Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Zamglone oblicze Rosji

Zamglone oblicze Rosji

Adam Danek

W rosyjskiej historii ostatniego wieku najważniejszą rolę odegrały dwa dziejowe zwroty. Pierwszy to upadek cesarstwa i nastanie komunizmu, drugi – rozpad bloku sowieckiego i dyktatury komunistycznej. Pierwsze przejście wyczerpująco opisuje monumentalne, wielotomowe dzieło Jana Kucharzewskiego „Od białego caratu do czerwonego”. Okresy rosyjskich dziejów, które rozdziela ta cezura zwykło się nazywać Rosją białą i Rosją czerwoną. To drugie określenie nie jest ścisłe, ponieważ Związek Sowiecki nie stanowił kontynuacji tego, co istniało przed nim. Pomiędzy nim a państwem rosyjskim nie zachowała się żadna ciągłość prawna, nie pokrywał się on z Rosją terytorialnie, posiadał odmienną geopolitykę, nie wyrastał też z rosyjskiej tradycji kulturowej, historycznej, ustrojowej ani politycznej – był zupełnie nową jakością, czy raczej anty-jakością. Kolokwialnie jednak przyjęło się mówić o Rosji sowieckiej. Kiedy w dawnym imperium carów szalała wojna domowa, oprócz białych i czerwonych ujawniła się też tzw. „trzecia Rosja”: siły przeciwne zarówno restauracji cesarstwa, jak i rewolucji bolszewickiej, o orientacji mniej lub bardziej lewicowej i demokratycznej. Od bankructwa systemu sowieckiego upłynęło już nieco czasu, ale sytuacja wewnętrzna Rosji zaczęła się klarować względnie niedawno, po odejściu z Kremla wiecznie pijanego ulubieńca zachodnich salonów. Obserwacji przemian zachodzących w państwie rosyjskim w przeciągu ostatniej dekady towarzyszy wielokrotnie powtarzane pytanie: w którą stronę dalej? Czy współczesna Rosja to pozostałość Rosji białej czy czerwonej? A może ich obu?

Nawrót do tradycji Rosji przedrewolucyjnej na dzień dzisiejszy na pewno nie jest możliwy, z prostego powodu. Komunizm, żywioł o niespotykanym nigdy wcześniej potencjale destrukcji, zostawił z niej jedynie popioły i miliony anonimowych grobów. Za swój pierwszoplanowy cel od początku stawiał sobie totalne wymazanie przeszłości, zburzenie absolutnie wszystkiego, co było wcześniej. I rzeczywiście, unicestwił wszystko: ustrój społeczny, polityczny i prawny, elity, znaczną część dóbr kultury. Z rosyjskiej tradycji nie pozostawił nic. Odtworzenie więzi z własną przeszłością, strąconą w niebyt w 1917 r., wymaga od współczesnych Rosjan nie tyle myślenia historycznego, co wręcz myślenia archeologicznego, do jakiego mało kto jest zdolny.

Obecna Rosja nie będzie również kontynuacją ZSRS. Sentyment za komuną, nawet jeżeli powszechny wśród prostych ludzi, pozostaje całkowicie nie realizowalny. Dość długo to trwało, ale sowiecki komunizm zdechł, bezpowrotnie. Podkreślmy: zdechł, a nie został obalony. Komunizmu nie obalił żaden czynnik z poza systemu: ani Reagan, ani tym bardziej TW „Bolek” i towarzysze, ani nawet Papież Jan Paweł II; o wyczynach „opozycji demokratycznej” w Sowietach w ogóle nie wspominamy, bo nie miejsce tu na żarty. Czynnikiem, który naprawdę zabił komunizm był… sam komunizm, zdolny wyłącznie do psucia i marnotrawienia wszystkiego, na czym położył łapę – aż wreszcie nie miał skąd wziąć pieniędzy i amunicji nawet dla własnych siepaczy. Komunizm generuje wyłącznie problemy, więc w końcu sczezł pod ich ciężarem, uprzednio dokładnie wycisnąwszy ostatnie soki z Rosji oraz innych podbitych przez siebie krajów, pozostawiając je wszystkie w stanie ruiny. Częściowa choćby sowietyzacja nie jest dziś możliwa: w bogatej, rozwijającej się pomyślnie Rosji carów było wiele do zrabowania i roztrwonienia; obecnie uniemożliwiłby to opór prozaicznej rzeczywistości.

