Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Stanisław Michalkiewicz: Związek nasz bratni – związek przestępczy

Związek nasz bratni – związek przestępczy

Stanisław Michalkiewicz

Skazanie przez niezawisły sąd generała Czesława Kiszczaka na cztery lata pozbawienia wolności ze zmniejszeniem kary na mocy amnestii do lat dwóch i zawieszenie jej na lat pięć za „zbrodnię komunistyczną”, polegającą między innymi na uczestnictwie w „związku przestępczym o charakterze zbrojnym”, wzbudziło sprzeciw wśród komuchów, w stadzie autorytetów moralnych i Salonie.

To jest rzecz całkowicie zrozumiała. Komuchy na samą myśl o zakwalifikowaniu niektórych aspektów ich działalności jako „zbrodni” muszą odczuwać pewien niepokój, który wyraził się m.in. w inicjatywie zlikwidowania Instytutu Pamięci Narodowej, który te zbrodnie dokumentuje. Nie jest to postawa specjalnie oryginalna; już Adam Mickiewicz w balladzie Lilie przedstawia Panią, która zabiła Pana, i deklaruje: ach, pójdę aż do piekła, byleby moją zbrodnię wieczysta noc powlekła. Ciekawe, że podobne pragnienie wyraził Jego Eminencja Stanisław kardynał Dziwisz, deklarując, że archiwa IPN powinny zostać „zabetonowane”. Podobnie jak owa Pani, zarówno komuchy, jak i Jego Eminencja nie wykazują żadnego żalu z powodu zbrodni czy łajdactwa, a tylko pragną, by zaginął po nim wszelki ślad. Ciekawe w takim razie, czy Jego Eminencja wierzy w Boga – bo jeśli wierzy, to jakież znaczenie miałoby „zabetonowanie” archiwów IPN? Nawoływanie do „zabetonowania” wskazywałoby, że dba raczej o pozory i podobnie jak pan Surwint z Pamiątek Soplicy uważa, że z Panem Bogiem łatwiej, niż z ludźmi. Zresztą – mniejsza z tym; jak betonować, to betonować – zwłaszcza „zbiór zastrzeżony” IPN, w którym, jak wiadomo, znajdują się kompromaty dotyczące osobistości z najlepszego towarzystwa albo konfidentów nadal pozostających w stosunku służbowym, mimo transformacji ustrojowej. Oburzenie autorytetów moralnych i Salonu, którego przedstawiciel w osobie Andrzeja Celińskiego z rozpędu odmówił niezawisłym sądom wszelkiej kompetencji osądzania, też jest zrozumiałe. Autorytety moralne i Salon do tej pory podawały do wierzenia zatwierdzoną wersję historii najnowszej – że mianowicie patriotyczne siły w partii dogadały się z patriotami z lewicy laickiej i z tej politycznej sodomii i gomorii narodziła się III Rzeczpospolita. Wyrok sądu skazujący generała Czesława Kiszczaka, który te wszystkie autorytety zatwierdzał, za „zbrodnię komunistyczną”, polegającą m.in. na udziale w „związku przestępczym o charakterze zbrojnym”, wywraca wszystko do góry nogami; nie żadni tam „patrioci”, tylko gangsterzy i zbrodniarze – no a skoro autorytety moralne akurat z nimi się zwąchały, to i na nie spływa to odium, tak samo, jak w Przygodach dobrego wojaka Szwejka na syna człowieka zamordowanego przez bandytów: a, to syn tego zamordowanego; z niego też musi być niezły gagatek! Nic zatem dziwnego, że stado autorytetów moralnych zawyło jednym głosem, a Salon się zapienił.

