez „chody” i znajomości (kto dziś pamięta ten żargon?). Co prawda były łapówki, ale przecież dostępne dla ludzi „świata pracy”. I uczelnie były za darmo, a praca zgodna z wykształceniem była nawet nie prawem, lecz obowiązkiem. Komorne było niskie, a to, że za dostawę wody i ogrzewania trzeba płacić, to nawet nikomu wtedy do głowy nie przychodziło. Czy nie jest to obraz socjalnej Arkadii, złotego wieku „ludu pracującego miast i wsi”, w porównaniu z obecną rzeczywistością? I co tu dużo mówić, dość ponurą w twardych faktach empirycznych. Obecna w tym segmencie jest groźba bezrobocia lub stan bezrobocia, co wiąże się z takim zagrożeniami jak: niemożliwość opłat za świadczenia, zaleganie z czynszem, nie daj Boże z ratą kredytu, a w konsekwencji z widmem komornika i eksmisją do slumsów, często z mieszkań, które ludzie dostali jeszcze za czasów komuny. Do tego należy dodać obraz głodowej renty i niskiej emerytury dla większości ludzi, którzy całe życie ciężko harowali, oraz zarobków na poziomie minimum socjalnego dla licznych rzesz ludzi pracy najemnej, którym, potocznie mówiąc, „nie starcza na życie”.

Ci ludzie nie są jakobinami, nie są również sankiulotami, przypominają raczej mieszkańców porewolucyjnej Wandei, bezradnych wobec przemian, których nie rozumieją, i nad którymi nie panują. Głosując na lewicę, głosują za wspomnieniem ich złotego wieku, w dobie wieku żelaza. Pamiętam dobrze pełną goryczy wypowiedź jednego ze zwolnionych ze stoczni ślusarzy: „w komunie byłem dumnym stoczniowcem, obecnie jestem dziadem, który ma się szkolić na psiego fryzjera”.

I to jest segment lewicowych wyborców, do którego można dotrzeć, nie całując diabła w podogonie. A wręcz przeciwnie, w ostrej konfrontacji można wskazać na okoliczność ilu komunistów w dobie postkomuny okazało się zdrajcami interesów socjalnych świata pracy, np. czyjego pomysłu była ustawa zezwalająca na eksmisje na bruk tych, których już nie stać nawet na standardowe opłaty czynszu. Można wskazać ilu postkomunistów czynnie uczestniczyło w złodziejskiej prywatyzacji, polegającej na umożliwianiu wrogiego przejęcia zakładów pracy. Ilu się dorobiło na wyprzedaży za bezcen majątku narodowego, ilu stało się agenturą interesów wielkich międzynarodowych korporacji, by wspomnieć tu choćby Balcerowicza czy Belkę (są to w końcu dawni członkowie PZPR) lub innych „ognistych liberałów” z partyjnym rodowodem.

Można również wskazać na pokaźną grupę lewicy w limuzynach. Można nawet uwypuklić ten moment z kampanii Napieralskiego, w którym kupując, w świetle kamer, pod koniec maja czy na początku czerwca, truskawki po dziesięć złotych za kilogram, twierdził, że to cena bardzo przystępna. Można wreszcie zapytać co panią Senyszyn łączy z matką trojga dzieci, której mąż właśnie stracił pracę w Zakładach Naprawy Taboru Kolejowego w Łapach. I dlaczego, u licha, dla kobiet parytety mają być ważniejsze od rosnących kosztów utrzymania. I reasumując: od kiedy to byt klas pracujących przestał kształtować ich świadomość. Oczywiście. liberałowie nazwaliby to populizmem, ale każda rzeczywistość musi być opisana w sposób zgodny z prawdą. I hasło: to jest prawda, byłoby znacznie silniejsze od stygmatyzującego słowa „populizm”.

To są głosy do wygrania, bez haniebnej uniżoności wobec zawsze światopoglądowo obcej, wrogiej i agresywnej lewicy typu Zapatero.

A jako puentę chciałbym przytoczyć godne uważnej refleksji słowa z modlitwy Burów w czasie wojny z Anglikami, które brzmiały następująco: „Jeśli wolą Twoją, Panie, jest abyśmy polegli, to polegniemy, ale nie odstąpimy od zasad, które stanowią o nas samych”. Parafrazę tych słów w obecnej sytuacji zostawiam uznaniu szanownych czytelników tego tekstu.

P.S. Gdzieś przemknęła wiadomość, że bliźniaczki tworzące duet estradowy w kampanii Napieralskiego mają razem dwadzieścia sześć lat. Byłbym bardzo wdzięczny za bardziej szczegółowe informacje w tej kwestii, jeśli ktoś takowe posiada, bo o ile informacja co do wieku bliźniaczek jest prawdziwa, to rodzi się pytanie, co owe siostry robiły w nocnym lokalu w towarzystwie lidera lewicy, i czy na takim „zatrudnieniu” polega jego „socjalna wrażliwość”.

Autor jest historykiem i wiceprezesem Klubu Konserwatywnego w Łodzi.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.