Nie należy się wreszcie spodziewać ponowienia tak marginalnego epizodu, jak „trzecia Rosja”. Eksperymenty Jelcyna i innych dawnych komunistów przechrzczonych pospiesznie na zachodni demoliberalizm, poniosły kompletne fiasko. Lata dziewięćdziesiąte dobitnie pokazały, iż nie da się w Rosji wprowadzić demokracji. Demokratyczni ideolodzy oczywiście w to nie wierzą (podobnie jak w każde fakty przeczące ich ideologii) i będą do znudzenia próbowali sprawić, by Rosja „dojrzała wreszcie do demokracji”. Cóż, jeśli pofatygują się tam osobiście, aby prowadzić demokratyczny apostolat, zostaną co najwyżej odstawieni z powrotem na granicę przez kompetentne służby. Demoliberalizm zawsze pozostawał obcy Rosji i nikt właściwie go tam nie chce.

Wnioski rysują się następująco. Z powodu „bezprzykładnie brutalnego zerwania ciągłości historii” – jak wyraził się pewien inteligentny komuch – Rosji nie można uznać za spuściznę ani imperium carów, ani Związku Sowieckiego. Stanowi ona podmiot z nimi nieidentyczny, w dużym stopniu nowy, a droga, którą pójdzie, nie została jeszcze przesądzona. Putin i jego ekipa koncentrują swe wysiłki na wewnętrznej konsolidacji państwa i wzmocnieniu jego pozycji arenie międzynarodowej, ale dopiero się okaże, na jakie pchną je tory. Normatywną pustkę na siłę zapycha się synkretyczną plątaniną wątków carskich, białogwardyjskich, leninowskich, stalinowskich etc.

Człowiekiem której Rosji jest aktualny włodarz Kremla? Jako monarchista chciałbym, żeby okazał się Maurrasowskim generałem Monkiem, który w kraju udręczonym latami rewolucyjnego eksperymentu obejmuje władzę, aby pogrzebać wreszcie feralny period dziejów i w zamian za amnestię dla beneficjentów rewolucji przyzywa monarchę, aby znów zasiadł na tronie. Własnego chciejstwa nie należy wszelako brać za rzeczywistość. Były oficer KGB według wszelkiego prawdopodobieństwa nie okaże się Monkiem – ale i nie kontynuatorem rewolucji. Putinowi przypadła rola, jaką w zrewoltowanej Portugalii odegrał charyzmatyczny „silny człowiek” mjr Sidónio Pais (1872-1918) – były uczestnik rewolucji pozbawiony ideologicznych złudzeń, który drogą puczu objął władzę po to, by w pogrążonym w chaosie, rozłażącym się państwie przywrócić elementarny ład i porządek, zakończyć erę eksperymentowania i destabilizacji oraz odbudować autorytet władzy. Nie doprowadził od razu do odrodzenia narodowego, ale wyrównał pod nie grunt, przez co przynajmniej stworzył jego przyszłą możliwość.

Rosja przeszła w ostatnich latach pewne uporządkowanie, lecz wciąż nie odnalazła własnych korzeni. Organizmy o podciętych korzeniach, jeśli nie zapuszczą ich ponownie, giną – tak jak giną dziś społeczeństwa Europy Zachodniej. W Portugalii kilka lat po śmierci Paisa zamach gen. da Costy ostatecznie zamknął okres (po)rewolucyjnych drgawek. I stopniowo utorował drogę do władzy Antonio Salazarowi.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2024 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.