Trochę dziwniej – że wyrok na generała Kiszczaka został krytycznie przyjęty przez niektóre środowiska lokujące się na prawicy. Co prawda – trudno się tak bardzo dziwić, skoro w pewnych środowiskach „narodowych” generał Jaruzelski uchodzi za męża opatrznościowego. Właściwie nie bardzo wiadomo dlaczego, bo – o czym zaświadcza nawet Mieczysław Wilczek – zawsze był za socjalizmem i nawet chciał go bronić „jak niepodległości”. Myślę, że na taką reputację w tych środowiskach generał Jaruzelski zasłużył sobie z dwóch powodów; po pierwsze – jako agent Rosji, a po drugie – ponieważ krytykuje go PiS. I nie warto byłoby sobie zaprzątać tym głowy, gdyby nie publikacja pana prof. Adama Wielomskiego w „Najwyższym Czasie”, gdzie autor pokpiwa sobie z oskarżycieli generała Kiszczaka, że – po pierwsze – traktują konstytucję PRL serio, po drugie – że generał został skazany zaledwie na dwa lata, a w państwie poważnym dostałby czapę, po trzecie – że tak niski wyrok powinien stanowić zachętę dla przyszłych kontrrewolucjonistów, i po czwarte – że słabe „demoliberalne” elity nie są w stanie nawet osądzić swoich wrogów, więc słusznie generał Jaruzelski nimi pogardzał. Widzimy, że „tak czy owak – sierżant Nowak”, to znaczy – generał Jaruzelski – maładiec! W ocenie wysokości wyroku akurat się z panem prof. Wielomskim zgadzam, chociaż nie sądzę, by musiała ona dowodzić „słabości demoliberalnego państwa”. Rzecz bowiem z tym, że III Rzeczpospolita nie jest żadnym „demoliberalnym państwem”, tylko okupacją narodu polskiego przez tajniaków, którzy, wykorzystując „surowe prawa stanu wojennego”, posłużyli się swoimi konfidentami do stworzenia mistyfikacji nazwanej III Rzeczpospolitą. Funkcjonujące w jej ramach niezawisłe sądy w zasadzie działają wedle rozkazu i to właśnie była przyczyna, dla której generała Kiszczaka nie można było przez 20 lat skazać nie tylko łagodnie, ale w ogóle. Ponieważ jednak tworzące rzeczywisty rząd bezpieczniackie watahy w walce o lepszy dostęp do żerowiska zaczęły rozbijać sobie łby w wojnie rozpoczętej zatrzymaniem generała Czempińskiego, niezawisły sąd, nie wiedząc, czego właściwie się trzymać – bo przecież nie można wykluczyć rozkazu odwetowego skazania – skazał – ale na wszelki wypadek łagodnie. Gdyby jednak wybuchła prawdziwa kontrrewolucja, to pan prof. Wielomski natychmiast by się przekonał, że III Rzeczpospolita potrafi być surowa. Zresztą – jaka tam znowu kontrrewolucja bez pozwolenia Rosji?

Najciekawszy tedy jest zarzut poważnego traktowania konstytucji PRL. Pan prof. Wielomski twierdzi, że na studiach uczono go, iż konstytucje państw komunistycznych były manifestami ideologicznymi, więc nie miały znaczenia – rozumiem, że znaczenia prawnego. No dobrze, niech i tak będzie – ale w takim razie, jaką ideologię manifestowała konstytucja PRL, na przestrzeganie której, to znaczy – zapisanego w niej porządku, kładł taki nacisk mąż bez zmazy, czyli sam generał Jaruzelski? Zainspirowany jego apelami w latach osiemdziesiątych napisałem nawet analizę pod tytułem: Porządek i nieporządek konstytucyjny, w której zająłem się słynnym art. 3 traktującym o przewodniej roli partii. Udało mi się dowieść, że to jest kompletny bełkot, z którego można wydestylować jedynie bezsensowną formułę, iż współdziałanie jest podstawą płaszczyzny współdziałania. Nie znaczy to jednak, by ten manifest ideologiczny jako całość był pozbawiony znaczenia prawnego. Uważam, że było odwrotnie – i że właśnie ta okoliczność przesądza zarówno o słuszności uznania komunizmu za formację zbrodniczą, a soldateski, której hersztem mianowany został generał Jaruzelski – za związek przestępczy o charakterze zbrojnym.

Jeśli przyjąć – a chyba nie ma innego wyjścia – że o merytorycznej praworządności systemu prawnego, a więc praworządności prawa z punktu widzenia jego treści, decyduje zgodność, a przynajmniej niesprzeczność prawa stanowionego z katalogiem praw naturalnych, to nie ulega wątpliwości, że komunistyczny system prawny był w zamiarze bezpośrednim skierowany przeciwko dwu prawom naturalnym: wolności i własności, a w zamiarze ewentualnym – również przeciwko życiu – bo zakładał surowe karanie „kontrrewolucji”, to znaczy – wszelkich prób obrony tamtych dwóch praw naturalnych. Zatem komunistyczny system prawny był zbrodniczy sam przez się, ponieważ był bezpośrednio skierowany przeciwko wszystkim trzem prawom naturalnym i to bynajmniej nie ze względu na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa ludzi, tylko ze względu na doprowadzenie ich do stanu bezbronności wobec „związku przestępczego o charakterze zbrojnym”, jakim było komunistyczne państwo. Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, na której czele postawiony został generał Jaruzelski i która ogłosiła własny, znacznie surowszy nawet od konstytucji PRL „manifest ideologiczny”, była kwalifikowaną postacią takiego związku przestępczego o charakterze zbrojnym, mającą zresztą na celu dodatkowe przestępstwo w postaci dokonania kradzieży majątku publicznego na skalę masową, by w ten sposób zapewnić swoim uczestnikom i poplecznikom zachowanie pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych. Zatem – generał Jaruzelski, tak czczony w niektórych środowiskach – jest zbrodniarzem niezależnie od tego, czy Sowieciarze „weszliby” w 1981 roku, czy by nie „weszli”. W tej sytuacji zaczynam się zastanawiać, czy kult generała Jaruzelskiego nie ma przypadkiem znamion kompensacji.

Pierwodruk: „Opcja na Prawo” nr 2/122, luty 2012 r.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.